O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

Skorupie kwiatki

czwartek, 05 maja 2016

Kochany Skorupiak wie, że bardzo tęsknię za każdą możliwością wyjścia do ludzi.

Ostatnio poinformował mnie, że na tablicy ogłoszeń w klatce schodowej awisła kolejna rozpiska zajęć a okolicznym Domu Kultury.

- Koniecznie sprawdź, tam widziałem coś, co powinno cię zainteresować. I do tego darmowe!

Sprawdziłam.

Faktycznie, zajęcia interesujące.

Faktycznie darmowe.

Tylko w kategorii zajęć dla seniorów - powyżej 60 lat.

Ale ja się dobrze trzymam, nikt by mi na oko tej sześćdziesiątki nie dał !!!!!

niedziela, 30 listopada 2014

Omawiamy plany swiąteczno-zimowe.

- Ja chyba zwariuję, tak długo z chłopakami w domu. Masakra jakaś.

- Czemu długo? - zainteresował się Skorupiak.

- No bo szkołę mają do 19 grudnia. Potem 2 stycznia wypada w piątek, kto ci wtedy przyjdzie na lekcje? I tak samo w poniedziałek 5 przed świętem Trzech Króli. To szkoła zrobiła sobie wolne w te dni i dzieciaki wracają na lekcje dopiero 7. A w tym roku mazowieckie ma ferie w najwcześniejszym terminie czyli od 19 stycznia, co oznacza, ze do szkoły ostatni raz idą 16. Mają półtora tygodnia lekcji i znowu dwa tygodnie laby.

Skorupiak lekko sie zachłustnął, po czym stwierdził, zę po pierwsze to on wraca w takim razie do szkoły, a po drugie weźmie 4 dni urlopu i będzie miał dwa tygodnie wolnego.

- To możę ja bym się mogła gdzieś urwać w tym czasie? - zapytałam z nadzieją.

- Tak. Z choinki. - zgasił mnie Skorupiak. 

Prosię. Inna sprawa, że o tej porze roku musiałabym się urywać raczej daleko, zeby to miało sens, bo blisko jest za zimno jak na mnie. A siedzieć pod kołdrą mogę w domu, taniej i przynajmniej mam wszystkie własne książki pod ręką.... Tak że chyba jednak się nie urwę.

wtorek, 02 września 2014

Telefon. Dzwoni mój tata, chwilę pogadaliśmy. 

Po chwili streszczam Skorupiakowi istotne elementy rozmowy:

- ...będzie niedaleko bo ma wizytę u gastrologa i pytał czy... - przerwałam, widząc pełen wytrzeszcz i ciężki szok na Skorupiej twarzy.

- Gdzie idzie???? Do astrologa????? - Zapytał z absolutnym niedowierzaniem mój mąż.

No tak. Każdy, kto choć raz rozmawiał z moim tatą, zdaje sobie sprawę, że jego wizyta u astrologa oznaczałaby koniec świata. Co najmniej.

wtorek, 25 marca 2014

przypomniała mi sie scenka sprzed paru dni.

Skorupiak wtulił nos w moją szyję i zaszeptal kusząco:

- Mmmm.... Jak ładnie pachniesz... Mokrym psem...

- CZYM?????? - zapytałam, wcale nie szeptem. 

- No, mokrym bzem, przecież bardzo lubisz te kwiaty - zaczął sie tłumaczyć skonfundowany mąż, też już normalnie, a nie szepcząc.

Cóż, scenka rodzajowa do różnicy między głoskami dźwięcznymi a bezdźwięcznymi dla piotrka w sam raz.

niedziela, 05 stycznia 2014

Grzechot dostaje pulmicort. I tak sobie rozmawiamy ze Skorupiakiem, między innymi o tym, czemu niktórzy rodzice nie chcą podawać dzieciom sterydów za żadną cenę - jak przy szczepionkach, niektórzy twierdzą, zę lepiej, zęby sie dzieciak przydusił, niż żeby podać dziecku steryd.

- Wyczytałem gdzieś, żę jednym ze skutków ubocznych sterydów ma być niby obfity zarost na uszach - chichocze Skorupiak.

- O, to czemu mama nie ma kosmatych uszu?

- Bo je pewnie depiluje!

 

Mamo, czego używasz do depilacji uszu?

Grzechot ma inhalacje 6 razy dziennie. Nie jest tym zachwycony, oj nie. Czasem przysypia w trakcie i w tedy jest łatwiej, ale czasem sie rzuca  i wrzeszczy.

Mama wtedy próbuje różnych sposobów, by uciszyć wrzeszczyka - wszak zinhalować sie musi tak czy siak, wiec lepiej, zęby siedzial spokojnie, bo najwyzej przytrzymam go siłą, co nie będzi przyjemne dla nikogo.

Mama śpiewa - ale ostatnio jakoś marnie, z racji przeziębienia. Niektóre dźwięki jakoś tak zanikają.

Mama gada - ale czasem kończy jej sie wena. Wtedy zaczyna odwieczną wyliczanke zwierzątek - mój pieseczku, mój koteczku, wężyku, lewku, lemurku, ostronosku... I w ten deseń. Spróbujcie tak przez piętnaście minut, nie powtarzając się. 

W ramach ułatwienia dzisiaj mama poleciała z pamięci mniej więcej po układzie warszawskiego ZOO. 

- Mój gorylku, mój pawianku, mój lemurku, mój szympansiku, pój pingwinku, moja papużko, mój kondorku...

- CO????? Mój KONDOMKU????? obudził sie nagle drzemiący obok Skorupiak. 

wtorek, 24 grudnia 2013

POpatrzyłam smętnie za okno.

- Z roku na rok coraz bardziej zielone te święta.

- PRzecież już mieliśmy śnieg na święta w tym roku. - zdziwił sie Skorupiak.

Wykonałam szybką pracę myślową, ale nic mi z niej nie wynikło.

- No przecież na wielkanoc! - stwierdzil z satysfakcją mój ukochany mąż.

 

Faktycznie.

Coś sie pokitrało na tym świecie.

Potomek młodszy uaktywnił sie jak zwykle za wcześnie.

Ojciec rodu najpierw dzielnie sie zajmował, pozwalając mi pospać, poczym westchnął ponuro:

- Ciekawe, czemu on się tak wcześnie budzi zawsze wtedy, kiedy mam dzień wolny i nie muszę iść do pracy?

- Hm. To powinieneś sie chyba cieszyć, że dni wolnych jest mniej niż tych roboczych? - po krótkiej chwili pocieszyłam Skorupiaka.

Zamilkł na moment.

- Zeszło ze mnie powietrze, wiesz? - Zapytał z wyrzutem.

 

Nie rozumiem, czemu. Przecież chyba powinien sie cieszyć, że dni wczesnopobudkowych będzie mniej niż tych normalnych?

Nie dogodzisz facetowi.

piątek, 22 listopada 2013

Mąż zapytał dziś nieśmiało, czy będzie mógł wieczorem pójść na półoficjalne spotkanie - ktoś tam umawia się z kimś innym, do kogo Skorupiak potrzebuje znaleźć dojście, a tak to Pierwszy Ktoś przedstawi go Drugiemu Ktosiowi i będą już kumple. Po czym będą się mogli już samodzielnie umawiać na spotkanie biznesowe.

Pewnie że może, w końcu nie zgłupiałam, żeby mu blokować sprawy zawodowe. Zwłaszcza, że obiecywał, że postara się wrócić jak najprędzej. 

- No godzina, plus dojazd, na kładzenie chłopaków powinienem być.

Pojechał. Jeszcze po drodze zadzwonił nieszczęśliwy, że zapomniał kluczy, więc zadzwoni wracając, żebym mu drzwi otworzyła - bo jakby się zaczął dobijać normalnie, to psica podniosłaby taki jazgot, że pół bloku by obudziła, nie tylko nasze dzieci.

OK.

Młodszy się bawił, ze starszym pograliśmy sobie w Rummikuba. Sprawiedliwie wyszło, raz  on mnie ograł, raz ja jego. 

Zjedliśmy kolację (dosyć późno). Skorupiaka nie ma.

Wpakowałam Potomki Dwa do wanny. Wypluskali sie, pochlapali, odchichotali. Skorupiaka nie ma. 

Nakarmiłam Młodszego, poprzytulałam Starszego. Skorupiaka nie ma. 

Wysłałam SMSa z pytaniem  czy wszystko ok, bo już zaczynałam mieć różne czarne wizje. W pionie trzymała mnie jedynie świadomość, żegdyby coś sie stało, to już by mnie policja albo inny szpital zawiadomili. (przynajmniej tak sobie powtarzałam w duchu dla uspokojenia).

Dostałam zwrotnie - negocjują., Czyli zamiast przedstawienia i umówienia terminu na rozmowy biznesowe panowie od razu przystąpili do rzeczy. Niby powinnam sie cieszyć, ale jakoś tak moment mnie nie zachwyca.

Grzechot nie chce spać, bryka mi po łóżku - nie ma siły, trzeba gościa wziąć w chustę. Pomysł o tyle dobry, że również psu się należy spacer wieczorny. Zapakowałam oba zwierzaki i poszliśmy. Grzesiek w końcu zasnął, odetchnęłam z ulgą. Nie na długo. Za moimi plecami pojawiła sie jakaś dama  z pieskiem bez smyczy i grzmiącym głosem usiłowała mnie przekonać, że nasze psy się będą bawić, bo one na smyczy zawsze bardziej agresywne są, a luzem to spokojniutkie.

Agresywna zrobiłam sie ja, bo w tym momencie Grzechot podniósł łeb i błysnął błękitnym oczkiem. Powiedziałam lodowato, zę z tym psem to tak nie działa i na pewno jej nie spuszczę i poszłam sobie. Ale cóż, było już za późno...

Kolejna runda wokół bloków, kolejny sąsiad  z psem... tym razem rozsądniejszy, widział, że chodzę z Grześkiem, więc tylko coś zaszeptał powitalnie i poszedł dalej.

Skorupiaka nadal nie ma.

To co powtarzam pod nosem, jest długie, kolorowe i nie nadaje sie do cytowania w niejscach dostępnych nieletnim. Jakby miał klucze, to już dawno zawinęłabym sie w kołderkę i poszła spać. A tak - nie ma mowy, musze czekać, żeby wpuścić. O 22.30 wysłałam kolejnego SMSa - na razie bez skutku.

Jestem zła. ZŁA. WKURZONA. 

JA CHCĘ SPAĆ!!!!!!

Jedno jest stuprocentowo pewne. Jak wróci (kiedyś tam...), to będzie malutki i bardzo skruszony. 

A ja cholernie niewyspana.

 

PS. A może oni już skończyli spotkanie, a Skorupiak poszedł na maraton filmowy, o którym coś przebąkiwał parę dni temu? I wróci rano? Zabiję wtedy na miejscu....

 

PPS. Zadzwonił o 23. stanęło na tym, żę idę spać i zostawiam otwarte drzwi, z nadzieją, ze jakby sie przyplątał ktoś niepowołany, to pies jednak podniesie jazgot. OKazało sie, że Drugi Ktoś, jak już uznał Skorupiaka za swojego, to od razu postanowił omówić sprawy - i uzgodnili wszystko na miejscu. W rezultacie Skorupiak wrócił z ugadanymi szczegółąmi o 3  nad ranem...

poniedziałek, 11 listopada 2013

Skorupiak poszedł odprowadzić Pytona na zajęcia Lego. Wsadził Grzechotnika w chustę i poszli. Ja sie przez ten czas miotałam po kuchni.

Po powrocie szykuję obiad dla nas i podgrzewam słoiczek dla Małego - nie miałam weny, żęby mu pichcić.

- A ty nie nakarmiłaś go, jak poszedłem z Piotrkiem? - zdziwił sie poirytowany Skorupiak, który liczył na cichy i spokojny posiłek.

- Wiesz, nie. Pewnie dlatego, ze zabrałeś go ze sobą...

Zapadło długie milczenie. Po chwili Skorupiak boleściwie zawył do księżyca.

- Wiesz, jednak brak snu mi zdecydowanie szkodzi....

(wszystko przez nowy sprzęt służbowy - to, co słyszę od paru dni na temat Windows 8.1 jest długie, kolorowe i zdecydowanie nie nadaje sie dla dzieci...)

poniedziałek, 04 listopada 2013

Leżymy w łóżku, ostatnie minuty, zanim trzeba będzie wstawać. Skorupiakprzytulił się do moich pleców, coś tam sennie mruczy. 

-Hej, czemu mnie skrobiesz po plecach?- zdziwiłam się w pewnej chwili.

- A bo mnie zaswędział kręgosłup i chciałem się podrapać -odparł niezbyt przytomnie mój połówek. 

- ale czemu drapiesz w moje plecy??? -dociekałam dalej.

-Bo mi się pomyliły....

 

Trzeba mieć talent, żeby popełniać takie pomyłki...

niedziela, 04 sierpnia 2013

...w tym  jeden inżynier

W Lidlu znaleźliśmy dzisiaj temperówkę elektryczną. Ucieszyło nas niezmiernie, gdyż była przystosowana do obu rozmiarów, kredek zwykłych i grubych. A Piotrek używa grubych trójkątnych. I niejednokrotnie już nabawiliśy sie odcisków temperując je takimi małymi zwykłymi - nawet, jeśli miały otwór do grubych, to trójkątne czasem nie wchodziły.

W domu pudełeczko zostało odpakowane i sprzet od razu przetestowany.

Kredki zwykłe ostrzy jak ta lala. Szybciutko i dokładnie.

Przy grubych - jest jakiś problem, coś tam gdzieś tam wystaje, blokuje - licho wie, co, ale nie dziąła. 

Obejrzał Skorupiak. Po chwili zabrał mu Tata i tez zaczął oglądać. 

Werdykt - trefny egzemplarz, trzeba pojechac wymienić.

Biedny Skorupiak zaudał się więc do Lidla. Nie chciało mu sie, bo żar sie z nieba leje, ale jak zagapi, to po prostu temerówek  nie będzie.

Wrócił wściekły.

Po pierwsze, zapomniał, ze koło nas zamknęłi kawałek ulicy i w związku z tym puścili inaczej autobusy - przesiedzxiał kwadrans na ławeczce, zanim sobie przypomniał, a po drugie okazało sie, żę temperóka jest całkiem sprawna. To wystajęce, co blokowało było , owszem, blokadą. Całkiem celowo zamontowaną, żęby jakiś inteligentny inaczej nie postanowił zatemperować sobie palca. Na wieczku widnieje instrukcja w obrazkach dla narodu.

Tylko trzeba jeszcze się z nią zapoznać.

piątek, 31 maja 2013

Skorupiak ma głupawkę. 

Gania po pokoju z pęsetą i usiłuje upolować komara.

Chyba mu te pół lampki wina zaszkodziło....

poniedziałek, 11 marca 2013

Skorupiak szykuje śniadanie dla Pytona i dla mnie - ja rano w porze właściwej służę przeważnie za bufet i podstawkę dla Grzechotka, który z lubością zasypia u mnie na brzuchu i szybciutko sie budzi, gdy sie próbuje go stamtąd zdjąć. 

W rezultacie do kuchni udawało mi sie dojść dosyć późno, tak, że śniadanie jadłam koło pierwszej. Skorupiak przynosi mi talerzyk z kanapkami, tak, że mam szanse pożywić sie o jakiejś ludzkiej porze.

Jest tylko jeden problem.

Proszę o dwie kanapki.

Na talerzu z niewiadomych przyczyn zawsze są cztery.

Przy czym dwie z tym, czego on nie lubi i nie zje ( mój ukochany serek i dżem), a jedna z kiełbaską, którą uwielbiam. Czwarta neutralna. 

Nie mogę zostawić tak luzem tej niezjedzonej, bo zje  ją któryś z Psotów,  i po pierwsze sie pogryzą, a po drugie - kot jest na diecie bezbiałkowej. Zaszkodzi mu.

NIe mogę odnieść do lodówki, bo Grzechot.

Jak stoi obok i kusi - cóż, w końcu ją zjem...

I jak tu do licha ciężkiego dbać o wagę?

A wydawało mi się, że Skorupiak z naukami ścisłymi nie ma problemów i liczenie do dwóch powinien mieć opanowane...

niedziela, 24 lutego 2013

Skorupiak poznaje narzędzia Teorii Ograniczeń. Jest nimi zachwycony, samokrytykę złożył, a teraz kłębią mu sie pod czaszką liczne możliwości wykorzystania tychże. Całkiem tak jak mnie półtora roku temu - kiedy to się zarzekał, że on tego czytać nie będzie. Co chwila ma nowe pomysły, siedzi po nocach i je opracowuje - słowem, świetnie się bawi.

Wczoraj poszedł na spotkanie z kumplem - tym od analiz teologicznych. Po czym przeedukował go nieco z TOC i zaczęli rozpracowywać tymi narzędziami - co? Oczywiście jakieś zagadnienia teologiczne, Pismo Św. itp.

Na maniaków nie ma siły. 

czwartek, 21 lutego 2013

- Masz męża kretyna! - stwierdził wczoraj ku mojemu zdumieniu Skorupiak. Nie będę się kłócić, w końcu chyba wie, co mówi w tej materii, prawda?

- Oczywiście masz rację, kochanie, a czemu tak twierdzisz? - zgodziłam się potulnie.

- Bo tak długo broniłem się przed czytaniem Goldratta, a to jest świetne!!!

No tak. Zgadzam się, że to świetne książki, sama mu to tłukłam w głowę i za żadne pierniki nie rozumiałam, czemu się zapiera, że nie. A teraz w końcu zaczął "Łańcuch krytyczny" i stwierdził, żę nie dość, zę mądre i można sie mnóstwo nauczyć, jeśli chodzi o prowadzenie projektów, zarządzanie i w ogóle organizowanie różnych rzeczy, to jeszcze napisane jak najlepsza powieść.

A nie mówiłam????

 

Eliyahu Goldrat był (niestety, zmarł niecałe dwa lata temu) izraelskim fizykiem polskiego pochodzenia. Lubił doszukiwać sie przyczyn różnych rzeczy i zaczął stosować metody nauk ścisłych do rozwiązywania problemów ekonomicznych - ten człowiek nie zadowalał sie odpowiedzią "bo tak jest". Zawsze chciał wiedzieć, dlaczego jest tak i co należy zrobić, żeby było lepiej. Nie przyjmował do wiadomości, że obecne rozwiązanie jest najlepsze z możliwych - ZAWSZE można jeszcze coś wymyślić. I wymyślał. Jego Teoria Ograniczeń (Theory of Constraints, TOC) jest coraz powszechniej stosowana w rozwiązaniach biznesowych, a od piętnastu lat również w edukacji - ze znakomitymi rezultatami. Jego ksiązki - Cel, Cel II, Wolność wyboru i Łańcuch krytyczny są światowymi bestselerami. W końcu przekonał sie do nich nawet Skorupiak :). A jego jedynym zastrzeżeniem było dotąd to, zę były w wersji papierowej a nie w ebooku, a jego torba i tak jest już ciężka... Teraz dotarło, że mimo tego warto :). POa tym czyta sie szybko. 

 

Ostrzeżenie od Skorupiaka - nie należy zaczynać czytać tego wieczorem - noc z głowy, ciężko sie oderwać, a potem człowiek łazi niewyspany...

poniedziałek, 18 lutego 2013

To pytanie Skorupiak zadaje mi wiele razy dziennie. Na zmianę z "czy wszystko  w porządku?". 

Zaczynam dostawać piany na pysku - ostatnio na pytanie o oddychanie, wygłoszone podczas spaceru na dworze, spokojnie odpowiedziałam "Nie". I dostał takiego przyspieszenia, że nie wiedziałam, czy mam sie śmiać, czy płakać.

Powtarzanie za każdym razem, że przecież nie byłabym taka spokojna, gdybym stwierdziła, że Grzechot nie oddycha, albo coś innego źle sie z nim dzieje, nie skutkuje.

Aczkolwiek i tak można powiedzieć, ze jest pewien postęp.Przy Pytonie Skorupiak potrafił mnie obudzić w środku nocy tylko po to, żeby zapytać o to samo. 

Rozumiem ojcowską troskę, lęki i obawy, ale takie schizy to juz przesada....

 

Chociaż, mogło być gorzej. Są faceci, którzy sie w ogóle nie interesują własnymi dziećmi, prawda? To ja już wolę jak trochę za bardzo świruje, ale co do jego miłości do synów nigdy nie miałam wątpliwości.,...

czwartek, 31 stycznia 2013

Po naszym powrocie ze szpitala Skorupiak jest całkiem skołowany. Z jednej strony szczęśliwy, że juz jesteśmy, z drugiej - cały czas sie denerwuje, czy z Grzechotkiem wszystko w porządku.

 W związku z tym jego odpowiedzi na różne pytania bywają zabawne.

Dwa ostatnie dialogi:

- Kochanie, zjadłabym coś słodkiego....

- mogą być słone paluszki?

 

I drugi:

- Kochanie, czy rozmawiałeś ostatnio z M? (chodzi o potencjalnego zwierzchnika Skorupiaka w pracy, o którą sie stara).

- Nie, właśnie mu zmieniam pieluszkę!

Jak sobie to wyobraziłam, to mi sie zrobiło wesoło :)

piątek, 21 grudnia 2012

Wczoraj Skorupiak umówil sie z kolegą z pracy - co jakiś czas spotykają sie przy piwie, moga popsioczyć wspólnie na kierownictwo i pobawić sie elektroniką - obaj lubią grzebać we wnętrzu komputerów.

Wrócił trochę  po północy, z oczkami jakby lekko w słup. 

Panowie już jakiś czas temu znaleźli sobie kolejny wspólny temat - kwestie ogólnie mówiąc teologiczno-liturgiczne. 

No i poszło... W planach było piwo, obejrzenie jakiegoś filmu (zdaje sie, że miał to być "Piłkarski poker"), pogrzebanie w jakimś złomie elektronicznym.

Rzeczywistość wyglądała zgoła inaczej - jakoś im sie zgadało na temat tłumaczeń i interpretacji Ewangelii, zaczęli porównywać wersje, omawiać szczegóły, spierać sie o interpretacje kulturowo-społeczne (tu sie bardzo przydały zakończone właśnie rekolekcje u dominikanów, jedne z lepszych, jakich słuchałam). Skorupiak musiał sobie przypomnieć swoją szczątkową znajomość greki i nieco lepszą łaciny, spierali sie o poszczególne słówka... W pewnym momencie musiał dzwonic po pomoc merytoryczną do zaprzyjaźnionego dominikanina, ten odesłał go do jakiejś strony internetowej, gdzie chłopaki znalazły między innymi interlinearne tłumaczenie Pisma Świętego. I dopiero wtedy sie zaczęło, gdy widać było, jak bardzo drobna zmiana tłumaczenia zmienia całą interpretację, (nawiasem mówiąc, z wielką radością usłyszałam podczas rekolekcji, jak to tłumacze przekładający List do Kobiet Jana Pawła II pozwolili sobie na swobodne zmiany w tekście, które zdecydowanie zmieniały znaczenie.... ale to taka moja drobna szpila pod adresem naszego Episkopatu).

W sumie - męskie piwo z filmem i piłką w tle przerodziło się w coś, czego sie kompletnie nie spodziewał, fascynującą dyskusję intelektualną. 

Rzekłabym, że to jest dużo zabawniejsze od nawet najlepszej komedii.

czwartek, 27 września 2012

Skorupiak pomknął rano do pracy. 

Jak zwykle na swoim ukochanym jednośladzie. Niosły go skrzydła entuzjazmu, jechało mu sie świetnie, tak lekko.

Bardzo lekko...

ZA LEKKO?

Zapomniał plecaka z laptopem, dokumentami i całą resztą. Pojechał tak jak stał, tylko z komórką przypiętą na ramieniu.

środa, 05 września 2012

Skorupiak wrócił do domu z kolejnej trasy rowerowej - jak codziennie ostatnio.

Przygląda sie własnym nogom, przygląda...

- Ale mam brudne nogi, jak to fajnie wygląda!

Co sie komu podoba....

piątek, 06 lipca 2012

Wśród różnych innych, mniej lub bardziej wkurzających ograniczeń, zakazano mi noszenia. 

Leżę w łóżku, czytam, głaszczę kota (ostatnio mniej, bo przestał sie wylegiwać obok i znowu włóczy po okolicy. Na wszelki wypadek traktuję to jako dobry znak, bo jak było źle, to leżał twardo obok i pilnował, teraz widocznie uznał, że dobrze jest i nie ma po co.)

Oknem na świat jest komputer. 

Mam elegancki stoliczek śniadaniowy na łóżko, na którym urzęduje ów sprzęt pierwszej potrzeby. 

Ale czasem trzeba spod niego wyleźć. Mogę go przesunąć -po łóżku, podkurczyć nogi i sie wysunąć spod spodu, albo normalnie podnieść i przestawić obok. Drugi sposób jest łatwiejszy (zwłaszcza, jesli w nogach łózka zalega pies, kot, albo dzieć. Jest tylko jeden problem - całośc waży znacznie więcej, niz mi wolno podnosić. I Skorupiak dostaje wtedy szału.

Dzisiaj mnie nalkrył na tym niecnym przestępstwie.

Popatrzył na mnie z potępieniem.

- I co ja widziałem? Kto podniósł tego laptopa?

- Jaaaa????? - otworzyłam szeroko błękitne oczka

- No a kto? - zagrzmiał z wyżyn.

- Na pewno nie ja!!! - zgodnie z najlepszymi zaleceniami dla facetów złapanych in flagranti idę w zaparte.

- Tak? to w takim razie kto tu leży w moim łóżku? - zainteresował sie mąż.

- Oooo, no właśnie, kto? Skoro ty tego nie wiesz, to ja jestem  w najwyższym stopniu zbulwersowana. Co za baba wyleguje sie w twoim łóżku - przeszłam do ataku.

Skorupiaka chyba nieco zbiła z tropu moja bezczelność. Zaczął sie jakoś miękko wymigiwać, zę tu powinna leżeć jego żona, a skoro ta twierdzi, żę to nie ona przestawiała lapka, to kto????

Z wrażenia zapomniał, że ma sie czepiać i mogliśmy się zająć sprawami poważniejszymi - czyli kolacją.

Jednak nie bez powodu od dawna wiadomo, zę najlepszą obroną jest atak.  

sobota, 04 lutego 2012

Skorupiak poszedł wczoraj na piwo z kolegą.

Od dawna go namawiałam, umawiali się parę razy, ale stale coś wyskakiwało - na przykład memu ślubnemu już się nie chcialo ruszyć po pracy, bo był zmordowany i zmarznięty, ale wreszcie się udało.

Siedzą sobie panowie nad piwem, a tu nagle telefon. Godzina 21, piątek, a tu szefowa głowę zawraca. Przegięcie lekkie, ale Skorupiak grzecznie odebrał.

- P, mam problem informatyczny. 

- A co sie stało?

- No bo mam nowego laptopa i nie wiem, jak sie go otwiera....

Całe szczeście, że udało mu sie powstrzymać i ryknąć śmiechem dopiero po zakończeniu rozmowy....

Swoją drogą to już nie pierwszy taki telefon z durnym pytaniem...

 

czwartek, 19 stycznia 2012

Skorupiaka naszło dziś na mortadelę w cieście. Zdarza się.

Postanowił ją zrobić. Zapytał o instrukcje - a ponieważ jest jednostką obytą w kuchni uznałam, ze nie musze mu podawać ze szczegółową gramaturą, tylko normalnie.

Oznaczało to miedzy innymi "odrobine drożdży" rozrobioną w "niedużej ilości" ciepłego mleka.

Po jakimś czasie słysze pytanie:

- słuchaj, czy tak jest dobrze? bo nie wiem, czy nie za dużo drożdży wziąłem.

- A ile wziąłeś?

- tak z jedną trzecią paczki. 

Osłabłam. To była taka standardowa stugramowa kostka. Czyli wrzucił 30 g...  Do tego rozrobil to w prawie szklance mleka.

Po chwili mnie tknęło, obejrzałam kostkę. Brakuje połowy, a nie jednej trzeciej.

- A bo ja wrzucilem do mleka 1/3, resztę zjadłem.

- co?????

- no, z mlekiem, na witamine B.

- ale do picia to sie je zalewa wrzątkiem, żeby zabić drożdże... Chyba, zę chcesz mieć drożdżycę....

- Ups... nie wiedziałem... Popatrz, ile będzie tego ciasta?

- Dużo. Weź największy garnek.

Popatrzył na mnie podejrzliwie.

- Ty sobie robisz jaja, prawda? A w ogóle, to nie za rzadkie to ciasto?

- Nie robię jaj. I owszem, za rzadkie. Dosyp trochę mąki, tylko niedużo.

Dosypał, zamieszał w skupieniu.

- Dobrze teraz?

- Hm... Mówilam, niedużo. Mogło byc mniej....

W tym momencie biedny Skorupiak już nie wytrzymał i wylecial z kwikiem z kuchni. 

Po chwili wrócił.

- Kiedy mam zacząć smażyć?

- Zacznij już, bo ciasto rośnie. Jak odłożysz do jutra, to będziesz mial całą wannę.

 

Usmażył. Całą mortadelę. Kilka parówek. Ciasta starczyło jeszcze na ananasa.

A ja jestem na diecie. 

sobota, 07 stycznia 2012

Wieczorem siedliśmy sobie ze Skorupiakiem na kanapie. Wtuliłam sie w niego, cisza, spokój, lampki na choince sie świecą - całkiem milo i romantycznie. 

- Małżowinko moja...

- Słucham????

 - No jesteś moja małżowinka. Może byc uszna. W końcu jak ja jestem Skorupiak, czyli małż,  to ty małżowinka.

Zagotowałam sie lekko.

- Jaka małżowinka??? Najwyżej perła... - nie zdążyłam skończyć zdania, bo sie wciął:

- A niby czemu perła??

- No jak, przecież perły powstają w objęciach skorupiaków, nie? 

- A, to dlatego. Nie, jednak nie perła. Co najwyżej perliczka.

 

Bezczelny facet.

 
1 , 2