O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

komentarz do rzeczywistości

sobota, 22 kwietnia 2017

"błaszczaki" - zwroty i sformułowania opisujące skomplikowane problemy, w sposób pozbawiający złudzeń, co do wiedzy i inteligencji autora

Piotr Najsztub podsumował ministra B. krótko, celnie i przepięknie!

sobota, 28 stycznia 2017

Odechciało mi sie pisać ostatnio.

To znaczy, czasem ciągnie do klawiatury, jak już politycy nasi ukochani palną jakąś spektakularną głupotę, ale ostatnio  polityka to taki kabaret, że musiałabym chyba nie wstawać od kompa. ASZ Dziennik wysiada normalnie.

No i nie chce mi sie opisywać każdej durnoty, bo za dużo tego, coś jakbym się przejadła słodyczami. Ile można?

A to wszystko byłoby zabawne, gdyby nie było prawdziwe, gdyby nie było operacją na żywym organizmie państwa, do tego prowadzoną przez bandę naćpanych operatorów piły tarczowej, którym się wydaje, że cały delikatny system tkanki państwowej da się riezać toporkiem pod widzimisię pewnego gnoma i będzie dobrze.

Nie będzie dobrze, koszty szaleństw obecnej ekipy będą płacić jeszcze nasze wnuki. Gnom odejdzie w niebyt, o jego akolitach świat też zapomni, a długi i rozwalona gospodarka, edukacja i wszystko inne będą sie z mozołem podnosić latami. Że o reputacji państwa nie wspomnę - San Escobar górą!

To niesamowite, jak w ciągu roku można zniweczyć ponad ćwierć wieku zbiorowego wysiłku...

I jeszcze być z tego dumnym.

Wrrrr.

środa, 07 września 2016

Wredna jestem, jak ogólnie wiadomo.

W związku z powyższym postanowiłam sprawdzić, jakie jest zainteresowanie "Smoleńskiem" n najbliższym kinie.

Wiem, że do piątku jeszcze cały jutrzejszy dzień. I że nie wszyscy rezerwują przez internet, większość po prostu staje w ogonku do kasy. Ale całe 17 osób  na 10 seansów to i tak wynik z lekka kompromitujący. ZObaczę jutro, czy cokolwiek przybędzie :)

A jak Pytonowa dyrektorka będzie chciała ich pogonić, to nie puszczę. Nie będzie mi dziecko traciło czasu na takiego szkodliwego gniota fałszjącego historię i kiepsko nakręconego.

Swoją drogą, zachwycił mnie manewr pani Agaty Kornhauser-Dudy, która zamiast na premierę Smoleńska poszła sobie z córką do kina na Woodego Allena :). Jaśniej nie mogła pokazać, co o tym cyrku myśli.

Niezmiennie jedyym pozytywnym skojarzeniem ze Smoleńskiem pozostaje ballada Okudżawy...

niedziela, 03 lipca 2016

Jarkacz znowu powiedział samą prawdę, chociaż chyba mu się wymsknęła nieco przypadkowo i natychmiast została skorygowana. Ale padło i poszło w eter:

- Nasze rządy będą przeciwieństwem rządów prawa! - ogłosił wszem i wobec.

Ja mam tylko jedną poprawkę, nie będą, ale już są. Poza tym wszystko się zgadza.

I tylko tak się zastanawiam, czemu on się tak tym chwali? No cóż, kiedyś już przyznał, że nikt mu nie wmówi, że czarne jest czarne a białe - białe. I konsekwentnie się tego trzyma. 

poniedziałek, 30 maja 2016

No i kolejny marsz w obronie życia i rodziny, tym razem w Kielcach. Z inscenizacją porodu, krzykami rodzącej i pocieszającym osobnikiem, który zapewniał "matkę", że jak się urodzi syn, to tatuś dziecka na pewno do niej wróci, bo przecież każdy mężczyzna chce mieć syna.

Jak o tym czytałam, to mi się nóż w kieszeni otwierał.

Pierwsze pytanie, jakie mi się natychmiast nasunęło, to co zrobi tatuś, jeśli jednak okaże się, że noworodek nietaktownie jest dziewczynką. Wszak warunkiem sine qua non powrotu nieobecnego ojca miało być posiadanie penisa przez potomka.

Ówże pocieszyciel miał być ojcem rodzącej, więc kolejne pytanie, to jak on poradził sobie z traumą sprzed lat, gdy obecna na schodach rodząca okazała się być przedstawicielką   płci mniej wyczekiwanej.

Dalej - cóż za tatuś pozwala własnej córce rodzić na schodach, już mógłby chociaż kawałek płaskiej powierzchni jakiejś znaleźć, osłoniętej nieco przed słońcem i gawiedzią. Ale cóż, czepiam się i tyle.

 

A wszystko dlatego, że szlag mnie trafia na morze hipokryzji przelewające się wokół tematu aborcji.

Bardzo święte towarzystwo spędza radośnie czas wędrując z dziećmi po różnych miejscach, podpisują się obiema rękami pod różnymi petycjami, apelami i listami - i co dalej? Zazwyczaj nic.

A chciałabym się dowiedzieć, jaki procent tych obrońców życia zrobił cokolwiek POZA maszerowaniem i podpisywaniem. Kto z nich realnie pomaga rodzinie z dzieckiem niepełnosprawnym, czy to finansowo, czy poświęcając własny czas? Jak wielu z tych wiernych katolików raz w tygodniu zastąpi opiekunów chorego dziecka, żeby mogli cokolwiek załatwić, pójść do dentysty, czy  - o zgrozo! chwilę odpocząć?

Są tacy ludzie, wiem o tym i nisko im się kłaniam. Ale ilu ich jest, promil? Dwa?

Niestety, proliferskie działania przeważnie kończą się w momencie, gdy wymuszą urodzenie dziecka, potem większość z tych dobroczyńców przestaje się przejmować.

Znalazłam ostatnio demota, który pasuje jak ulał:

sobota, 07 maja 2016

Nogi mnie bolą. To jest pierwszy wniosek nasuwający się po dzisiejszej demonstracji. i to nie mięśnie, tylko kości. Zardzewiałam.

Jedną z rzeczy rzucających się w oczy jest rosnąca z marszu na marsz liczba ludzi i zmniejszająca się liczba policjantów pilnujących nas. Już wiedzą, że tu problemów nie będzie, jak jakiś samochód przypadkiem został zaparkowany na trasie to będzie tam stał nienaruszony i po przejściu wielu tysięcy ludzi - nie to, co u narodowców 11 listopada... A dziś mieli jeszcze co pilnować, więc przenieśli się pewnie tam, gdzie była większa szansa na zadymę.

Z haseł zachwycił mnie cytat z Leca - "Przestawanie z karłami deformuje kręgosłup". i "Wolny balkon" - ktoś wywiesił u siebie z balkonu:).

Atmosfera jak zawsze znakomita, tyle życzliwości, uśmiechu i zwykłej pogody ducha - mimo poważnych obaw o to, co będzie dalej się w Polsce działo - dawno nie widziałam.

Tylko jeszcze te problemy z rachunkami... :). Ale co tam, i tak dużo nam "rzucili", wcześniej to się kończyło na 12-15 tysiącach :).

niedziela, 13 marca 2016

 Po kolejnym marszu KOD jakoś zaczęłam się zastanawiać nad konsekwencjami tego, co się dzieje. Nad ceną, jaką zapłacimy za decyzje obecnego rządu, nad szkodami, jakie rząd  już poczynił i jeszcze poczyni.

Szkody gospodarcze. Koniec współpracy, ucieczka kapitału zagranicznego. Zamknięcie rynków, upadek firm, wzrost bezrobocia.

Szkody polityczne. Utrata zaufania, kontaktów międzynarodowych, możliwości wpływu na cokolwiek. Będziemy pariasem Europy, bez prawa głosu, pieniądze unijne będą dużo mniejsze (przy optymistycznym założeniu, że w ogóle będą). Buble i kiksy prawne w ilościach przemysłowych, przepisy sprzeczne wewnętrznie, sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, z demokracją i ze wszystkim, czym się da. Bo ich celem jest jedynie utrzymanie władzy dla utrzymania władzy.

Szkody społeczne. Utrata zaufania społeczeństwa do państwa. Przekonanie, że wszystkiemu jest winna PO (wina Tuska - niezłą winnicę już musi mieć), a własne lenistwo, brak chęci czy próby działań nie mają z kłopotami pojedynczych ludzi nic wspólnego. Głębokie podziały społeczne i - co gorsza wewnątrzrodzinne.

I te ostatnie właśnie jakoś mnie gryzą najbardziej.

Przepisy można zmienić. Polityka i kontakty zagraniczne - po zmianie władzy pewnie się to wyprostuje, jak świat zobaczy, że ktoś tu wreszcie patrzy dalej niż na czubek własnego nosa. Gospodarka - będzie bolało, bo to łatwo zepsuć, a naprawa trwa, ale też się da.

Konflikty rodzinne czasem dają skutki wielopokoleniowe, brat zrywa kontakty z bratem, rodzice z dziećmi, małżeństwa się rozpadają... A gdy przestaną się kontaktować, to po latach już trudno wrócić do dawnych relacji, zapomnieć o złych słowach i uczuciach.

Jarosław Kurski opisywał spotkanie z siostrą Krystyny Pawłowicz podczas marszu KOD. "Pan mnie najlepiej rozumie, panie Jarku..." Rzeczywiście. A ileż jest takich sytuacji zupełnie anonimowych, gdzie z powodu różnicy poglądów politycznych przestają rozmawiać ze sobą najbliżsi?

Za dwa tygodnie będą święta. Czy Krystyna Pawłowicz będzie w stanie złożyć życzenia swojej siostrze? Jak poradzą sobie z tym bracia Kurscy czy bracia Glińscy? I tysiące innych?

Obawiam  się, że to będzie najtrudniejszy do naprawienia i niosący najwięcej szkód efekt ambicji posła Kaczyńskiego....

Oby nie...

piątek, 18 grudnia 2015

Codziennie wieczorem dochodzę do wniosku,  ze dzisiejszych pomysłów już nie przebiją. I codziennie rano okazuje sie, że sie myliłam....

strach pójść spać, bo nie wiadomo, co Obecna Władza znowu wymyśli. A że działają nocą, całkiem jak mafia, to rano człowieka zaskakują kolejne niespodzianki, co jedna to lepsza.'

Nocne ślubowania, nocne głosowania ustaw, nocne włamanie do Centrum Kontrwywyiadu NATO...

Przesunięto porę pracy Sejmu ze względu na fumy jednego posła, który lubi sie wyspać. Czy Skorupiak też może w pracy powiedzieć,  ze od dziś biuro zaczyna działać od 11, bo on jest sowa?

Kurczę, naprawdę dziwny jest ten świat, pora szykować ciepłe ciuchy i jutro jazda na kolejną demonstrację, może sie przynajmniej mały człowieczek zdenerwuje....

 

piątek, 11 grudnia 2015

Myślałam, że już mnie niewiele zdziwi w politycznych wyskokach Nowej Władzy, ale oni sa utalentowani.

Kempa właśnie ogłosiła, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie wejdzie w życie  - ponoć skład sędziowski był niewystarczający do wydania wyroku i w związku z tym wyrok nie zostanie opublikowany.

Niewystarczający, to znaczy nie było w składzie tych pięciu sędziów, nad którymi się zastanawiał sąd? Czy dlatego, że nie było w składzie Jarkacza?

Przecież w Konstytucji jest jasny zapis, że wyroki TK są publikowane niezwłocznie i są ostateczne, nie podlegają ocenie, zaskarżeniu, anulowaniu czy innemu widzimisię polityków.

Ja nie mogę, i to robi partia, która ma w nazwie zarówno prawo jak i sprawiedliwość....

Poległam dziś widząc nagłówek jakiegoś artykułu: "Kaczyński ujawnia wolę prezydenta"....

Do tej pory przynajmniej czasami udawał, że to PAD ma jakąś wolę i decyzyjność pozwalając mu samemu przekazywać kacze pomysły. Widocznie uznał, że to zbyt niewygodne i jeszcze marionetka coś pomyli, więc własne koncepcje przekazuje już sam, bez pośrednika.

Tylko w takim razie po co nam prezydent? Chyba niepotrzebny?

A nie, przepraszam, jest niezbędny. Jego zadaniem jest dać się w końcu postawić przed Trybunałem Stanu za decyzje i rządy Jarkacza, który będzie sobie wygodnie zacierał łapki oglądając wówczas relacje telewizyjne z bezpiecznego fotela w willi na Żoliborzu....

środa, 25 listopada 2015

Od miesiąca spoglądam z osłupieniem na naszą rzeczywistość.

Codziennie wieczorem mam oczy w pięć złotych i dochodzę do wniosku, że to już chyba szczyt możłiwości PISu jeśli chodzi o przekręty, rujnowanie państwa i takie tam drobiazgi.

Codziennie rano okazuje się, że jednak niekoniecznie.

Ich bezczelność przekroczyła wszelkie moje granice pojmowania już dawno, wydawało mi się, że będą przynajmniej próbowali zachować pozory rządów prawa.

Nic z tego.

Numer z ułaskawieniem Kamińskiego - kuriozum, pomijając jużto,żew ten sposób Duda potwierdził, że facet był winny, ale to chyba umknęło panu prawnikowi.

Skład rządu i sposób jego wybierania - brak słów. Nawiasem mówiąc,  znacie najkrótszy polski dowcip polityczny? Rząd Beaty Szydło.

Draka o wyjazd na Maltę i termin zaprzysiężenia Sejmu? kompromitacja.

Sprawa rotacyjnego przewodnictwa w komisji ds służb? - zwłaszcza wobec cytowanych różnych wypowiedzi pisowskich polityków - skandal w biały dzień.

Ustawa o TK i całe zamieszanie z zaprzysiężeniem sędziów? tak bezczelnego łamania prawa nie widziałam dawno.

Kurski wiceministrem kultury do spółki z Tabletem Glińskim jako ministrem? Gdzie oni kulturę widdzieli, chyba w jogurcie... Chociaż trzeba Glińskiemu przyznać,ze swoimi działaniami znacząco wpłynął na ożywienie  i zainteresowanie Polaków teatrem.

Szyszko jako minister Ochrony środowiska? Będzie latał ze strzelbą i tropił chemitrails, pokrzykując, że nie wierzy w globalne ocieplenie,  tak jak dawniej. Dobrze, że przynajmniej już sprawa drogi przez dolinę Rospudy została zamknięta.

 

I tak dalej, i tak dalej.

Naprawdę staram się nie mieszać tu polityki, ale ostatnio coś mi nie wychodzi, muszę gdzieś to wypluć.

I obawiam się, że będę tak pluła przez następne parę lat.

To, coPiS robiz mojegokraju woła o pomstę do nieba. Kompromitacja na arenie międzynarodowej potężna, demolka wewnętrzynych systemów państwa, przejęcie całkowitej władzy i decyzje podejmowane na podstwie prezydenckich odczuć a nie paragrafów.

A do tego główny odpowiedzialny siedzi sobie wygodnie w fotelu i zaciera łapki - przecież jak dojdzie do jakichś sądów czy innych wyroków historii, to będzie móg łpowiedzieć, że to przecież nie on, skądże, on nie był premierem, nie był prezydentem, nie wchodził w skład rządu... Umyje łapki i zostawi swoje marionetki na rozstrzelanie.

Cwany drań.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Moja śliczna, nowa lodóweczka.

umyta, zapakowana już częściowo wiktuałami - po resztę muszę pojechać do zaprzyjaźnionej zamrażarki.

I tak sobie pomyślałam o głównym haśle wyborczym PISu - Polska w ruinie.

Ruina? Oni chyba za młodzi są, żeby pamiętać, jak to po lodówkę/pralkę czy inny tego typu sprzęt stało się w czasem wielodniowej kolejce, bez żadnej gwarancji, bo mogli rzucić dwie. Na kilkusetosobową kolejkę.

Dzisiaj -  wystarczyło trochę klikania po internecie, nawet z domu nie musiałam wyjść - panowie przywieźli, wnieśli, ustawili, zabrali starą i pojechali. Zamówiłam wczoraj, przyjechała dzisiaj, żadnego czekania miesiącami.

Czasy się zmieniły, proszę państwa, i nikt mi nie wmówi, że za komuny było lepiej.

piątek, 13 listopada 2015

Znowu będzie politycznie, ale aż mi sie mdło robi po dzisiejszym cyrku.

Kurczę, desygnacja kogokolwiek na premiera to chyba moment, kiedy właśnie na tej osobie powinny sie skupić światła reflektorów. Ale nie, Duda wygłosił wiernopoddańczy pean na cześć... któż zgadnie? Prezesa, jakby inaczej. A "droga Beata'? Cóż, miło że wpadła, to niech Beata teraz poda kawę, tylko niech porządnie wymyje cukierniczkę!

Wazeliniarstwo na potęgę, jeśli ktokolwiek miał cień złudzeń, że Duda będzie prezydentem wszystkich Polaków, to gratuluję optymizmu, ale niestety nie w tej bajce.

Zmiany już się zaczynają, Beata  z Dudą robią za marionetki prezesa, który pociąga za sznurki i pozwala sie uwielbiać.  Trybunał Konstytucyjny już jest be, to do odstrzału, jak ktoś jest prawdziwym patriotą, to może łamać prawo, bo on tak przecież z miłości do Ojczyzny (Kamiński, jakby ktoś ostatnio przespał), a Episkopat już łapki zaciera i tupie  z niecierpliwości czekając, aż będą mogli dyktować zmiany w ustawodawstwie.

No, trochę sie wyzłościłam, ale obawiam się, ze teraz będzie mi się tak ulewać przynajmniej raz w tygodniu przez najbliższe cztery lata.

niedziela, 25 października 2015

W ramach odstresowania się po sprawdzeniu pierwszych wyników exit pools obejrzeliśmy sobie "Powrót do przyszłości". Zamiast wieczoru wyborczego.

I tak sie zastanawiam, jak by tu przeskoczyć najbliższ cztery lata... Ktoś ma jakiś pomysł?

wrrrrr... nie podoba mi się.

piątek, 23 października 2015

W weekend - oprócz wyborów - jest jeszcze zmiana czasu. Ta przyjemniejsza, śpimy dłużej.

Godzina więcej w wolnej Polsce.

poniedziałek, 19 października 2015

Obejrzałam sobie debatę p. Kopacz z p. Szydło.

Debata jak debata, oceniać nie będę, zwłaszcza, ze jednej z nich organicznie nie znoszę i bardzo nie chcę, żeby sie dorwała do władzy.

Po debacie  - oczywiście płatne ogłoszenia wyborcze obu partii. I tu - niech żałują ci , co nie widzieli :)))) Przypominająca ujadającego ratlerka panienka pytająca, czy pani premier wyjaśni to i tamto - bezpłciowe. Spot jakich wiele.

Składanka z co lepszych wypowiedzi Jarkacza przeplatanego wiernopoddańczym potakiwaniem p. Szydło "Pan prezes ma zawsze rację", zakończona jego sławną wypowiedzią z sejmu, kiedy to wezwał do głosowania na PO, jako tę jedyną dobrą opcję -  i "pan prezes ma zawsze rację". Majstersztyk!!!

poniedziałek, 12 października 2015

Ogólnie mam dość polityki. Wybory co chwila, pyskówki, orzucanie sie błotem i wtykanie szpilek przeciwnikom - na porządku dziennym.

Jest jednak pewien plus sytuacji, w ktorej w ciągu roku są trzy rzuty wyborów (plus ewentualne dogrywki).

Nie ma kasy na plakaty. A jak nie ma kasy - nie ma platatów. Cały ten śmietnik powyborczy nie zaistniał jak dotąd - a już tylko dwa tygodnie. Polityce jeżdżą, udzielają się, straszą z bilboardów, ale nie wiszą na każdej latarni i płocie.

Hurra!

czwartek, 24 września 2015

Wakacje dawno się  skończyły i nawet udało nam się wyjechać na trzy dni do Niedoszłej Kuzynki (ale już nie udalo się tego faktu odnotować na blogu, za dużo się dzieje).

Włóczyliśmy się po okolicy, trochę z NK i Spadniętym Niebem, trochę sami. W pewnym momencie SN zadało mi pytanie, po którym mi kapcie spadły:

- Czy ty czytasz mapę?

Zamurowało mnie kompletnie, jak można nie czytać mapy, toż to podstawowa umiejętność, nie mówiąc  już o tym, że jak się cżłowiek włóczył po górach, to mapa była wręcz niezbędna i umiejętność się jakoś sama utrwalała.

A potem mnie ośniło. W dobie komórek, GPSów i innych takich cudów faktycznie przestało to być już niezbędne. To, że dżipsy prowadzą czasem w krzaki, nie ma znaczenia. Że pokazują tylko najbliższy wycinek trasy i trudno sobie wyrobić pogląd na całość - też. Nie wszyscy mają tak jak ja, że lubią po prostu tą mapą się bawić. Po stokroć wolę mapę papierową od elektroniki i zawsze, jak jadę gdzieś w nieznane, to oglądam sobie trasę - potem GPS może być wspomaganiem, ale jak już mam całość w głowie.

Kurczę, smutno mi się zrobiło. Ilu jeszcze umiejętności oczywistych dla mojego pokolenia nie bedą miały moje dzieci? Wnuki?

I co biedactwa zrobią, jak im prądu zabraknie w lesie?

poniedziałek, 21 września 2015

Prezydent złożył projekt ustawy o powrocie do wcześniejszych emerytur. Obiecywał je w wyborach, wiec teraz może twierdzić, ze on swoje zrobił, bo dalej to rząd.

Ale...

Złożył projekt w momencie, kiedy wiadomo, że nie ma najmniejszych szans na jego realizację. Gdy do  końca kadencji zostały raptem dwa posiedzenia - nawet przy największym spięciu nie zdążyliby czegoś tak dużego przetrawić i obrobić.

Nie zmienia to faktu, że teraz PIS z PAD mogą głośno krzyczeć, jak to wstrętna marszałek Kidawa-Błońska z PO zablokowała prezydencki projekt, obiecany ludowi i będący odpowiedzią na jego postulaty. Zgrabny myk, żeby zrobić a nie zrobić i jeszcze zwalić winę na kogo innego.

Jeśli PAD naprawdę będzie chciał przepchnąć tę ustawę (oby nie, bo mówi nam tylko połowę prawdy - emerytury owszem, wcześniej, ale drastycznie niższe i dłużej trzeba przeżyć z tego kapitału), to zaserwuje ją kolejnemu Sejmowi, jaki by nie był. Jeśli nie - to będzie znaczyło, że zorientował się, że jest to samobójstwo finansowe całego państwa i nauczył chociaż podstaw matematyki. 

Nie wiem, co gorsze, prezydent, który nie umie liczyć, czy prezydent kłamca?

poniedziałek, 13 lipca 2015

Prasa prawicowa z upodobaniem obrzuca obelgami myślących inaczej i nie przyjmuje do wiadomości, ze również w Boga można wierzyć inaczej niż oni. Jak inaczej, to źle i koniec, bo „moja racja jest bardziej mojsza niż twojsza”. I już, bo tak.

Jednym ze słów   pojawiających się w prawicowych publikacjach są „kryptokatolicy”. Niestety zdaje się, że nikt z tych Prawdziwych Katolików nie rozumie znaczenia tego słowa, jak również nie ma zwyczaju zaglądać do słownika.  Przedrostek „krypto-” oznacza że coś jest ukryte, jest, ale go nie widać, bo dla kamuflażu udaje coś innego.

Szkoda, że ci tak zwani patrioci nawet własnego języka dobrze nie znają. Coś tam czasem bredzą o polskojęzycznych mediach – ciekawe, jaki język był ich pierwszym, bo polski to raczej nie, sądząc po nieznajomości zasad….

niedziela, 24 maja 2015
Swoją drogą, ciekawa jestem, jak sie czuje Jarkacz na myśl, że to on blokował przez tyle lat zwycięstwo swojemu ugrupowaniu. Jak go schowali do kąta, to im się udało.  Eee, pewnie mu nawet do głowy nie przyjdzie, ze szkodził własnej idei.
Chociaż zawsze jeszcze pozostaje cień nadziei, że może jednak nie....

Wyszłam na wieczorny spacer z psem tuż przed końcem ciszy wyborczej - tak, że po powrocie już miały być znane wyniki exit pools. Dowiedziałam sie wcześniej.

Z okna jednego z sąsiednich bloków poleciał taki stek bluzgów, jakiego dawno nie słyszałam. 

Co prawda nie odpowiada mi ta forma ekspresji, ale z oceną sytuacji całkowicie sie zgadzam. 

Jarkacz będzie grał na Dudach i rządził z tylnego fotela. Czarne czasy....

środa, 13 maja 2015

Nie zdzierżyłam. 

Miałam się nie odzywać wyborczo, ale tu mnie już zatrzęsło.

Chodzi o ulotkę wyborczą z Krakowa - z jednej strony tekst reklamowy Dudy, z drugiej wzór karty do głosowania z dopiskiem prawie zgodnym z tym na prawdziwych kartach: "UWAGA! Głosować można tylko na jednego kandydata. Aby Twój głos był ważny należy postawić znak X w kratce z lewej strony obok Andrzeja Dudy".

Takie coś trafiło do skrzynek mieszkańców w piątek i sobotę  - czyli w czasie ciszy wyborczej.

Już sam ten fakt jest grandą, ale rozczuliło mnie kompletnie tłumaczenie rzecznika sztabu krakowskiego  "Chodzi o głos ważny dla interesów sztabu, dla Andrzeja Dudy, dla Polski." W tej kolejności.

Widać priorytety. i wszystko jasne.



wtorek, 05 maja 2015

Młynarski jak zwykle trafia w sedno!!!!

Nic dodać, nic ująć.

 

 

W moim kraju dziś tak jest,

że codziennie już od świtu

działa nowa Pe Pe eS –

Polska Partia Skarżypytów.

 

Władzy pragnie, że ojej,

aż z ochoty często zarży,

a gdy coś nie wyjdzie jej,

wtedy jojczy i się skarży.

 

Skarży się i wścieka się,

i stosuje kruczki cwane.

Wybory jej poszły źle?

Jasna rzecz, że sfałszowane!

 

I myśl, którą trafia szlag,

trzyma się jednego toru –

w Polsce demokracji brak,

w Polsce dawno jest Białoruś.

 

Potem spływa z wrednych warg

i przez chorą biegnie głowę

na ten temat mnóstwo skarg,

także międzynarodowe.

 

Skarżypyty, w to im graj,

będą się zasłużyć chcieli

i na własny plują kraj

od Strassburga do Brukseli.

 

Tak od morza aż do Tatr

w polskich losach szuka zgrzytu,

znacząc swój paskudny ślad

Polska Partia Skarżypytów.

 

A na koniec świta mi

myśl i jest w niej łut humoru,

co też by się działo, gdy

w Polsce byłaby Białoruś.

 

A odpowiedź prosta jest,

proszę Państwa, niech ja stracę,

wtedy nowa Pe Pe eS

dawno by siedziała w pace!

 

 W-wa, 3.12.2014r.

 

 
1 , 2 , 3 , 4