O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
Archiwum
O autorze

  Statystyki
stat4u

komentarz do rzeczywistości

sobota, 03 lutego 2018

...działań durnych i do tego przeciwskutecznych. 

No tak mam, wkurza mnie niemiłosiernie jak ktoś chcąc osiągnąć cel A działa w sposób temu celowi szkodzący. Nawet, jeśli sam cel jest dla mnie idiotyczny, głupi, bezsensowny czy co tam jeszcze. 

Obserwuję działania naszej Władzy Ludowej i opada mi dosłownie wszystko, szczękę mam obitą od ciągłego spadania na podłogę. Już chyba nawet przestałam jej szukać, gdy czytam kolejne wieści ze sfer rządowych bo jak sobie tam chwilkę poleży to jej się nic nie stanie, z podłogi już niżej nie spadnie. 

Zamieszanie z terminologią dotycząca obozów zrobiło się potężne, awantura na cały świat. Oczywiście nasi geniusze parlamentarno-rządowi chcieli dobrze, bronić dobrego imienia Polski przed niesłusznymi oskarżeniami, tak żeby broń Boże nikt nawet nie ośmielił się pomyśleć, że w czasie wojny choć jeden Polak mógł podnieść rękę na drugiego człowieka. Nienienie, my jesteśmy wspaniali, idealni, uczciwi, i co tam jeszcze. Że to niemożliwe, bo w żadnej grupie społecznej nie ma wyłącznie jednostek idealnych, to pikuś. Że zwyczajnie nieprawda - a co tam, jak fakty nie pasują do teorii, to tym gorzej dla faktów. Nierząd będzie trąbił teraz, jak to nie wolno mówić o polskich o.k. (celowo nie chce używać pełnej frazy, żeby nie zwiększać wyników wyszukiwarek), a już na pewno o tym, że wśród Polaków mogła się znaleźć jakaś świnia i zwyczajnie bandyta. Nie no, skądże znowu.

I nie dociera do tych zakutych łbów stara, prosta prawda psychologiczna, jak o czymś dużo gadasz, nawet zaprzeczając, to na końcu i tak w społecznej świadomości zostanie sam fakt (polskie o. k., antysemityzm i zbrodnie dokonane przez Polaków), a komentarze do tego – czyli wszelkie zaprzeczenia, ozdobniki i inne takie – nie.

Tak więc niestety musimy się pogodzić ze smutnym faktem, że dzięki działaniom nierządu poszedł w świat przekaz, którego chcieli uniknąć.

Nie pierwszy raz, i obawiam się, że nie ostatni.

Proszę, Rodacy, obudźcie się i wymieńmy tę bandę nieudaczników. Gorszej ekipy już chyba nie będziemy mieć, bo trudno uwierzyć, że to jeszcze możliwe.

 



środa, 31 stycznia 2018

Miałam już sobie dać spokój z tematem wyprawy Tomka Mackiewicza i Elisabeth Revol, bo ile można, ale dołożę jeszcze jeden drobiazg. Znalezione w sieci, komentarz do wpisu na blogu teklak.pl.

Dokładnie to, co pisałam i mówiłam od początku, tylko tym razem autorstwa kogoś, kto to przeżył - syna himalaisty, który zginął.

Wklejam jak jest, bez cenzury, mimo, że normalnie bym wywaliła wszystkie wulgaryzmy. Tym razem zostawiam je z pełną świadomością, pokazują, jak wiele trudnych emocji buzuje nawet po latach.

 

Prawdomowny, 28 stycznia 2018, 22:42
"Zbiórka zbiórką, Kasa kasą – chuj mi do tego kto, ile i na co daje. Napiszę z innej perspektywy. Jestem synem człowieka, który na niejeden ośmiotysięcznik wchodził – na jeden wszedł i zginął. Chodziłem wtedy do podstawówki. I nie będę pisał o żadnym bohaterstwie mojego ojca. Wystarczająco nasłuchałem się tych wszystkich bredni na ulicy, w szkole, od urzędników, którzy widzieli moje nazwisko i z odmętów pamięci przypomnieli sobie o moim ojcu – chcąc mi sypnąć komplementem – słyszałem tysiące razy jakim to był wielkim bohaterem i jaką potężną miał odwagę. Chuja miał – nie odwagę. Chujem był a nie bohaterem. BOHATEREM była moja matka! Dopóki nas nie było na świecie razem wspinali się tu tu to tam. Obietnica była jedna – przychodzi dziecko na świat – odstępujemy od tego sportu w wymiarze ekstremalnym. I przychodzę na świat. Jest siermiężny PRL. Po co bawić się w kartki i kolejki, po co użerać się z bachorami, na chuj z tym wszystkim. I spierdolił. Mój ojciec był tchórzem ponad tchórze. Zostawił nas z tym wszystkim. Zostawił nas z traumą o której nawet głośno nie można powiedzieć – bo przecież był bohaterem! W imię czego bohaterem? W imię własnych ambicji które były ważniejsze niż dzieci? Na co szedł hajs? Na książki, zeszyty, ubrania, jedzenie? Zwykle pierdolenie – chodziłem w szmatach do szkoły, żarłem mortadele na która matka ledwo zarobiła biegając od jednej roboty do drugiej, z drugiej o trzeciej (i byłem szczęśliwy dzięki miłości matki). A on kartki sprzedawał by mieć na sprzęt. W dupie miał wszystko. Po co to piszę? Mackiewicz zostawił dzieci. Będą żyły z tym samym piętnem z którym ja i moje rodzeństwo borykaliśmy się tyle lat. I niech to będzie komentarz do jego bohaterstwa. Kocham góry ponad wszystko – ale kocham je mądrze i ta miłość to miłość przekazana dzięki matce. Wspinam się, ale nigdy nie narażę swojego życia w imię czczego bohaterstwa, w zapomnieniu dla rodziny i wartości, które powinny być nadrzędne dla każdego rozsądnego człowieka. Wychować dziecko – to jest bohaterstwo, odpowiedzialność to jest bohaterstwo – a nie wpierdolenie się na 7 tysięcy bez tlenu. Samobójstwo w imię dwóch zdań na wikipedii i jakiejś płaskorzeźby w bliżej nieokreślonej lokalizacji, w imię szyby wkutej w bloku mieszkalnym, w imię nazwy szkoły, której młodzież ma w dupie kim był patron, w imię jakiejś nazwy ulicy i bestialsko pojebanej gloryfikacji. I teraz walka z mitem – po co wchodzą na ośmiotysięczniki? Po co akurat tam? Dla pokonania własnych słabości, walki z ograniczeniami? Ściema kurwa. Ja Wam powiem po co mój ojciec to robił. By zaistnieć, by zapisać się na „kartach historii”, z nonszalancji, chujowo rozumianego splendoru, bo zwyczajnie w innych dziedzinach był zerem. Palił, pił – sportowiec. Przecież można wchodzić na o wiele mniejsze góry – nadal niebezpieczne – ale? No własnie nikt się takim wejściem nie interesuje. Na Mont Blanc wchodzą tabuny Januszów jak po browara w Biedronce. I tam „chwały” nie będzie. No chyba ze wszedłby boso. Mocarz bez tlenu wchodzi na Nanga Parbat i zostawia dzieci – i ja a takie bohaterstwo podziękuję."

Źródło - komentarz do artykułu: "
Dlaczego nie byli ubezpieczeni" na teklak.pl



poniedziałek, 29 stycznia 2018

W mediach przetacza się fala tekstów o akcji ratunkowej pod Nanga Parbat. Dwójka himalaistów chciała zdobyć szczyt (podobno nawet im się to udało, jakby to miało w obecnej sytuacji jakiekolwiek znaczenie), ale zaczęły się problemy i w rezultacie ratunku, niech nam ktoś pomoże. I wrzask o tych wstrętnych Pakistańczykach, którzy ośmielili się żądać najpierw gwarancji finansowych zanim poderwali do akcji helikoptery.

A ja się tak zastanawiam.

To była samodzielna decyzja dwojga dorosłych ludzi. Którzy do tego doskonale znali warunki panujące tam, gdzie się wybrali – nie była to ich pierwsza próba. Wiedzieli, jakie jest ryzyko, koszty, możliwości. I zamiast się do tego odpowiednio przygotować – poszli sobie tak po prostu.

Ja rozumiem, że koszty wypraw  tego typu są ogromne. I zakontraktowanie na miejscu helikoptera, który  by był gotów do startu w razie problemów, do tego z odpowiednio przeszkoloną załogą gotową pójść w ścianę i zbierać delikwentów od razu podniosłoby te koszty wielokrotnie, ale cóż, podobno życie ludzkie jest najważniejsze, to chyba nie ma co oszczędzać?

Oczywiście, znacznie łatwiej jest przerzucić te koszty na kogo innego – na przykład na społeczeństwo, niech szuka na tempo sposobów, pieniędzy itp. Na innych wspinaczy, którzy akurat przypadkiem byli „niedaleko” i pognali na pomoc ryzykując własnym życiem.

Równocześnie pojawiają się opowieści o przekraczaniu siebie, o tym  jak   Tomasz Mackiewicz kochał tę górę… A ja się zastanawiam, czy tak samo mocno jak górę, kochał swoje dzieci, których miał trójkę. I jak się będą te dzieci czuć, wiedząc, że dla tatusia ważniejsza niż one była jakaś góra. Jakie będzie życie tych dzieciaków – z których najstarsze ma  9 lat – bez ojca, za to ze świadomością, że nie były wystarczająco kochane, by dla nich zadbał o własne bezpieczeństwo.

Tomek Mackiewicz sam mówił, że był wcześniej uzależniony od heroiny, ale udało mu się wyrwać z uzależnienia.

Nieprawda, on się z żadnego uzależnienia nie uwolnił. Zamienił tylko jedną śmiertelnie niebezpieczną używkę na inną. I ta druga go zabiła. Jasne, że bardziej romantycznie brzmi, że  został na górze, którą kochał, niż że został pod mostem, pod którym ćpał, ale w ostatecznym rozrachunku wychodzi na to samo.

Jeszcze jedna rzecz, która mnie zirytowała. Już widziałam w necie apele o zbiórkę pieniędzy na utrzymanie jego dzieci , bo sam nie miał ubezpieczenia na życie i ogólnie będzie ciężko. Wiem, że będzie ciężko, i głęboko im współczuję, ale jednak żeby przy takim hobby nie pomyśleć nawet o jakiejś polisie rentowej dla dzieciaków – to już jest nieodpowiedzialność do entej potęgi. I dlatego wolę dorzucić się do zbiórki na leczenie chorego dziecka, gdzie ta potrzeba nie wynika z niczyjej winy czy działań, dla ludzi, który  ciężko walczą każdego dnia, niż tutaj – przy całym moim szacunku dla ich nieszczęścia i postawy żony Tomka, która w tym dramatycznym dla nich momencie umiała zachować klasę, podziękować i nie oskarżać innych, że podjęli decyzję o zakończeniu akcji ratunkowej.

Edit: instruktor alpinizmu PZA, biegły sądowy ds. BHP i wspinaczki oraz były szef Komisji Bezpieczeństwa PZA (cały czas ten sam człowiek, mimo wielu funkcji ;) po przeanalizowaniu całości też doszedł do wniosku, że wyprawa była organizowana po łebkach. Brak odpowiedniej aklimatyzacji, ubezpieczenia obejmującego akcję ratowniczą  zużyciem helikopterów, wyjście we dwójkę bez wsparcia - jak się coś spieprzy, to nie ma komu ratować, i parę innych drobiazgów.

sarmacki hurraoptymizm i jakoś to będzie. No to jest.



poniedziałek, 15 stycznia 2018

Trzeba przyznać, ze to się PISOwi udało.

Od czasu, jak się dorwali do koryta i zaczęli siać anty-Owsiakową propagandę, wyniki styczniowych zbiórek WOŚP poszybowały w niebo. Skok co roku o 20, 30 milionów to jest jakiś kosmos!

Dziękuję, Pisie drogi. Zrobiliście kawał fantastycznej roboty, wkurzając ludzi i mobilizując ich do działania. Krzycząc, ze tu państwo dokłada mnóstwo, telewizja państwowa, służby....  I co? I bez kurwizji też się da, bez wsparcia wojska, policji, ambasad, bez tych wszystkich, którym byliście w stanie zabronić, wyniki przebijają wszystko, co można było sobie wyobrazić.

Dzięki, kochani. Jeszcze tylko zmobilizujcie naród, żeby się tak samo wkurzył w czasie wyborów......

wtorek, 05 grudnia 2017

W swoim pędzie do przerabiania świata (a przynajmniej Polski) na Jedyną Słuszną Modłę różni tacy usiłują rozszerzyć maksymalnie klauzulę sumienia. Bo kto myśli inaczej niż JA ten na pewno nie ma racji i po prostu świat musi funkcjonować po mojemu.

Celem jest definitywne i całkowite zablokowanie wszelkich działań związanych z płodnością, planowaniem rodziny itp.

Samą możliwość odmowy w wykonaniu aborcji rozumiem i szanuję. Ja też bym nie chciała tego robić - mam prawo. Nie mam jednak prawa ustawiać życia komuś innemu, podejmować w imieniu jego sumienia istotnych życiowych decyzji. Oprócz praw lekarza/pielęgniarki do postępowania zgodnie z sumieniem, w całej tej sprawie istnieje i druga strona. Osoba, która się na taki krok zdecydowała. Nie czuję się powołana do oceny jej postępowania, nie ja ją będę z tego rozliczać. Czasem jest to jedyne, co rodzice są w stanie dać swojemu dziecku - skrócenie cierpienia do minimum. Wymagający ogromnej odwagi wyraz miłości. Oczywiście nie zawsze, ale bywa i tak.

Zazwyczaj niestety wygląda to tak, że dopóki kobieta nie urodzi - dziecka, którego z jakichś powodów nie czuła się na siłach urodzić i wychowywać - to jest wokół niej tabun ludzi, każdy z gębą pełną obietnic. Gdy już urodzi okazuje się, że obietnice zaopatrzone były w dopisek małym druczkiem, zawierający szereg warunków unieważniających. W efekcie rodzina zostaje bez wsparcia, bez pieniędzy na leczenie i rehabilitację dziecka, bez możliwości pracy - sama. Bo nie oszukujmy się, te nędzne grosze na opiekę to na waciki nie wystarczą, o pieluchach, lekach, rehabilitacji i tysiącu innych rzeczy nie wspominając. Jak się dołoży do tego zakaz dorabiania przez opiekunów (tak, mamy i takie kuriozum w całym morzu idiotycznych przepisów), brak ubezpieczenia, to nic tylko się powiesić. Aborcja odłożona w czasie, bo to dziecko i tak nie będzie miało jak przeżyć. Jego rodzice również.

Ale nie o tym miało być.

Klauzulę sumienia chcą rozszerzyć na aptekarzy, żeby nie musieli sprzedawać ani mieć na stanie magazynowym środków antykoncepcyjnych. Ciekawe, czy prezerwatywy również usuną z rynku, jako niecne narzędzie szatana. Taki drobiazg, że zarówno leki najczęściej stosowane jako antykoncepcja, jak i prezerwatywy mogą być wykorzystane inaczej, już nie ma znaczenia. Tabletki - niektóre przy różnych zaburzeniach hormonalnych. Prezerwatywy - awaryjnie zamiast jednorazowej rękawiczki np. w razie wypadku, żeby jednak zabezpieczyć się przed kontaktem z krwią.

A ja  w związku z tym proponuję klauzulę sumienia w wersji max. Tak, żeby każdy mógł odmówić wykonania usługi/sprzedaży towaru  osobie, która ma odmienne poglądy, bądź nie podziela głównych wartości usługodawcy. Dla przykładu tych, którzy - moim zdaniem - szkodzą Polsce , destabilizują prawo, rozwalają trójpodział władzy, Konstytucję wyrzucają do kosza i jeszcze do tego wycinają w pień Puszczę Białowieską.

taksówkarze - nie wożą. Może pan iść na piechotę.

Kierowcy autobusów -  podobnie.

Sprzedawcy czegokolwiek - nie sprzedają swoich towarów.

Fryzjerzy - nie strzygą.

Nauczyciele - nie uczą ich dzieci.

Budowlańcy - nie budują/remontują ich mieszkań.

Weterynarze - nie leczą ich zwierząt.

I tak dalej...

Bo przecież każde z tych działań, mimo, że pozornie niezwiązane z demolką Polski, jednak wpływa na jej stan.

Taki poseł jeden z drugim, jak będzie musiał tłuc się do Sejmu autobusem lub na piechotę - dojedzie później, mniej ustaw zdąży przepchnąć.  

 

Jak będzie musiał szukać odpowiednio politycznie nastawionego sklepu, to też mu na to trochę czasu zejdzie, a jak zgłodnieje po drodze, to może lepiej zrozumie tych, którym tylko podnoszą podatki, żeby było na płacenie za comiesięczny cyrk na Krakowskim Przedmieściu.

Dzieci takiego Wielepa (co to Wie Lepiej od wszystkich, jak powinna wyglądać Polska) jak będą musiały same poszukać informacji nie odbiegających od tatusiowego (lub mamusiowego) światopoglądu niekoniecznie zgodnego z wiedza naukową nie będą robić wody z mózgu innym kolegom. 

Czas potrzebny na wyleczenie kotka znowu będzie oznaczał kolejne minuty, kiedy delikwent NIE DEMOLUJE Polski.

 

W podobny sposób przecież uzasadnia się klauzulę sumienia dla aptekarzy - że nie chcą przykładać ręki do czegoś, co jest sprzeczne z ich światopoglądem.  Więc może taki weterynarz też będzie mógł odmówić z tego samego powodu? Związek jest podobnie odległy, więc czemu nie.

To co, wprowadzamy?

niedziela, 03 grudnia 2017

Jestem przerażona.

Wczoraj trafiłam na informację o kobiecie, którą sponiewierali kontrolerzy biletów w autobusie. Bykowaty facet usiadł na niej i wykręcił rękę, wyzywając od czarnuchów. Dzisiaj - kolejny, pani w restauracji do czarnoskórego anglojęzycznego klienta wyjechała z tekstem, że tu jest Polska i ma mówić po polsku, po czym wykonała gest sugerujący wymioty.

Parę dni temu starsze panie (!) pobiły w autobusie pana tylko za to, ze czytał niewłaściwą prasę.

Liczne przypadki napaści w komunikacji miejskiej na osoby  o innym kolorze skóry bądź rozmawiające w innym języku.

Rasistowskie hasła podczas marszu ironicznie chyba zwanego Marszem Niepodległości. 

Napady na kebabownie i inne  punkty gastronomiczne, gdzie serwowana jest kuchnia z rejonów zamieszkanych głównie przez muzułmanów.

i tak dalej, i tak dalej....

 

Ale w Polsce nie ma rasizmu, za to jest wszechobecny katolicyzm, którego głównym przesłaniem jest przykazanie miłości. I dlatego tylu Polaków nie chce pomóc ludziom uciekającym przed koszmarem wojny, opowiada dyrdymały o robakach, pasożytach i gwałtach - bo jak wiadomo, gwałt jest nierozerwalnie związany z islamem, za to żadnemu katolikowi się to nigdy nie zdarzyło, wszak u nas szanują kobiety. (Gryząca ironia, jakby się kto nie zorientował. Mam nadzieję, że wśród Czytelników mojego bloga takich osób nie ma, ale w dzisiejszych czasach licho wie...). A przypadki takie jak radny Piasecki z Bydgoszczy, senator Bonkowski z Kościerzyny (tak, celowo z nazwiskami, żeby nie było, że wymyślam) to lewacka prowokacja.

Od dwóch lat żyjemy w kraju, w którym większość rządząca w jednej ręce trzyma transparent z hasłem "My chcemy Boga", a w drugiej szubienicę ze zdjęciem polityków opcji przeciwnej.

Jezus by tu nie miał co szukać miejsca w gospodzie, wszak był Żydem, uchodźcą, lewakiem.  

Brawo, naśladowcy Chrystusa.

sobota, 22 kwietnia 2017

"błaszczaki" - zwroty i sformułowania opisujące skomplikowane problemy, w sposób pozbawiający złudzeń, co do wiedzy i inteligencji autora

Piotr Najsztub podsumował ministra B. krótko, celnie i przepięknie!

sobota, 28 stycznia 2017

Odechciało mi sie pisać ostatnio.

To znaczy, czasem ciągnie do klawiatury, jak już politycy nasi ukochani palną jakąś spektakularną głupotę, ale ostatnio  polityka to taki kabaret, że musiałabym chyba nie wstawać od kompa. ASZ Dziennik wysiada normalnie.

No i nie chce mi sie opisywać każdej durnoty, bo za dużo tego, coś jakbym się przejadła słodyczami. Ile można?

A to wszystko byłoby zabawne, gdyby nie było prawdziwe, gdyby nie było operacją na żywym organizmie państwa, do tego prowadzoną przez bandę naćpanych operatorów piły tarczowej, którym się wydaje, że cały delikatny system tkanki państwowej da się riezać toporkiem pod widzimisię pewnego gnoma i będzie dobrze.

Nie będzie dobrze, koszty szaleństw obecnej ekipy będą płacić jeszcze nasze wnuki. Gnom odejdzie w niebyt, o jego akolitach świat też zapomni, a długi i rozwalona gospodarka, edukacja i wszystko inne będą sie z mozołem podnosić latami. Że o reputacji państwa nie wspomnę - San Escobar górą!

To niesamowite, jak w ciągu roku można zniweczyć ponad ćwierć wieku zbiorowego wysiłku...

I jeszcze być z tego dumnym.

Wrrrr.

środa, 07 września 2016

Wredna jestem, jak ogólnie wiadomo.

W związku z powyższym postanowiłam sprawdzić, jakie jest zainteresowanie "Smoleńskiem" n najbliższym kinie.

Wiem, że do piątku jeszcze cały jutrzejszy dzień. I że nie wszyscy rezerwują przez internet, większość po prostu staje w ogonku do kasy. Ale całe 17 osób  na 10 seansów to i tak wynik z lekka kompromitujący. ZObaczę jutro, czy cokolwiek przybędzie :)

A jak Pytonowa dyrektorka będzie chciała ich pogonić, to nie puszczę. Nie będzie mi dziecko traciło czasu na takiego szkodliwego gniota fałszjącego historię i kiepsko nakręconego.

Swoją drogą, zachwycił mnie manewr pani Agaty Kornhauser-Dudy, która zamiast na premierę Smoleńska poszła sobie z córką do kina na Woodego Allena :). Jaśniej nie mogła pokazać, co o tym cyrku myśli.

Niezmiennie jedyym pozytywnym skojarzeniem ze Smoleńskiem pozostaje ballada Okudżawy...

niedziela, 03 lipca 2016

Jarkacz znowu powiedział samą prawdę, chociaż chyba mu się wymsknęła nieco przypadkowo i natychmiast została skorygowana. Ale padło i poszło w eter:

- Nasze rządy będą przeciwieństwem rządów prawa! - ogłosił wszem i wobec.

Ja mam tylko jedną poprawkę, nie będą, ale już są. Poza tym wszystko się zgadza.

I tylko tak się zastanawiam, czemu on się tak tym chwali? No cóż, kiedyś już przyznał, że nikt mu nie wmówi, że czarne jest czarne a białe - białe. I konsekwentnie się tego trzyma. 

poniedziałek, 30 maja 2016

No i kolejny marsz w obronie życia i rodziny, tym razem w Kielcach. Z inscenizacją porodu, krzykami rodzącej i pocieszającym osobnikiem, który zapewniał "matkę", że jak się urodzi syn, to tatuś dziecka na pewno do niej wróci, bo przecież każdy mężczyzna chce mieć syna.

Jak o tym czytałam, to mi się nóż w kieszeni otwierał.

Pierwsze pytanie, jakie mi się natychmiast nasunęło, to co zrobi tatuś, jeśli jednak okaże się, że noworodek nietaktownie jest dziewczynką. Wszak warunkiem sine qua non powrotu nieobecnego ojca miało być posiadanie penisa przez potomka.

Ówże pocieszyciel miał być ojcem rodzącej, więc kolejne pytanie, to jak on poradził sobie z traumą sprzed lat, gdy obecna na schodach rodząca okazała się być przedstawicielką   płci mniej wyczekiwanej.

Dalej - cóż za tatuś pozwala własnej córce rodzić na schodach, już mógłby chociaż kawałek płaskiej powierzchni jakiejś znaleźć, osłoniętej nieco przed słońcem i gawiedzią. Ale cóż, czepiam się i tyle.

 

A wszystko dlatego, że szlag mnie trafia na morze hipokryzji przelewające się wokół tematu aborcji.

Bardzo święte towarzystwo spędza radośnie czas wędrując z dziećmi po różnych miejscach, podpisują się obiema rękami pod różnymi petycjami, apelami i listami - i co dalej? Zazwyczaj nic.

A chciałabym się dowiedzieć, jaki procent tych obrońców życia zrobił cokolwiek POZA maszerowaniem i podpisywaniem. Kto z nich realnie pomaga rodzinie z dzieckiem niepełnosprawnym, czy to finansowo, czy poświęcając własny czas? Jak wielu z tych wiernych katolików raz w tygodniu zastąpi opiekunów chorego dziecka, żeby mogli cokolwiek załatwić, pójść do dentysty, czy  - o zgrozo! chwilę odpocząć?

Są tacy ludzie, wiem o tym i nisko im się kłaniam. Ale ilu ich jest, promil? Dwa?

Niestety, proliferskie działania przeważnie kończą się w momencie, gdy wymuszą urodzenie dziecka, potem większość z tych dobroczyńców przestaje się przejmować.

Znalazłam ostatnio demota, który pasuje jak ulał:

sobota, 07 maja 2016

Nogi mnie bolą. To jest pierwszy wniosek nasuwający się po dzisiejszej demonstracji. i to nie mięśnie, tylko kości. Zardzewiałam.

Jedną z rzeczy rzucających się w oczy jest rosnąca z marszu na marsz liczba ludzi i zmniejszająca się liczba policjantów pilnujących nas. Już wiedzą, że tu problemów nie będzie, jak jakiś samochód przypadkiem został zaparkowany na trasie to będzie tam stał nienaruszony i po przejściu wielu tysięcy ludzi - nie to, co u narodowców 11 listopada... A dziś mieli jeszcze co pilnować, więc przenieśli się pewnie tam, gdzie była większa szansa na zadymę.

Z haseł zachwycił mnie cytat z Leca - "Przestawanie z karłami deformuje kręgosłup". i "Wolny balkon" - ktoś wywiesił u siebie z balkonu:).

Atmosfera jak zawsze znakomita, tyle życzliwości, uśmiechu i zwykłej pogody ducha - mimo poważnych obaw o to, co będzie dalej się w Polsce działo - dawno nie widziałam.

Tylko jeszcze te problemy z rachunkami... :). Ale co tam, i tak dużo nam "rzucili", wcześniej to się kończyło na 12-15 tysiącach :).

niedziela, 13 marca 2016

 Po kolejnym marszu KOD jakoś zaczęłam się zastanawiać nad konsekwencjami tego, co się dzieje. Nad ceną, jaką zapłacimy za decyzje obecnego rządu, nad szkodami, jakie rząd  już poczynił i jeszcze poczyni.

Szkody gospodarcze. Koniec współpracy, ucieczka kapitału zagranicznego. Zamknięcie rynków, upadek firm, wzrost bezrobocia.

Szkody polityczne. Utrata zaufania, kontaktów międzynarodowych, możliwości wpływu na cokolwiek. Będziemy pariasem Europy, bez prawa głosu, pieniądze unijne będą dużo mniejsze (przy optymistycznym założeniu, że w ogóle będą). Buble i kiksy prawne w ilościach przemysłowych, przepisy sprzeczne wewnętrznie, sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, z demokracją i ze wszystkim, czym się da. Bo ich celem jest jedynie utrzymanie władzy dla utrzymania władzy.

Szkody społeczne. Utrata zaufania społeczeństwa do państwa. Przekonanie, że wszystkiemu jest winna PO (wina Tuska - niezłą winnicę już musi mieć), a własne lenistwo, brak chęci czy próby działań nie mają z kłopotami pojedynczych ludzi nic wspólnego. Głębokie podziały społeczne i - co gorsza wewnątrzrodzinne.

I te ostatnie właśnie jakoś mnie gryzą najbardziej.

Przepisy można zmienić. Polityka i kontakty zagraniczne - po zmianie władzy pewnie się to wyprostuje, jak świat zobaczy, że ktoś tu wreszcie patrzy dalej niż na czubek własnego nosa. Gospodarka - będzie bolało, bo to łatwo zepsuć, a naprawa trwa, ale też się da.

Konflikty rodzinne czasem dają skutki wielopokoleniowe, brat zrywa kontakty z bratem, rodzice z dziećmi, małżeństwa się rozpadają... A gdy przestaną się kontaktować, to po latach już trudno wrócić do dawnych relacji, zapomnieć o złych słowach i uczuciach.

Jarosław Kurski opisywał spotkanie z siostrą Krystyny Pawłowicz podczas marszu KOD. "Pan mnie najlepiej rozumie, panie Jarku..." Rzeczywiście. A ileż jest takich sytuacji zupełnie anonimowych, gdzie z powodu różnicy poglądów politycznych przestają rozmawiać ze sobą najbliżsi?

Za dwa tygodnie będą święta. Czy Krystyna Pawłowicz będzie w stanie złożyć życzenia swojej siostrze? Jak poradzą sobie z tym bracia Kurscy czy bracia Glińscy? I tysiące innych?

Obawiam  się, że to będzie najtrudniejszy do naprawienia i niosący najwięcej szkód efekt ambicji posła Kaczyńskiego....

Oby nie...

piątek, 18 grudnia 2015

Codziennie wieczorem dochodzę do wniosku,  ze dzisiejszych pomysłów już nie przebiją. I codziennie rano okazuje sie, że sie myliłam....

strach pójść spać, bo nie wiadomo, co Obecna Władza znowu wymyśli. A że działają nocą, całkiem jak mafia, to rano człowieka zaskakują kolejne niespodzianki, co jedna to lepsza.'

Nocne ślubowania, nocne głosowania ustaw, nocne włamanie do Centrum Kontrwywyiadu NATO...

Przesunięto porę pracy Sejmu ze względu na fumy jednego posła, który lubi sie wyspać. Czy Skorupiak też może w pracy powiedzieć,  ze od dziś biuro zaczyna działać od 11, bo on jest sowa?

Kurczę, naprawdę dziwny jest ten świat, pora szykować ciepłe ciuchy i jutro jazda na kolejną demonstrację, może sie przynajmniej mały człowieczek zdenerwuje....

 

piątek, 11 grudnia 2015

Myślałam, że już mnie niewiele zdziwi w politycznych wyskokach Nowej Władzy, ale oni sa utalentowani.

Kempa właśnie ogłosiła, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie wejdzie w życie  - ponoć skład sędziowski był niewystarczający do wydania wyroku i w związku z tym wyrok nie zostanie opublikowany.

Niewystarczający, to znaczy nie było w składzie tych pięciu sędziów, nad którymi się zastanawiał sąd? Czy dlatego, że nie było w składzie Jarkacza?

Przecież w Konstytucji jest jasny zapis, że wyroki TK są publikowane niezwłocznie i są ostateczne, nie podlegają ocenie, zaskarżeniu, anulowaniu czy innemu widzimisię polityków.

Ja nie mogę, i to robi partia, która ma w nazwie zarówno prawo jak i sprawiedliwość....

Poległam dziś widząc nagłówek jakiegoś artykułu: "Kaczyński ujawnia wolę prezydenta"....

Do tej pory przynajmniej czasami udawał, że to PAD ma jakąś wolę i decyzyjność pozwalając mu samemu przekazywać kacze pomysły. Widocznie uznał, że to zbyt niewygodne i jeszcze marionetka coś pomyli, więc własne koncepcje przekazuje już sam, bez pośrednika.

Tylko w takim razie po co nam prezydent? Chyba niepotrzebny?

A nie, przepraszam, jest niezbędny. Jego zadaniem jest dać się w końcu postawić przed Trybunałem Stanu za decyzje i rządy Jarkacza, który będzie sobie wygodnie zacierał łapki oglądając wówczas relacje telewizyjne z bezpiecznego fotela w willi na Żoliborzu....

środa, 25 listopada 2015

Od miesiąca spoglądam z osłupieniem na naszą rzeczywistość.

Codziennie wieczorem mam oczy w pięć złotych i dochodzę do wniosku, że to już chyba szczyt możłiwości PISu jeśli chodzi o przekręty, rujnowanie państwa i takie tam drobiazgi.

Codziennie rano okazuje się, że jednak niekoniecznie.

Ich bezczelność przekroczyła wszelkie moje granice pojmowania już dawno, wydawało mi się, że będą przynajmniej próbowali zachować pozory rządów prawa.

Nic z tego.

Numer z ułaskawieniem Kamińskiego - kuriozum, pomijając jużto,żew ten sposób Duda potwierdził, że facet był winny, ale to chyba umknęło panu prawnikowi.

Skład rządu i sposób jego wybierania - brak słów. Nawiasem mówiąc,  znacie najkrótszy polski dowcip polityczny? Rząd Beaty Szydło.

Draka o wyjazd na Maltę i termin zaprzysiężenia Sejmu? kompromitacja.

Sprawa rotacyjnego przewodnictwa w komisji ds służb? - zwłaszcza wobec cytowanych różnych wypowiedzi pisowskich polityków - skandal w biały dzień.

Ustawa o TK i całe zamieszanie z zaprzysiężeniem sędziów? tak bezczelnego łamania prawa nie widziałam dawno.

Kurski wiceministrem kultury do spółki z Tabletem Glińskim jako ministrem? Gdzie oni kulturę widdzieli, chyba w jogurcie... Chociaż trzeba Glińskiemu przyznać,ze swoimi działaniami znacząco wpłynął na ożywienie  i zainteresowanie Polaków teatrem.

Szyszko jako minister Ochrony środowiska? Będzie latał ze strzelbą i tropił chemitrails, pokrzykując, że nie wierzy w globalne ocieplenie,  tak jak dawniej. Dobrze, że przynajmniej już sprawa drogi przez dolinę Rospudy została zamknięta.

 

I tak dalej, i tak dalej.

Naprawdę staram się nie mieszać tu polityki, ale ostatnio coś mi nie wychodzi, muszę gdzieś to wypluć.

I obawiam się, że będę tak pluła przez następne parę lat.

To, coPiS robiz mojegokraju woła o pomstę do nieba. Kompromitacja na arenie międzynarodowej potężna, demolka wewnętrzynych systemów państwa, przejęcie całkowitej władzy i decyzje podejmowane na podstwie prezydenckich odczuć a nie paragrafów.

A do tego główny odpowiedzialny siedzi sobie wygodnie w fotelu i zaciera łapki - przecież jak dojdzie do jakichś sądów czy innych wyroków historii, to będzie móg łpowiedzieć, że to przecież nie on, skądże, on nie był premierem, nie był prezydentem, nie wchodził w skład rządu... Umyje łapki i zostawi swoje marionetki na rozstrzelanie.

Cwany drań.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Moja śliczna, nowa lodóweczka.

umyta, zapakowana już częściowo wiktuałami - po resztę muszę pojechać do zaprzyjaźnionej zamrażarki.

I tak sobie pomyślałam o głównym haśle wyborczym PISu - Polska w ruinie.

Ruina? Oni chyba za młodzi są, żeby pamiętać, jak to po lodówkę/pralkę czy inny tego typu sprzęt stało się w czasem wielodniowej kolejce, bez żadnej gwarancji, bo mogli rzucić dwie. Na kilkusetosobową kolejkę.

Dzisiaj -  wystarczyło trochę klikania po internecie, nawet z domu nie musiałam wyjść - panowie przywieźli, wnieśli, ustawili, zabrali starą i pojechali. Zamówiłam wczoraj, przyjechała dzisiaj, żadnego czekania miesiącami.

Czasy się zmieniły, proszę państwa, i nikt mi nie wmówi, że za komuny było lepiej.

piątek, 13 listopada 2015

Znowu będzie politycznie, ale aż mi sie mdło robi po dzisiejszym cyrku.

Kurczę, desygnacja kogokolwiek na premiera to chyba moment, kiedy właśnie na tej osobie powinny sie skupić światła reflektorów. Ale nie, Duda wygłosił wiernopoddańczy pean na cześć... któż zgadnie? Prezesa, jakby inaczej. A "droga Beata'? Cóż, miło że wpadła, to niech Beata teraz poda kawę, tylko niech porządnie wymyje cukierniczkę!

Wazeliniarstwo na potęgę, jeśli ktokolwiek miał cień złudzeń, że Duda będzie prezydentem wszystkich Polaków, to gratuluję optymizmu, ale niestety nie w tej bajce.

Zmiany już się zaczynają, Beata  z Dudą robią za marionetki prezesa, który pociąga za sznurki i pozwala sie uwielbiać.  Trybunał Konstytucyjny już jest be, to do odstrzału, jak ktoś jest prawdziwym patriotą, to może łamać prawo, bo on tak przecież z miłości do Ojczyzny (Kamiński, jakby ktoś ostatnio przespał), a Episkopat już łapki zaciera i tupie  z niecierpliwości czekając, aż będą mogli dyktować zmiany w ustawodawstwie.

No, trochę sie wyzłościłam, ale obawiam się, ze teraz będzie mi się tak ulewać przynajmniej raz w tygodniu przez najbliższe cztery lata.

niedziela, 25 października 2015

W ramach odstresowania się po sprawdzeniu pierwszych wyników exit pools obejrzeliśmy sobie "Powrót do przyszłości". Zamiast wieczoru wyborczego.

I tak sie zastanawiam, jak by tu przeskoczyć najbliższ cztery lata... Ktoś ma jakiś pomysł?

wrrrrr... nie podoba mi się.

piątek, 23 października 2015

W weekend - oprócz wyborów - jest jeszcze zmiana czasu. Ta przyjemniejsza, śpimy dłużej.

Godzina więcej w wolnej Polsce.

poniedziałek, 19 października 2015

Obejrzałam sobie debatę p. Kopacz z p. Szydło.

Debata jak debata, oceniać nie będę, zwłaszcza, ze jednej z nich organicznie nie znoszę i bardzo nie chcę, żeby sie dorwała do władzy.

Po debacie  - oczywiście płatne ogłoszenia wyborcze obu partii. I tu - niech żałują ci , co nie widzieli :)))) Przypominająca ujadającego ratlerka panienka pytająca, czy pani premier wyjaśni to i tamto - bezpłciowe. Spot jakich wiele.

Składanka z co lepszych wypowiedzi Jarkacza przeplatanego wiernopoddańczym potakiwaniem p. Szydło "Pan prezes ma zawsze rację", zakończona jego sławną wypowiedzią z sejmu, kiedy to wezwał do głosowania na PO, jako tę jedyną dobrą opcję -  i "pan prezes ma zawsze rację". Majstersztyk!!!

poniedziałek, 12 października 2015

Ogólnie mam dość polityki. Wybory co chwila, pyskówki, orzucanie sie błotem i wtykanie szpilek przeciwnikom - na porządku dziennym.

Jest jednak pewien plus sytuacji, w ktorej w ciągu roku są trzy rzuty wyborów (plus ewentualne dogrywki).

Nie ma kasy na plakaty. A jak nie ma kasy - nie ma platatów. Cały ten śmietnik powyborczy nie zaistniał jak dotąd - a już tylko dwa tygodnie. Polityce jeżdżą, udzielają się, straszą z bilboardów, ale nie wiszą na każdej latarni i płocie.

Hurra!

czwartek, 24 września 2015

Wakacje dawno się  skończyły i nawet udało nam się wyjechać na trzy dni do Niedoszłej Kuzynki (ale już nie udalo się tego faktu odnotować na blogu, za dużo się dzieje).

Włóczyliśmy się po okolicy, trochę z NK i Spadniętym Niebem, trochę sami. W pewnym momencie SN zadało mi pytanie, po którym mi kapcie spadły:

- Czy ty czytasz mapę?

Zamurowało mnie kompletnie, jak można nie czytać mapy, toż to podstawowa umiejętność, nie mówiąc  już o tym, że jak się cżłowiek włóczył po górach, to mapa była wręcz niezbędna i umiejętność się jakoś sama utrwalała.

A potem mnie ośniło. W dobie komórek, GPSów i innych takich cudów faktycznie przestało to być już niezbędne. To, że dżipsy prowadzą czasem w krzaki, nie ma znaczenia. Że pokazują tylko najbliższy wycinek trasy i trudno sobie wyrobić pogląd na całość - też. Nie wszyscy mają tak jak ja, że lubią po prostu tą mapą się bawić. Po stokroć wolę mapę papierową od elektroniki i zawsze, jak jadę gdzieś w nieznane, to oglądam sobie trasę - potem GPS może być wspomaganiem, ale jak już mam całość w głowie.

Kurczę, smutno mi się zrobiło. Ilu jeszcze umiejętności oczywistych dla mojego pokolenia nie bedą miały moje dzieci? Wnuki?

I co biedactwa zrobią, jak im prądu zabraknie w lesie?

 
1 , 2 , 3 , 4