O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

bar sałatkowy

piątek, 03 marca 2017

Podcczas zakupów ostatnio w dziale wędlin rzuciłam jakoś krzywo okiem  i ku swemu zdumieniu zobaczyłam "szynkę z kota". Po chwili, jak już rzuciłam okiem ponownie  tym razem prosto, okazało się że nie z kota a z kotła.

Bywa.

Poległam jednak chwilę później, gdy zobaczyłam "salceson prezesa"....

czwartek, 02 marca 2017

Zmiany się szykują w Herpetarium, i to potężne.

Nie chcę zapeszać, ale wygląda na to, że skończył się czas beztroskiego nieróbstwa (czytaj: zasuwania za Wężami, robienia za Psa Pasterskiego, Pielęgniarkę, Logistyka, Szofera, Pedagoga, Psychologa, Gosposię i Co Tam Jeszcze Komu Przyjdzie Do Głowy).

Jak się nic nie zmieni, to mam trzy tygodnie na ogarnięcie wszystkich zaległości.

Będzie się działo :)

środa, 01 marca 2017

Piotrek przeszedł do kolejnego etapu konkursu matematycznego Tropami Pitagorasa!

 

Właściwie to chyba powinnam sie przyzwyczaić do jego sukcesów matematycznych, ale nadal cieszę sie jak norka :)

Dziś rano u rodziców przed blokiem:

środa, 22 lutego 2017

W poniedziałek pojechałam z Jeżynką na SGGW do weterynarza.

I pierwsze, co usłyszałam od pana doktora po założeniu karty panience, to było dobrze znane mi zdanie:

- Znałem profesora X (tu pada moje nazwisko), bardzo miły człowiek.

Nie da sie ukryć, ówże profesor był moim krewnym.

Przed rodzinną mafią nie uciekniesz.

niedziela, 19 lutego 2017

Grzechot zaliczył pierwsze nocowanie u kolegi.

Właściwie u kuzyna, ale bez nas, bez Piotrka i nie u Mi i Dużego, czyli ukochanych dziadków. Dom, w którym nigdy nie spał, aczkolwiek parę razy był.

Był zachwycony i już się z D. umawiają na powtórkę, tym razem u nas. A prawdę mówiąc, spodziewałam się telefonu z hasłem "mamoooooo, do domuuuuuu".... Tymczasem nic z tego, tylko wieczorem dostałam maila ze zdjęciem dwóch stwoeków w szlafrokach wcinających kolację. I rano zgodnie z umową dostarczony pod drzwi. A my mogliśmy spać do 9.30!!!!!!! Wieki tego luksusu nie zaznałam....

Dumna jestem z niego bardzo, on ma dopiero cztery lata. A jeszcze całkiem niedawno nawet nocowanie u Mi i Dużego bywało problemem, musiałam osobiście go usypiać, czasem rejterował już w piżamce - taka rozpacz bywała, że zabierałam go do domu. A tu proszę, bezproblemowo.

Otwiera to przed nami różne ciekawe opcje, można będzie sprzedać dzieci i wyjść gdzieś wieczorem :)..... Już się nie mogę doczekać :)

 

czwartek, 02 lutego 2017

umieram na grypę.....

Tak naprawdę nie jest tragicznie, nie mam gorączki, ale czuję się jakby walec po mnie przejechał i mięśnie mnie bolą jak należy.

Największym problemem jest Grzechot.

Jest w najlepszej formie i chce koniecznie iść na spacer....

 

Gdyby nie szczepienie, byłoby dużo gorzej - tak jak w zeszłym roku.

wtorek, 31 stycznia 2017

Piotrek ma grypę. Grzesiek chyba nie, ale jakaś wirusówka jest.

I teraz widzę jak na dłoni efekt szczepienia na grypę.

W zeszłym roku nie zdążyłam zawlec rodziny - stale ktoś był chory, albo z obłędem w oku nadrabiałam zaległości z okresu choroby.

W rezultacie w styczniu złożyło całą naszą czwórkę na dwa tygodnie leżenia w łóżkach martwym bykiem - pies poszedł do rodziców,  tylko czasem ktoś się zwlekał podać reszcie lekarstwa i przygotować kolejne wiadra picia.Temperatura u większości pod 40 stopni.

W tym roku dopilnowałam prawie wszystkich - tylko Skorupiak nie dotarł.

Piotrek miał dwa dni temperatury nie przekraczającej 39 i tyle, nadal osłabiony, ale już bez gorączki. Widać, że mu się poprawia.

Grzesiek trochę kaszle  - powiększone migdałki, nieco kataru. Koniec.

 

Nikt mnie nie przekona, że szczepienia nic nie dają.

 

Edit: mnie też już bierze.... A w poniedziałek chciałam iść na przesłuchanie do chóru...

sobota, 28 stycznia 2017

Za długo było dobrze, chłopcy nie chorowali ponad miesiąc.

Już naprawiają ten błąd.

Piotrek przespał cały dzień, wieczorem miał prawie 39 stopni, Grzesiek kaszle jak wściekły. Gardła nieciekawe.

Jak to dobrze, że sami uznaliśmy wcześniej, że nie idziemy na sobotni bal, bo tak to by nas szlag trafił....

czwartek, 05 stycznia 2017

z różnych starych list zakupowych takie kwiatki:

  • mięso psie
  • mięso indycze
  • mięso ludzkie

Albo:

  • chłopek
  • kasztelan
  • magnat
  • ramzes
  • rotmistrz wędzony

 

i jeszcze:

  • Grzesiek
  • Jacek
  • Maciek
  • Danusia
  • Pawełek

To ostatnie to nie lista, tylko przegląd regału z batonikami, podobnie jak piętro wyżej lista serów o pięknych nazwach.

Zakupy spożywcze bywają nieocenionym źródłem absurdów....

niedziela, 01 stycznia 2017

Sylwester został przez nas gremialnie zlekceważony.

Chłopcy co prawda urządzili sobie gniazdo na parapecie, żeby oglądac fajerwerki, ale że zaczęli tam siedzieć ok. 21, to nie dotrwali do północy i poszli spać.

Ja programowo odmówiłam czekania - nie lubię iść za stadem, za to lubię spać. Wybór był prosty.

Skorupiak - podobnie. Może trochę dłużej wytrzymał niż ja, ale nie wiem, bo spałam.

Koty - zajęte były zdejmowaniem kolejnych ozdób z choinki i chyba nie zauważyły, ze coś strzela za oknem. A strzelało nieźle, do tej pory jeszcze niektórzy hałasują ( i  śmiecą).

Generalnie - z głowy.

 

Najlepsze życzenia dla P.T. Czytelników!

wtorek, 06 grudnia 2016

Od paru miesięcy jakoś rzadziej wrzucam notki.

NIe, nie dlatego, że nic się nie dzieje, wręcz przeciwnie. Dzieje się tak dużo, że zwyczajnie nie nadążam, zanim mam chwilę żeby usiąść i napisać coś, to już pojawiają się kolejne sytuacje warte opisania, a poprzednie giną gdzieś w mrokach niepamięci.

Jest mi z tym źle, próbuję jakoś nadrabiać, ale ciężko z tym idzie.

Za mało czasu i siły na opisanie wszystkiego, co bym chciała. Poza tym czasem mnie tak krew zalewa na to, co się dzieje w polityce, że nie jestem w stanie tego opisac bez bluzgów, a bluzgów z zasady nie używam i już. Bo nie lubię. Więc nie piszę.

Przepraszam, Drodzy Czytelnicy, postaram sie jakoś poprawić, ale nie obiecuję, że uda się to przed świętami.

Ostatnio miałam już tak dość tego ciągłego galopu, pilnowania i robienia za nadzorcę i poganiacza niewolników, że uciekłam na weekend z domu. Posiedzialam u przyjaciół, pogadaliśmy, pośmialiśmy się, poobijaliśmy - wreszcie na luzie i spokojnie, bez spinki. Bardzo mi to było potrzebne :)

Może właśnie dzięki temu udało mi sie dzisiaj usiąść do kompa - brakuje mi blogowania bardzo, brakuje mi Was.  Przez weekend nabrałam sił, podniosłam głowę i zobaczyłam coś więcej, niż tylko listę spraw do ząłatwienia na przedwczoraj.

Do zobaczenia!

wtorek, 29 listopada 2016

Na dzieci zawsze można liczyć.

Kupiłam sobie bilet na pociąg, w piątek po południu chciałam się urwać do Krakowa, do przyjaciół.

Dzisiaj Grzesiek wylazl z wanny cały w kropki. Średnio wyraźne, ale jednak kropki.

Wrrrrr.

 

Zobaczymy, co powie jutro nasz ulubiony doktorek....

poniedziałek, 24 października 2016

Podjęliśmy decyzję - wynosimy się ze Skorupiakiem do salonu, ileż można spać z dzieckiem w jednym pokoju. Młodemu należy się już pełnorozmiarowe łóżko - czas najwyższy na zmiany.

Jak tak, to trzeba pomalować ściany, nie widziały farby od daaaawna i straszą.

Zaczęłam dzielnie akcję, powynosiłam co trzeba, zaczęłam zmywanie i skrobanie ze starej farby.

W związku z powyższym dziateczki postanowiły mi urozmaicić życie  i zapadły na jakąś wirusówkę, co zaowocowało decyzją naszego ulubionego pana doktora - do końca tygodnia siedzą w domu.

Noszszsz, siedzą, kłócą się, wrzeszczą razem lub na siebie wzajemnie, co chwila jeden drugiego zahaczy jakimś kawałkiem i jest ryk.... Ja zwariuję.

Do tego skrobanie sufitu mi wyszło bokiem, po dwóch dniach z rękami podniesionymi do góry nie byłam w stanie palcem ruszyć i musiałam przed snem wziąć jakieś coś przeciwbólowego, bo inaczej nie było mowy o zaśnięciu. A teraz jeszcze ci dwaj....

 

Ja chcę na Kanary, Hawaje, do Pernambuko. Gdziekolwiek, byle daleko.

środa, 19 października 2016

Comożna znaleźć za kaloryferem w połowie października?

 

Biedronkę.

Wredna byłam i wyeksmitowałam, ale alternatywą było przymalowanie jej do ściany....

poniedziałek, 03 października 2016

Przechodzilam dziś koło małej budki z dużym napisem "Delikatesy mini". Tak sobie zerknęłam przez otwarte drzwi i zaczęłam się zastanawiać nad znaczeniem słowa "delikatesy".

W sklepiku był wyłącznie alkohol....

Wszystko było zaplanowane. czarna bluzka przygotowana, dzieci zagospodarowane - idę na protest.

A gucio.

Grzesiek ma znowu zaostrzenie infekcji, kaszle, wtula sie w mamę - nie odkleisz.

No i nie poszłam.

Wrrrr....

niedziela, 18 września 2016

Ostatnio chodzili po osiedlu Świadkowie Jehowy.

Ponieważ - jak wiadomo - jesteśmy złośliwe małpy, postanowiliśmy podyskutować z nimi.

Niestety Skorupiak popełnił błąd strategiczny i w pierwszej rozmowie coś mu się wymsknęło na temat dominikanów - nic ogólnie groźnego, ale wynikało z tego jasno, że my z tych okolic. Panienki zamiast od razu przyjść i nawracać zaproponowały, ze przyjdą w sobotę, czyli wczoraj.

Nie ma sprawy, nawet lepiej.

I nie przyszli.

Nie, żeby nas to specjalnie zdziwiło, raczej spodziewaliśmy się czegoś takiego. Już kiedyś  z nimi rozmawialiśmy u nas i skończyło się tym, że panie przypomniały sobie o włączonym żelazku czy innym garnku na gazie i wycofały się na z góry upatrzone pozycje w trybie raczej nagłym. A taka fajna dyskusja była...

Od tego czasu nasz adres pewnie figuruje u nich na czarnej liście. A już na pewno nie wypuszczą do nas niedoświadczonych owieczek, bo jeszcze się okaże, że to my ich przekonamy, a nie oni nas :)

Piotrek był najbardziej zawiedziony - tyle sprzątania na nic :)

środa, 10 sierpnia 2016

Moją Mamę to bezpieczniej puścić do jubilera niż do księgarni....

środa, 03 sierpnia 2016

W ciągu ostatniego miesiąca cztery osoby - w różnych sytuacjach, nie znające siebie wzajemnie (mnie zresztą też) zakwestionowały mój wiek.

W dwóch przypadkach nie były w stanie uwierzyć, że nie tylko mam już dwójkę dzieci, ale te dzieci są dobrze podrośnięte, a ja jednak nie zaczynałam się rozmnażać w podstawówce :).

Pozostałe dwie osoby odmłodziły mnie nieco mniej, ale i tak były w szoku słysząc, że przekroczyłam czterdziestkę - z przyczyn administracyjnych miały mój pesel przed nosem, więc trudno im było dyskutować, ale niedowierzanie było widoczne.

I to jest znacznie lepsza motywacja do odchudzania niż wszelkie gadanie o zdrowiu. Jak schudnę do zakładanych rozmiarów, to nikt nie uwierzy, że mam więcej niż 28 lat :).

Nieoproszona rada dla wszystkich, którzy chcą się odmłodzić:

Zamiast wydawać pieniądze na tony kosmetyków, po prostu się ładnie uśmiechnij, tak serdecznie i od środka. Działa dużo lepiej, niż makijaż.

 

niedziela, 31 lipca 2016

Pietruszek wrócił z obozu.

Jak ja się za nim stęskniłam! Ale nie robiłam obciachu wydzwaniając ani szlochając przy autokarze ;)

piątek, 15 lipca 2016

Pojeździłam sobie dzisiaj na kółeczku!!!!

Po raz pierwszy jechałam GDZIEŚ a nie przed siebie, byle jechać, a jak nie dojadę to co z tego. Tym razem wybrałam się do rodziców - oczywiście z metrem po drodze, nie dałabym rady tej trasy w całości przejechać, a i nie wiem, czy starczyłoby mi baterii, w końcu ważę więcej niż Piotrek.

Zadowolona jestem bardzo, chyba przestanę już się tak opatulać przeciwwywrotnie, bo nieźle opanowałam zeskakiwanie z kółka, jak zaczyna mi uciekać. Nie będzie mi tak koszmarnie gorąco. Kask i ochraniacze na nadgarstki może jeszcze zostawię na jakiś czas, ale kurtka i owijki na nogi - do szuflady!!!!

Fajne, jak gapią się za mną faceci młodsi ode mnie o połowę. Mam co prawda pełną świadomość, że to nie z zachwytu nad mą delikatną i eteryczna urodą tylko zainteresowanie kółkiem, ale i tak fajnie jest :).

A jeszcze dostałam od taty wyciąganą rączkę, tak że nie musze nosić kółka w garści po schodach czy w metrze, tylko jedzie samo niczym walizka na kółkach.

Żyć nie umierać! I jeździć!

Kocham czereśnie. Mogę je jeść na wiadra.

Skorupiak od lat wieszczył ponuro, że mi w końcu zaszkodzą - pewnie sam chciał zjeść. Chociaż nie, on preferuje wiśnie, za którymi ja nie przepadam.

I wykrakał.

Wczoraj na pestce straciłam po raz kolejny ten sam ząb. Już był ileś razy łatany, po raz pierwszy dał o sobie znać na miesiąc przed urodzeniem Grzesia. Wizyta na fotelu dentystycznym  w dwupaku z wierzgającym Potomkiem w środku to atrakcja niezwykle specyficzna i raczej jej nie polecam.

Potem poleciało mi pół tego łatania poprzedniego tuż przed świętami  BN. Zaklajstrowane.

Teraz poszło właściwie wszystko, złamał się drań poniżej dziąsła. A do tego jest nadal żywy.  Podobno to się rzadko zdarza, żeby żywy ząb tak się złamał.

Chyba odziedziczyłam po Rodzicielce jej talent wo wyrafinowanych pomysłów medycznych...

wtorek, 05 lipca 2016

No właśnie.

Już się cieszyłam, że będę miała trochę wolności, Grzechotek w pracowym przedszkolu wakacyjnym u mojego taty, Piotrek na obozie, a ja będę mogła poszukać pracy, pójść na kijki czy na siłownię - zacząć jakoś żyć i robić cokolwiek poza kwoczeniem dzieciom.

Nic z tego. Grzesiek jest chory.

Zaczęło się w piątek, kiedy musiałam wrócić wcześniej z porządkowania cmentarza Żydowskiego, bo zaczął marudzić i skwierczeć. A potem już poszło, od tego czasu ma te prawie 40, trudno zbijalne i tylko na dwie -trzy godziny, potem znowu rośnie.

Jeśli potwierdzą się nasze podejrzenia, że to mononukleoza, to mam miesiąc z Grzesiem na karku jak w dziób dał. Albo więcej.

Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz Mu o swoich planach.

Musial się nieźle bawić.

Grzesiek ma obecnie 38,3. Celsjusza, czyli temperatura zdecydowanie za wysoka.

Brykał, robił brzuszki na moich kolanach, ganiał się z Piotrkiem, mieliśmy głupawkę potężną.

To była ta zdrowsza wersja Grzechotniczka.

Jak jest gorzej, to ma 39,7, siedzi albo leży wczepiony we mnie, skarży się, że boli go głowa. Nie je, dużo pije, nie chce się bawić, mimo że Pyton staje na głowie, żeby go rozweselić.

Najpierw podejrzewałam udar cieplny, ale to trwa już za długo, temperatura w okolicach czterdziestu stopni już piąty dzień.

Prawdopodobnie mononukleoza. Jutro badania i znowu do lekarza.

^%&^$$%^*#$%^#*#*#*. Cenzuralniej nie potrafię.

 

To już kiedyś było - to jak państwo z nim wytrzymujecie, jak jest zdrowy?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36