O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

bar sałatkowy

niedziela, 21 maja 2017

zaganiana jestem ostatnio i dopiero teraz zauważyłam, że nie pochwaliłam się kolejnym wyczynem Syneczka Starszego.

Syneczek mianowicie podczas lekcji WF złamał sobie palec. Do tego splot różnych okoliczności spowodował,  że nie został zaopiekowany i opatrzony od razu, tylko po paru godzinach wydzwonił nas ze stypy.

Następne 5 godzin spędziliśmy na SOR, z którego wyszedł z łapą w szynie. I to tylko dlatego, ze pan doktor zapytał, czy można mu zaufać, że nie będzie tego rozmontowywał i grzebał, bo inaczej dostanie gips i tyle.

Ręka oczywiście lewa, jak przystało na leworęcznego. Pisanie wszelkich prac, klasówek i tak dalej jest mocno utrudnione.

No, i oczywiście można się wymigać od wielu czynności domowych.

Wrrr.

wtorek, 02 maja 2017

Napisałam w piątek, że nic się nie dzieje.

To był błąd.

Parę godzin później zadzwoniła mama, która powinna w tym czasie grzecznie wracać z dializy. Powinna, ale nie wróciła.

Usłyszałam, że ją zamykają w szpitalu, a do mnie jest prośba o zabranie Gardy - bo tata akurat też był poza Warszawą....

Nosz jasny gwint.

Operowali ją jeszcze w nocy w piątek. W  szpitalu jest do dziś, w czwartek będą dalsze działania - wiadomo, długi weekend....

Postaram się nie mówić już, że nudno, spokój, nic się nie dzieje i tak dalej. Zwykle okazuje się szybko, że wykrakałam i zaczęło się dziać znacznie więcej, niż bym chciała.

piątek, 28 kwietnia 2017

Udało mi się dopaść komputera na chwilę, więc korzystam.

Informacje w skrócie:

Pracuję i dobrze mi z tym, chociaż to ciężka fizyczna harówa czasami. Ale dająca mnóstwo satysfakcji.

Jakiś czas temu znalazłam konkurs literacki na książeczkę dla dzieci i wysłałam tam kilka opowiadań, które wymyśliłam dla Grzesia. Dziś dostałam maila, że przeszłam pierwsze sito (z kilku tysięcy zgłoszeń wybierają setkę, nad którą będa dalej myśleć). Hurra, nawet, jeśli nie wygram, na co nie liczę, to i tak wskoczenie do pierwszej setki z kilku tysięcy prac to sukces.

A poza ty nic na działkach się nie dzieje, a raczej dzieje jak zwykle. Pędzę do kuchni, bom głodna straszliwie!

 

środa, 19 kwietnia 2017

No to, Drodzy Państwo, zaczyna się. Nowa Droga Życia.

W ciągu najbliższych dwóch dni powinnam dostać konkretne parametry i zapewne od poniedziałku ruszam do pracy.

Tak nieco bardziej szczegółowo, to od dawna myślałam o pracy w sektorze senioralnym, ale bałam się zaczynać nie mając zielonego pojęcia o podstawowej, bezpośredniej opiece. Teraz już jestem znacznie mądrzejsza, pojęcie mam i od razu mi lepiej.

Jestem opiekunem osób starszych i niepełnosprawnych.

Plany mam dosyć dalekosiężne, łącznie ze studiami podyplomowymi z okolic gerontologii/geriatrii, ale to trochę później. Na razie wracam na rynek pracy, przestanę czuć się jak nikomu niepotrzebny pasożyt, wyjdę do ludzi innych niż przedszkolanki, doktorek i pani w sklepie i jeszcze będę miała jakąś dodatkową kasę. Może nawet sobie zafunduję jakąś przyjemność na to konto?

Demografia jest, jaka jest, więc raczej pracy mi nie zabraknie.

Jestem Kobieta Pracująca i żadnej pracy się nie boję!

 

A z tego entuzjazmu do życia zaczęłam się jeszcze uczyć hiszpańskiego, o!

wtorek, 18 kwietnia 2017

Muszę nauczyć Grześka czytać, i to jak najszybciej.

Wiem, ma tylko cztery lata, będzie sie nudził w szkole, bla bla bla.

Otóż nie będzie sięnudził w szkole, bo go zamorduję znacznie wcześniej, jeśli nadal będzie mi w dni świąteczne przyłaził  i stawiał mnie na nogi przed godziną szóstą rano!!!!!

Z Piotrkiem było to samo, jak zaczął czytać, to wreszcie przestał rozrabiać  o świcie.

No to do roboty!

piątek, 14 kwietnia 2017

Zwyczaje świąteczna jak wiadomo są różne. Jedne przechodzą z pokolenia na pokolenie, inne są regionalne, a jeszcze inne - tylko domowe.

U nas też powstał taki domowy zwyczaj świąteczny, połączony z tradycyjną potrawą.

Chorujący Grzesiek, który dostaje antybiotyk.

Nie podoba mi się!!!!

Widziałam dziś bociana!

Dwa tygodnie temu spotkałam jeża, różne robactwo wyłazi spod ziemi, magnolie kwitną, zaraz będą krategusy, u mamy niezapominajki też już otwierają błękitne oczka...

Świat jest piękny!

niedziela, 09 kwietnia 2017

... Grzesiek jest chory.

Zaczęło się w czwartek, przylazł w środku nocy do nas do łóżka, gorący jak piecyk. Zmierzyłam - 38,9. Nosz niech to licho, ja mam na parę godzin egzamin, Skorupiak też jakieś pilności pracowe, a ten się do przedszkola zdecydowanie nie nadaje.

Dzięki rodzicom udało się jakoś ogarnąć sytuację, ja pognałam niewyspana na egzamin, udało się przełożyć oblewanie kursu na inny termin, wszystko w galopie i z wywieszonym ozorem.

Synku kochany, proszę, daruj już sobie, ta płyta jest zdecydowanie ograna. Chociaż raz na święta bądź zdrowy...

piątek, 03 marca 2017

Podcczas zakupów ostatnio w dziale wędlin rzuciłam jakoś krzywo okiem  i ku swemu zdumieniu zobaczyłam "szynkę z kota". Po chwili, jak już rzuciłam okiem ponownie  tym razem prosto, okazało się że nie z kota a z kotła.

Bywa.

Poległam jednak chwilę później, gdy zobaczyłam "salceson prezesa"....

czwartek, 02 marca 2017

Zmiany się szykują w Herpetarium, i to potężne.

Nie chcę zapeszać, ale wygląda na to, że skończył się czas beztroskiego nieróbstwa (czytaj: zasuwania za Wężami, robienia za Psa Pasterskiego, Pielęgniarkę, Logistyka, Szofera, Pedagoga, Psychologa, Gosposię i Co Tam Jeszcze Komu Przyjdzie Do Głowy).

Jak się nic nie zmieni, to mam trzy tygodnie na ogarnięcie wszystkich zaległości.

Będzie się działo :)

środa, 01 marca 2017

Piotrek przeszedł do kolejnego etapu konkursu matematycznego Tropami Pitagorasa!

 

Właściwie to chyba powinnam sie przyzwyczaić do jego sukcesów matematycznych, ale nadal cieszę sie jak norka :)

Dziś rano u rodziców przed blokiem:

środa, 22 lutego 2017

W poniedziałek pojechałam z Jeżynką na SGGW do weterynarza.

I pierwsze, co usłyszałam od pana doktora po założeniu karty panience, to było dobrze znane mi zdanie:

- Znałem profesora X (tu pada moje nazwisko), bardzo miły człowiek.

Nie da sie ukryć, ówże profesor był moim krewnym.

Przed rodzinną mafią nie uciekniesz.

niedziela, 19 lutego 2017

Grzechot zaliczył pierwsze nocowanie u kolegi.

Właściwie u kuzyna, ale bez nas, bez Piotrka i nie u Mi i Dużego, czyli ukochanych dziadków. Dom, w którym nigdy nie spał, aczkolwiek parę razy był.

Był zachwycony i już się z D. umawiają na powtórkę, tym razem u nas. A prawdę mówiąc, spodziewałam się telefonu z hasłem "mamoooooo, do domuuuuuu".... Tymczasem nic z tego, tylko wieczorem dostałam maila ze zdjęciem dwóch stwoeków w szlafrokach wcinających kolację. I rano zgodnie z umową dostarczony pod drzwi. A my mogliśmy spać do 9.30!!!!!!! Wieki tego luksusu nie zaznałam....

Dumna jestem z niego bardzo, on ma dopiero cztery lata. A jeszcze całkiem niedawno nawet nocowanie u Mi i Dużego bywało problemem, musiałam osobiście go usypiać, czasem rejterował już w piżamce - taka rozpacz bywała, że zabierałam go do domu. A tu proszę, bezproblemowo.

Otwiera to przed nami różne ciekawe opcje, można będzie sprzedać dzieci i wyjść gdzieś wieczorem :)..... Już się nie mogę doczekać :)

 

czwartek, 02 lutego 2017

umieram na grypę.....

Tak naprawdę nie jest tragicznie, nie mam gorączki, ale czuję się jakby walec po mnie przejechał i mięśnie mnie bolą jak należy.

Największym problemem jest Grzechot.

Jest w najlepszej formie i chce koniecznie iść na spacer....

 

Gdyby nie szczepienie, byłoby dużo gorzej - tak jak w zeszłym roku.

wtorek, 31 stycznia 2017

Piotrek ma grypę. Grzesiek chyba nie, ale jakaś wirusówka jest.

I teraz widzę jak na dłoni efekt szczepienia na grypę.

W zeszłym roku nie zdążyłam zawlec rodziny - stale ktoś był chory, albo z obłędem w oku nadrabiałam zaległości z okresu choroby.

W rezultacie w styczniu złożyło całą naszą czwórkę na dwa tygodnie leżenia w łóżkach martwym bykiem - pies poszedł do rodziców,  tylko czasem ktoś się zwlekał podać reszcie lekarstwa i przygotować kolejne wiadra picia.Temperatura u większości pod 40 stopni.

W tym roku dopilnowałam prawie wszystkich - tylko Skorupiak nie dotarł.

Piotrek miał dwa dni temperatury nie przekraczającej 39 i tyle, nadal osłabiony, ale już bez gorączki. Widać, że mu się poprawia.

Grzesiek trochę kaszle  - powiększone migdałki, nieco kataru. Koniec.

 

Nikt mnie nie przekona, że szczepienia nic nie dają.

 

Edit: mnie też już bierze.... A w poniedziałek chciałam iść na przesłuchanie do chóru...

sobota, 28 stycznia 2017

Za długo było dobrze, chłopcy nie chorowali ponad miesiąc.

Już naprawiają ten błąd.

Piotrek przespał cały dzień, wieczorem miał prawie 39 stopni, Grzesiek kaszle jak wściekły. Gardła nieciekawe.

Jak to dobrze, że sami uznaliśmy wcześniej, że nie idziemy na sobotni bal, bo tak to by nas szlag trafił....

czwartek, 05 stycznia 2017

z różnych starych list zakupowych takie kwiatki:

  • mięso psie
  • mięso indycze
  • mięso ludzkie

Albo:

  • chłopek
  • kasztelan
  • magnat
  • ramzes
  • rotmistrz wędzony

 

i jeszcze:

  • Grzesiek
  • Jacek
  • Maciek
  • Danusia
  • Pawełek

To ostatnie to nie lista, tylko przegląd regału z batonikami, podobnie jak piętro wyżej lista serów o pięknych nazwach.

Zakupy spożywcze bywają nieocenionym źródłem absurdów....

niedziela, 01 stycznia 2017

Sylwester został przez nas gremialnie zlekceważony.

Chłopcy co prawda urządzili sobie gniazdo na parapecie, żeby oglądac fajerwerki, ale że zaczęli tam siedzieć ok. 21, to nie dotrwali do północy i poszli spać.

Ja programowo odmówiłam czekania - nie lubię iść za stadem, za to lubię spać. Wybór był prosty.

Skorupiak - podobnie. Może trochę dłużej wytrzymał niż ja, ale nie wiem, bo spałam.

Koty - zajęte były zdejmowaniem kolejnych ozdób z choinki i chyba nie zauważyły, ze coś strzela za oknem. A strzelało nieźle, do tej pory jeszcze niektórzy hałasują ( i  śmiecą).

Generalnie - z głowy.

 

Najlepsze życzenia dla P.T. Czytelników!

wtorek, 06 grudnia 2016

Od paru miesięcy jakoś rzadziej wrzucam notki.

NIe, nie dlatego, że nic się nie dzieje, wręcz przeciwnie. Dzieje się tak dużo, że zwyczajnie nie nadążam, zanim mam chwilę żeby usiąść i napisać coś, to już pojawiają się kolejne sytuacje warte opisania, a poprzednie giną gdzieś w mrokach niepamięci.

Jest mi z tym źle, próbuję jakoś nadrabiać, ale ciężko z tym idzie.

Za mało czasu i siły na opisanie wszystkiego, co bym chciała. Poza tym czasem mnie tak krew zalewa na to, co się dzieje w polityce, że nie jestem w stanie tego opisac bez bluzgów, a bluzgów z zasady nie używam i już. Bo nie lubię. Więc nie piszę.

Przepraszam, Drodzy Czytelnicy, postaram sie jakoś poprawić, ale nie obiecuję, że uda się to przed świętami.

Ostatnio miałam już tak dość tego ciągłego galopu, pilnowania i robienia za nadzorcę i poganiacza niewolników, że uciekłam na weekend z domu. Posiedzialam u przyjaciół, pogadaliśmy, pośmialiśmy się, poobijaliśmy - wreszcie na luzie i spokojnie, bez spinki. Bardzo mi to było potrzebne :)

Może właśnie dzięki temu udało mi sie dzisiaj usiąść do kompa - brakuje mi blogowania bardzo, brakuje mi Was.  Przez weekend nabrałam sił, podniosłam głowę i zobaczyłam coś więcej, niż tylko listę spraw do ząłatwienia na przedwczoraj.

Do zobaczenia!

wtorek, 29 listopada 2016

Na dzieci zawsze można liczyć.

Kupiłam sobie bilet na pociąg, w piątek po południu chciałam się urwać do Krakowa, do przyjaciół.

Dzisiaj Grzesiek wylazl z wanny cały w kropki. Średnio wyraźne, ale jednak kropki.

Wrrrrr.

 

Zobaczymy, co powie jutro nasz ulubiony doktorek....

poniedziałek, 24 października 2016

Podjęliśmy decyzję - wynosimy się ze Skorupiakiem do salonu, ileż można spać z dzieckiem w jednym pokoju. Młodemu należy się już pełnorozmiarowe łóżko - czas najwyższy na zmiany.

Jak tak, to trzeba pomalować ściany, nie widziały farby od daaaawna i straszą.

Zaczęłam dzielnie akcję, powynosiłam co trzeba, zaczęłam zmywanie i skrobanie ze starej farby.

W związku z powyższym dziateczki postanowiły mi urozmaicić życie  i zapadły na jakąś wirusówkę, co zaowocowało decyzją naszego ulubionego pana doktora - do końca tygodnia siedzą w domu.

Noszszsz, siedzą, kłócą się, wrzeszczą razem lub na siebie wzajemnie, co chwila jeden drugiego zahaczy jakimś kawałkiem i jest ryk.... Ja zwariuję.

Do tego skrobanie sufitu mi wyszło bokiem, po dwóch dniach z rękami podniesionymi do góry nie byłam w stanie palcem ruszyć i musiałam przed snem wziąć jakieś coś przeciwbólowego, bo inaczej nie było mowy o zaśnięciu. A teraz jeszcze ci dwaj....

 

Ja chcę na Kanary, Hawaje, do Pernambuko. Gdziekolwiek, byle daleko.

środa, 19 października 2016

Comożna znaleźć za kaloryferem w połowie października?

 

Biedronkę.

Wredna byłam i wyeksmitowałam, ale alternatywą było przymalowanie jej do ściany....

poniedziałek, 03 października 2016

Przechodzilam dziś koło małej budki z dużym napisem "Delikatesy mini". Tak sobie zerknęłam przez otwarte drzwi i zaczęłam się zastanawiać nad znaczeniem słowa "delikatesy".

W sklepiku był wyłącznie alkohol....

Wszystko było zaplanowane. czarna bluzka przygotowana, dzieci zagospodarowane - idę na protest.

A gucio.

Grzesiek ma znowu zaostrzenie infekcji, kaszle, wtula sie w mamę - nie odkleisz.

No i nie poszłam.

Wrrrr....

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37