O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

sposoby na dzieci

sobota, 22 kwietnia 2017

Chłopaki dzisiaj dały nam w kość bardzo, tak że postanowiliśmy się ich pozbyć  - nocują u moich rodziców. Inaczej chyba bym w końcu zamordowała jednego i drugiego.

Grzesiek, oprócz innych standardowych wrzasków uskutecznia licytowanie się z Piotrkiem - kto pierwszy, lepszy, wyższy, mądrzejszy, cokolwiek. Przy wsiadaniu do samochodu też. NIe zdzierżyłam i zjadliwie stwierdziłam, że powinien sie nauczyć przegrywać bez krzyków i płaczu.

Tyle tytułem wstępu.

Przed jazdą Skorupiak zaczął podpuszczać Grzesia na kolejną rywalizację - tym razem który z nich szybciej zaśnie, Skorupiak Cczy Grzechotnik. Bo Skorupiak jest już taaaaki zmęczony, oczy mu się same zamykają, a Grześ gada, bryka - to pewnie tata wygra.

I Grzesiek to łyknął jak pelikan.

Po drodze już meldował, że jest bardzo senny, oczka ma takie maciupcie, całkiem maciupcie ;). (Więc, mości książę, wy to coś złapcie. Albo w ogóle coś zróbcie!)

Na miejscu przebrał się w piżamkę, jeszcze musiał doczekać aż Duży skończy rozmowę w pokoju w którym Grzesiek sypia, jak przyjeżdża - i do łóżka. Ale znowu gada, ja już chcę uciekać do domu. Mi poszła sprawdzić, jak sytuacja, czy mogę sie ewakuować, i przypomina GRześkowi, że przecież jest konkurs, kto szybciej zaśnie. A na to ten mały drań:

 - Ja chcę przegrać, mama mówiła, że uczę się przegrywać bez krzyków i płakania!

Nosz, przypomniał sobie we właściwym momencie! Węża  żem na własnem mem łonie wyhodowała!!!!

 

Na szczęście zanim zdążyłam dojechać do domu Duży zadzwonił z informacją, ze Grzesiek bezapelacyjnie wygrał.

niedziela, 02 kwietnia 2017

Wiosna przyszła, czas posprzątać po zimie i przed świętami.

Pogoda piękna, wyjście na dwór kusi, zwłaszcza młodszą część rodziny, co stoi w zdecydowanej kolizji z matczynymi uwagami tyczącymi się porządków. Nawet jeśli chodzi tylko o sprzątnięcie własnego pokoju Potomka.

No i Potomek Starszy się doigrał. Miał już zapowiedziane i się doczekał. Pokój posprzątał mu tatuś. Dokładnie posprzątał, bardzo dokładnie nawet. Zniknęło mnóstwo rzeczy, nie tylko brudne skarpety i gacie walające się wszędzie, ale również aktualnie czytane książki (oraz kluczyk do biblioteczki), ładowarka do telefonu, plecak z apteczką i różnymi ukochanymi przydasiami wyjściowymi, łamigłówki i tysiąc innych skarbów.

Nie wyrzuciliśmy tego oczywiście, nie jesteśmy tak okrutni. NIe mówiąc o tym, że przynajmniej część trzeba by odkupić, taką na przykład ładowarkę. Zostało pochowane. A odzyska - jak odracuje....

Ładowarki brakowało najbardziej, w rezultacie Piotrek ma ją  już z powrotem, a ja mam umyty cały dolny ciąg szafek w kuchni.

Kolejne skarby - kolejne sprzątanie.

I nawet nie pisnął słowem, chociaż jego humor był daleki od entuzjazmu jak Syberia od Riwiery. Wiedział, że przegiął, znał konsekwencje i sprawdził, czy to faktycznie tak zadziała.

Zadziałało.

Będę miała posprzątane mieszkanie i się nie narobię :)

 

Polecam sposób na upartych nastolatków.

piątek, 07 listopada 2014

jak wygląda pokój po całym dniu zabawy bardzo małoletniego Węża, chyba łatwo sobie wyobrazić.

Znalazłam sposób na sprzątanie tego koszmarnego bajzlu, zupełnie bezbolesny i skuteczny. 

Otóż informuję Potomka Młodszego, że kąpiel będzie wyłącznie po posprzątaniu zabawek. 

I już.

Mały leci sprzątać, a ja nie muszę strzępić jęzora. 
Szkoda, że ze starszym to już tak nie działa. A kiedyś było tak pięknie... 

czwartek, 04 września 2014

Znalazłam sposób na uśpienie w ciągu dnia Gada Mniejszego w tempie imponującym.

Biorę gościa na kolana i siadam do kompa, po czym puszczam z tubki jakieś spokojne balladki czy inne takie. Ostatnio królują "Polskie kwiaty" Rokiczanki, przed końcem piosenki mały jest juz ugotowany. 

Odkładam do łóżeczka i mam SPOKÓJ!!!!!

sobota, 01 marca 2014

Maniery naszego syna przy stole ostatnio martwią nas vcoraz bardziej. Stają się... hm, jakby tu powiedzieć, stołówkowo-szkolne. I nie jest to bynajmniej komplement. Siedzi jak worek, macha łapkami ze sztućcami, różne inne grzechy też popełnia, nie będę wyliczać, bo po co.

Ta workowatość drażniła nas coraz bardziej, aż w końcu dziś Skorupiak wpadł na świetny pomysł. Staręńki, stosowany przez prababki, ale nieco zmodyfikowany.

Wetknął potomkowi pod pachy dwie książki. Cienkie. I zapowiedział:

- Jeśli żadna z nich ci nie wypadnie podczas obiadu, to będziesz mógł wziąć jedną z nich do czytania.

Młody zastrzygł uchem, poprosił o oinformację, co to jest - słusznie, dobrze wiedzieć, czy jest po co sie męczyć.

A książki z serii "Strrraszna historia". KOnkretnie miał Greków i Egipcjan.

Już siedzi i czyta.

niedziela, 17 listopada 2013

Wieczór w wieczór z Pytonem powtarzała się ta sama dyskusja. Miałam już serdecznie dość, dostawałam szczękościsku, wścieklizny i cholery razem wziętych. 

Chodziło o kwestię wieczornej kąpieli. 

Piotrek sie grzebał, przewlekał każdy gest, zapominał, przeciągał, a ja dostawałam szału. Po pięćsed dwudziestym pogonieniu zaczynałam sie na niego wydzierać, on sie obrażał - polka z przytupem.

Dzisiaj zaczęło sie podobnie. A to że go coś boli, a to zmęczony i nie ma siły słać łóżka, bo przecież późno wrócil z urodzin kolegi.

NIe wytrzymałam w końcu i usłyszał króko i treściwie:

- Skoro tak źle znosisz imprezy u kolegów, to nie będziesz na nie chodził. A w ogóle to szkoda, że sie tak źle czujesz, bo myślałam, że mógłbyś się wykąpać razem z Grzesiem, a widzę, że nic z tego.

- Jak to razem z Grzesiem? - natychmiast postawił uszy do góry.

- Normalnie, w wannie.  - Zawinęłam sie i poszłam. 

W chwilę potem za moimi plecami rozległ się trucht i Pyton popędził do łazienki z piżamą w łapie, upewniając się po drodze, jaka powinna być temperatura wody, żeby Grzesiowi było przyjemnie. 

Gdy położyłam Grzechotnika na przewijaku, rozdarł się gniewnie, ja zaczęłam go rozbierać.

- Grzesiu, uspokój sie, będziesz sie kąpał razem z bratkiem - i oczka sie rozjaśniły, dziób rozpromienił, przestał wrzeszczeć.

Teraz siedzą w wannie i sie chlapią, piszcząc radośnie.

Zdaje się, zę kwestię gonienia Piotrka do łazienki mam z głowy - jak wsadzę Grześka do wanny nawet o 18, to i tak będzie miał towarzystwo :)

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Skorupiak zrobił wczoraj sałatkę na obiad. Rzodkiewka, ogórek i odrobina żółtego sera starte na tarce, do tego cebulka i sos śmietanowo-jogurtowy. Pyszota.

Potomek ostatnio miewa fazę na "nie", a do tego zrobił się słodyczożerny, więc zależało nam, żeby tej zieleniny podjadł. W związku z tym normalne sposoby nie wchodziły w grę.

Odbył się zatem następujący dialog:

S: Daj tę sałatkę bliżej, zanim Pyton zje.

Ja: Cicho, nie uświadamiaj go, może się nie zorientuje. 

S: dobrze by było, więcej dla nas.

P: A właśnie że zjem!

S: Kurczę, a już miałem nadzieję...

P: Zjem wam i jeszcze wezmę dokładkę!

Ja: to ja sobie włożę na talerz, póki jeszcze jest...

 

Jeszcze chwilę poprzerzucaliśmy się podobnymi tekstami, ponarzekaliśmy, że to jednak straszne, mieć inteligentne dziecko, bo zawsze się zorientuje, że taka pyszna trawa na stole.

Młody wsunął solidną porcję, a my po obiedzie przybiliśmy piątkę. Cel został osiągnięty, a do tego Pyton był zachwycony, że tak nas przerobił :)

 

 

wtorek, 14 lutego 2012

Pyton idzie spać. 

Kręci sie w łóżku, gada, przytula, wygłupia. 

- Piotrek, pora spać. Zamykamy oczka i dziób.

- A ja nie zamknę oczu wcale. 

- Pyton, koniec brykania, zamykamy otwory twarzoczaszki.

- zobaczysz mama, nie zamknę.

- Tak? No to proszę bardzo, będzie po twojemu. Nie zamykasz oczu aż do rana. Pamiętaj, że nie wolno ci zasnąć, nawet na moment. Ale ie wolno przez ten czas sie bawić ani brykać, leżysz z otwartymi oczami.

Tu już sie zaczął łamać. 

- mama, ale tak całkiem do rana to ja nie dam rady...

nie ma sprawy, mogę okazać wielkoduszność.

- No dobrze. Ale przez najbliższe pół godziny masz wytrzymać. ja wychodzę, bo jak tu będę siedzieć to będzie ci za łatwo. Jak przyjdę za 30 minut, masz mieć otwarte oczka.

- Dobrze. I potem już będę je tak powoli zamykał (tu pokazuje, jak to sie będzie odbywało). 

Pocałowałam w nos i wyszłam. Nastawiłam minutnik w komórce (ah, jaka to użyteczna rzecz) na 30 minut i zajęłam sie swoimi sprawami.

Jak zadzwonilo, poszłam do pokoju obok obejrzeć te otwarte oczka. Oczyiście były już dawno zamknięte, młody spał zwinięty w kłębuszek. Dostał jeszcze jednego całuska, poprawiłam kołdrę, zgasilam lampkę solną i dziecko jest z głowy!!!

Pobite własną bronią. Sam sie przechytrzył :). 

środa, 21 października 2009

Któregoś wieczoru Pietruszek rozpłakał mi sie rozpaczliwie. Poszłam sprawdzić, co sie stało, bo brzmiało to na płacz typu nieszczęście, strach, a nie na wkurzenie ( na to ostatnie z reguły nie reaguję). Piotruś wdrapał mi sie na kolana, wtulił w ramiona i powiedział :

- Mama, tam jest potwór.

No to coś trzeba  z potworem zrobi, bo inaczej bedziemy mieli problem.

- A jak myslisz, Piotrusiu, dlaczego ten potwór przyszedł do ciebie?

- Nie wiem, chciał mnie przestraszyć?

- Ja myślę, zę on szukal przyjaciela. I uznał, ze ty bedziesz dobrym przyjacielem dla potwora. Potwory często są samotne, smutne, nikt ich nie lubi, wszyscy sie ich boją... A im jest bardzo smutno, bo wcae nie chcą nikogo straszyć, wolałyby sie z kimś zaprzyjaźnic....

- No to ja sie z nim zaprzyjaźnię. Chodź potworze do mojego łóżeczka.

I w ten sposób mamy nowego przyjaciela. Juz wiem, ze potwór jest duży, cały zielony, ma ciepłe ręce i lubi bawić sie w berka.Chodzi z Piotrkiem do przedszkola i czasem idzie na bal potworów, jak Piotrek bawi sie z dziećmi.

A Piotrek przestal sie bać.