O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

Grzechotnik

sobota, 24 grudnia 2016

Zawsze mówiłam, że lubię niespodzianki. Zwłaszcza prezentowe, ale nie tylko.

Chyba mi przeszło.

W ramach świątecznego prezentu chyba, nasz nadworny doktorek  zarządził Grzesiowi dietę. Ale nie byle dietę, że nie można jeść czekolady i tyle. O nie, jak już to z grubej rury.

Otóż Grzechot ma na razie zalecenie jedzenia bez glutenu, bez mleka i bez cukru. I bez surowizny.

Tuż przed świętami, kiedy kulinarnie miałam już wszystko zaplanowane i większość kupione. A o przepisach bezglutenowych i tej reszcie nie mam pojęcia.

Ciasta odpadają. Bakalie - pozbawione największego przysmaku czyli M&Msów.

Sałatki - skreślone.

Kapusta z grzybami - Grzesiek nie przepada.

Karp smażony, łosoś z pieczarkami, śledziki - jak wyżej.

 

NIgdy nie robiłyśmy z mamą dużej ilości jedzenia na święta - bo kto to potem zje, więc wybór raczej skromny, ale za to nikt nie ma później problemów żołądkowych.

Tym razem ktoś ma je wcześniej.

Tyle dobrego, że odpowiednia ilość lego zrekompensowała Grzechotnikowi ograniczenia żywieniowe. Niestety, ja sie nadal głowię, czym go karmić, żeby nie był to w kółko rosół z marchewką.

Na szczęście widzę światełko w tunelu - dieta na razie do końca roku.  Może mu przejdzie  i będzie mógł jeść dalej normalnie, tylko małymi porcjami trefne przysmaki (czyli czekolada, od której się wszystko zaczęło, jak młody człowiek pożarł całego mikołaja czekoladowego, którego dostał z przedszkola).

Tak więc - jeśli ktoś z Was, kochani Czytelnicy, chce mi czegoś życyć - to właśnie tego. Żeby Grzesiek mógł jeść normalnie.

A ja Wam życzę dobrego czasu świątecznego, takiego, jak lubicie - spokojnego, szalonego, z rodziną albo na Jamajce - jak kto chce.

 

 

wtorek, 22 listopada 2016

Leniwe poranne kotłowanie w łóżku. Dziateczki trajkoczą,  planują - i depczą po rodzicach.

- Mama, jak będę dorosły, to będę mógł grać w Diablo? - rozrywka Skorupiaka, Piotrkowi ściśle limitowana, Grzechot nie gra wcale.

- Tak, kochanie, jak będziesz dorosły, to będziesz mógł.

- Dziękuję, mamusiu!!! Jak ty dorośniesz, to też będziesz grać w Diablo! - ucieszył się Serpens Minor.

No i się zastanawiam, kiedy będzie można mnie uznać za dorosłą. I czy ja na pewno tego chcę? Diablo nie jest mi wcale oszczęścia potrzebne.

Ale żeby w wieku 42 (prawie) lat nadal być małolatą to jest sukces, z którego jestem dumna :)



sobota, 10 września 2016

- O, idą moje dziewczyny! - zawrzasnął Grzechot na widok czterech nastolatek przechodzacych obok.

- Liczba mnoga? Synu, to ile ty masz tych dziewczyn? - zaniepokoiłam się.

- Wszystkie, mamusiu!

 

Hm. Haremik? Ale nie za wcześnie aby?

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Lało dziś pięknie i z Grzechotem uznaliśmy, że należy to wykorzystać.

Kalosze, kurteczka - i tak zaraz zdjął - i idziemy tropić kałuże.

Na szczęście matka wiedziała, gdzie są najgłębsze w okolicy, więc zabawa była przednia.

Najpierw było tak:

 

Potem było tak:

 

A wieczorem, kiedy wrócił z kolejnego spaceru, był już cały mokry i błoto miał nawet na głowie.

Cóż.

Dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe. On był zdecydowanie baaardzo... szczęśliwy ;)

 

Dobra matka musi wiedzieć, gdzie znaleźć odpowiednią rozrywkę dla Potomka. Znajomość okolicznych kałuż jest niezbędna!

poniedziałek, 06 czerwca 2016

Skorupiak musiał wyjechać służbowo na kilka dni.

Bardzo się martwił, jak sobie poradzę, zwłaszcza, że faktycznie ostatnio jestem zmęczona jak pies, a Grzesiek daje do wiwatu.

najpierw zafundował mi weekend prawie bez dzieci - zabierał ich na działkę na nocowanie, a ja miałam prikaz - robić coś dla siebie, odpoczywać.

No ale pozostał jeszcze problem wieczornego czytania - zazwyczaj to on usypia Grzechotka, a z odległości kilkuset kilometrów raczej trudno wziąć na kolana.

Ale Skorupiak znalazł rozwiązanie. Zabrał ze sobą ulubioną książkę Węża - tę o kocie Findusie i Bożym Narodzeniu - i teraz Grzesiek leży w łóżku a tata czyta mu przez telefon :).

niedziela, 05 czerwca 2016

- mamo, otworzysz moją skarboneczkę? - poprosił Grzesiek.

- Kocie, skarbonkę otwieramy wtedy, kiedy się do niej coś wrzuca, a nie co chwilę.

- A gdzie jest twój portfel? - zapytał operatywny Potomek Młodszy :)

 

-

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Grzechot właśnie osiągnął granicę jednego metra.

Metrowy Wąż to już coś!

Oni strasznie szybko rosną.... <chlip>

czwartek, 03 marca 2016

- Grzechot,   jedziemy do przedszkola.

- A gdzie ty pojedziesz, mamo? - zapytał Wąż.

- Zawiozę koty do pana doktora.

- A po co?

- Trzeba je wykastrować.

- Ja też chcę!!!!!  - ucieszył się potomek.

- Nie synu, ty tego nie potrzebujesz.

- Ale dlaczego????? - zmartwił mi się synek.

 

I weź tu człowieku nie kwiknij mu śmiechem w nos w takiej sytuacji :)

środa, 24 lutego 2016

Odbierając wczoraj Grzechota z przedszkola stwierdziłam, że jest przyodziany jakby... odwrotnie. Bluzka tył na przód, spodnie też, kapcie prawy na lewej nodze, lewy na prawej i skarpetki piętkami na wierzchu stopy.

Uśmiechnęłam się pod nosem i domyślnym tonem zapytałam ciocię:

- Sam się ubierał po leżakowaniu?

- I do tego nie pozwolił poprawić, chciał to wszystko zrobić sam.

Tego się właśnie spodziewałam, Grzechot od czasu jak usłyszał, że Piotrek w przedszkolu też sam wkładał kurtkę i buty, koniecznie chce być taki jak on.

Dzisiaj odwrotnie były już tylko buty i skarpetki.

Uczy się Wąż.

piątek, 19 lutego 2016

zalaegły wpis , nie miałam czasu odnotować

Grzechot indagowany przez matkę w kwestii dietetycznej (czyli normalnie mówiąc, zapytałam, co na obiad w przedszkolu było) odparł któregoś dnia krótko:

- Suchy chleb.

 - Co proszę????? - zdębiałam.

- Suchy chleb i czerwona zupa.

Zaczęłam się intensywnie zastanawiać, co też to mogło być - wiem, jak karmią w tym przedszkolu i jest to naprawdę pyszne.

Nie wymyśliłam, co to ten suchy chleb, wiec weszłam na strone przedszkola i sprawdziłam jadłospis

Zupa-krem pomidorowa z grzankami.

wtorek, 02 lutego 2016

Grzesiek ostatnio ćwiczy pamięć. Recytuje całe strony z ulubionych książek, śpiewa zasłyszane piosenki. Czasem mu się coś przestawi albo zgubi kawałek tekstu.

Ostatnio ku swej wielkiej radości usłyszałam, jak  - całkiem nieźle trzymając się melodii - podśpiewywał pod nosem:

- W owym czasie wyszło zarządzenie Cezara Augusta na pobliskiej łące.....

Wizja stada zarządzeń na pastwisku cieszy mnie do dziś.

sobota, 30 stycznia 2016

Zabraliśmy dzisiaj Mi (czyli moją mamę) i pojechaliśmy do zoo.

Obejrzeliśmy nowootwarte akwarium z rafą koralową - rzeczywiście fantastyczne, szkoda tylko, że jeszcze nie było koników morskich. Ale będą.

Tradycyjnie małpiszony - towarzystwo dla moich dwóch pawianów, ptaszarnia, gady. Potem Grzesiek wymiękł, dla Mi to też była już duża wycieczka, a w końcu nie byliśmy tam ani po raz pierwszy ani ostatni.

W samochodzie padło pytanie:

- Grzesiu, które zwierzęta podobały ci się najbardziej?

- Mi! - odparł kategorycznie mój syn.

Kochany wnuczek.

niedziela, 20 grudnia 2015

- Wiesz synu,ty trochę przeginasz z tymi pobudkami w nocy - warczę ponuro na Grześka robiąc mu śniadanie.

- Nie martw sie mamo, już jest poranek - odparł pocieszająco Grześ o 7.45 w niedzielę, zajadając radośnie kanapkę...

niedziela, 06 grudnia 2015

Grzesiek biega po mieszkaniu i hałasuje.

-Nie drzyj się, młody, bo wpadniesz do wody - prosi w końcu Skorupiak, który usiłuje zjeść szybko śniadanie przed wyjściem do kościoła.

 - Nie wpadnę do wody,bo tu nie ma basenu - odpalił natychmiast Wąż Młodszy.

I weź tu człowieku dyskutuj z takim... Ma rację, basenu nie ma.

Ale zawsze pozostaje psia miska.

czwartek, 03 grudnia 2015

Budzę Piotrka. Oczywiście Grzesiek przyszedł i "pomaga".

W pewnym momencie zapala lampkę.

- Grzesiu, po co lampka? Jest już jasno, wystarczy odsłonić okno.

- Ale ja muszę poczytać cokolwiek - oznajmił stanowczo niespełna tryletni Grzechot i wyciągnął  półki Kaczora Donalda.

Książkoza w pełnej krasie

piątek, 27 listopada 2015

Huśtawka temperatury od 37, 4 do 39,9 z amplitudą 5 godzin to lekka przesada.

Grzegorzu, proszę się zacząć właściwie zachowywać!

środa, 25 listopada 2015

Grzechot ostatnio zwraca się domnie w sposób,który nieodmiennie powoduje u mnie zduszony chichot.

- Matko święta pracująca! -słyszę co chwilę, jeszcze do tego ze ściągniętym pyszczkiem i takim specjalnym tonem - niestety nie umiem tegood daćw piśmie, a szkoda.

Czy mogę sobie ten nowy tytuł wpisać do CV? Może sie przyda przy szukaniu pracy...

poniedziałek, 23 listopada 2015

Zastanowiły mnie ostatnio nogi wystające zza fotela.

Bezsprzecznie należały do Węża Młodszego. Starszy wystawałby bardziej, a Skorupiaka  nie było w domu. Czyli nie jego.Moje raczej nie - były razem ze mną na drugim końcu pokoju. czyli - Minor.

Wiedziona ciekawością zajrzałam sprawdzić, co też dzieć knuje - bo że knuje, to było pewne.

I mnie zatkało.

Młody człowiek leżał sobie na podłodze z moją komórką w łapce i grał w diamenty...

 Poległam.

środa, 04 listopada 2015

Tak sobie niedawno uświadomiłam, że sześć lat temu, jak Piotrek był w tym samym wieku, co obecnie Grzesiek, zabraliśy go w Bieszczady.

Było świetnie, zasuwał po górach jak stary,przeszedł Połoninę Wetlińską, zdobył Małą Rawkę i parę innych górek (nie pamiętam dokładnie, bo ja wtedy prowadziłam tam obóz,a Piotrem zajmował się Skorupiak).

Teraz doszłam downiosku, że nie odważyłabym się na taką wyprawę z Grzechotem.

Jest od Piotra szybszy, bardziej nieusłuchany, więcej się awanturuje. Na szlaku jakby mi zwiał, to bym go nie dogoniła, a pewnie szybko by wpadł na  to, żeby się schować w jakimś krzaku (tak, w domu też robbi takie kawały).

Wniosek jest niezbyt optymistyczny. Piotrek ostatnio daje w kość ostro. Co będziez Grześkiem? A jak zaczną obaj naraz, to ja poproszę o bilet w jedną stronę. Gdzieś bardzo daleko.

niedziela, 01 listopada 2015

Skorupiak robi porządki w swoich narzędziowych przydasiach.

- Tata, czemu to robisz? - zapytał ciekawie Minor.

- Bo chcę mieć tu porządek - odparł spokojnie tata.

- Ale dlaczego? - dopytywał dalej młody.

- Żeby było łatwiej znaleźć różne rzeczy - cierpliwie odpowiada Skorupiak.

- Ale dlaczego? - naciska Grzechot.

- Bo był bałagan - W głosie taty słychać niejaką irytację.

- Ale dlaczego?

- Bo mi tu gtrzebałeś bez upoważnienia i nie poodkładałeśna miejsce - warczy tata.

- Ale dlaczego???? - Grzesiek zaczyna sie złościć.

......

 

I tak dalej.  Ciekawe, ile wytrzymają i któy pierwszy sie wścieknie :). Jak dobrze,że tymrazemmęczy kogoś innego a nie mnie :)))

wtorek, 20 października 2015

Grzesiek sie już nareszcie odpieluchował, czym sie zresztą chwaliłam.

Teraz starannie melduje o każdym sukcesie, biegnie do łązienki, jak trzeba i tylko prosi o włączenie lampy.

Czasem zdarzy się, że go przypilina dworze - póki tylko z siusianiem, to nie ma problemu, podlewa trawkę i już.

Ale...

Dzisiaj wlazł na parapet pooglądać samochody.

po czym radośnie mnie poinformował, ze zrobil siusiu.

- W majtki zrobiłeś, synu? - zapytałam rozpaczliwie.

- Nie - odparł dumnie Potomek.W trawkę.

 

Poszłam tam i osłabłam. Nasikał mi do doniczki ze świeżo posadzoną hoyą. On jest gorszy niż koty....

 

Tak przy okazji przypomniało mi sie, jak nasza pierwsza psica, Bromba, we wczesnej młodości miała problem. Została znaleziona jako szczeniak w styczniu, więc nie pamiętała czasów bez śniegu (to jeszcze było dawno temu, kiedy śnieg leżał porządnie od początku grudnia, a czasem wcześniej). No i na dworze robiła siusiu wyłącznie na śniegu. Aż kiedyś śnieg stopniał... Biegała, szukała, po czy m nalała na dywan w domu.

wtorek, 06 października 2015

W końcu udało sie odpieluchować gada Młodszego. Późno, po długich bojach, namowach, oporach.

Z niewiadomych przyczyn odmawiał całkowicie i już. Potem, po długim czasie zaczął odmawiać częściowo - to znaczy, siusiu do nocnika zrobi, ale nic ponadto.

Na szczęście już mu sie odwidziało. Biega ładnie, melduje co należy, i w ogóle dobrze jest. Jeszcze tylko na noc dostaje pieluchę - za często włazi w nocy do nas, nie mam ochoty mieć zasikanej pościeli i materaca :). Ale już niedługo. Widać światełko w tunelu!!!

Wyjęłam sobie grejfruta z lodówki.

Młody obok wcinał swój serek. Widząc mój przysmak skrzywił się jak środa na piątek -

- Kwaśne! Niedobre! -wyartykułował.

Nie kłóciłam sie z gościem, bo i po co. I to go zaintrygowało.

- Posę kawałek!

Dostał. I zeżarł mi ponad połowę.

 

Potwór nie dziecko, nic się przy nim zjeść nie da.

środa, 16 września 2015

Grzechot chodzi do przedszkola.

Powtarzam sobie to zdanie chwilę i brzmi jak muzyka.

Co więcej - kocha swoje przedszkole. Rano pogania - mama, ubraj mnie, jedziemy do dzieci!. Po południu - mama, było fajnie!

Nie wiem, co to jest problem z adaptacją. Poszedł i wszedł i został. Nawet sie nie pożegnał, już był zaaferowany zabawą. Podobno zresztą cała grupa w tym roku się świetnie zadaptowała, nie było ani jednego dziecka płaczącego przez cały dzień na początku.

Zaczynam żyć.

piątek, 11 września 2015

- Muszę powiedzieć Piotrkowi o tym, jak nasza toyota palnęła w światła! - poinformował mnie Potomek Młodszy.

Zdębiałam nieco, gdyż nic mi nie było wiadomo o takim zdarzeniu, na toyce też śladów nie ma.

- No przed chwilą, jak były światła zepsute, przez toyotę! - tłupaczył mi Minor niczym chłop krowie w rowie. Widząc, ze matka tępawa nieco i nie kuma nadal, dorzucił:

- Na skrzyżowaniu!

I wtedy mnie olśniło. Światła faktycznie były zepsute, to sie zgadza. Ale tylko to. Przejeżdżaliśmy przez skrzyżowanie, solidnie skorkowane  z powodu jak wyżej - na szczęście z pierwszeństwem i pod prąd korka głównego. Z awarią nie mieliśmy nic wspólnego. Grzechot jednak uznał, że jest inaczej i postanowił ogłosić ten fakt światu.

Jesli zdoła dotrzeć z tym komunikatem do niektórych członków rodziny przede mną, to sie parę osób może nieco zdenerwować...

Dziecięca fantazja i interpretacja wydarzeń krążą niezbadanymi ścieżkami.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11