O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

zwierzaki

wtorek, 20 grudnia 2016

Właściwie to miałam zamiar położyć sie spać - Węże śpią, Skorupiak używa jak pies w studni na jakiejś firmowej imprezie w Krakowie... A mnie jakoś niewygodnie, uwiera nieprzyjemne poczucie, że jeszcze coś powinnam koniecznie zrobić.

W końcu doszłam, o co chodzi.

Powinnam wyjść z psem, jak co wieczór.

Nie wyjdę. Agrusia odeszła za Tęczowy Most i teraz jużnie potrzebuje smyczy. Już nic nie boli, znowu może biegać i szaleć.

A ja za nią tęsknię....

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Dzisiaj uśpiłam naszą dziewczynkę.

MIała juz ponad piętnaście lat, chorowała od dawna, słabła. Wczoraj zaczęły się niedowłady zadka, nie dawała rady ustać na nogach.  Nie było już nadziei, nie było na co czekać.

Teraz biega z Czortem za Tęczowym Mostem....

Smutne będą te święta.

Do zobaczenia, Agrafko...

środa, 23 listopada 2016

Parę dni temu zadzwoniła do mnie sąsiadka z trzeciego piętra.

Okazało się, że  kilka godzin wcześniej na swym balkonie (przypominam, trzecie piętro!) znalazła naszego Kotka Bramotka. Wlazł z zewnątrz.

Usiłowała go namówić, żeby wrócił już bardziej cywilizowanie, przez mieszkanie i po schodach - czyli trasą, którą dobrze zna i systematycznie do niej chadza, ale Brams nie dał sie namówić. Prawdę powiedziawszy, nie wykazał się manierami, uciekł na jej widok i wypadł z tego balkonu, na szczęście z międzylądowaniem na krzaku po drodze.

Trochę mnie zatchnęło, zwłaszcza, że jak byłam mała i mieszkaliśmy na 7 piętrze, to też dwa ówczesne koty zaliczyły lot ku ziemi. I jeden nawet to przeżył. Co prawda tutaj pietro trzecie, ale jednakowoż....

Pierwsze pytanie - kiedy to było. Jak usłyszałam, że około 14, to odetchnęłam, bo wracając z Grześkiem z przedszkola spotkaliśmy Bramsa, był w całkiem dobrym nastroju, przyszedł sie pokiziać a potem powędrował dalej w swoich kocich sprawach.

Oczywiście Skorupiak po pierwszych zdaniach mojej rozmowy wyrwał  z kopyta na dwór, poszukać włóczęgi, który tym razem grzecznie się zameldował. Widocznie już mu ogon zmarzł po paru godzinach włóczenia się po okolicy.

W sumie - skończyło sie na nerwach. Wykończy mnie to zoo...

czwartek, 23 czerwca 2016

No to pierwsza noc poza domem za nami. Wbrew temu czego się spodziewałam, nie wrócił mały, tchórzliwy Rupeczek. PPo Bramsie spodziewałam się takiego numeru, ale RupKotek raczej nie bywał taki dzielny, a tu proszę.

Nerwowo było, nie powiem. Szukałam Frania do 23.30,potem się poddałam. Wtedy nie wytrzymał Skorupiak, łaził w nocy chyba godzinę. Bez skutku.

A jak się obudziłam o 5rano, to włóczęga siedział na dachu garażu.

Och, kocie....

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Koty podpędziły nam kota.

A właściwie to jeden, nasz maleńki, tchórzliwy Rumpeczek.

Brams włóczy się po okolicy już bezproblemowo, wraca na gwizdanie i jest ok.

Rupek dotąd chodził tylko po tarasach sąsiadów, na które ma bezpośrednie wyjście z kuchennego okna. Dziś tam z wdziękiem polował na motylki. Potem jednak zszedł na dół i gdzieś razem poszli. Na pewno wrócili, bo potem znów go widziałam na tarasach.

A jak odgwizdałam kotom p0owrót w rodzinne pielesze, to pojawił się tylko Brams....

W rezultacie ze dwie godziny biegaliśmy ze Skorupiakiem po osiedlu, dziękując niebiosom, że chłopcy zdążyli zasnąć. A jak w pewnym momencie weszłam do domu skontrolować, czy Grzechot się nie obudził, to okazało się, że Rympał leży sobie wygodnie na krześle.... Nie wiem, kiedy wrócił, ale miał otwarte okno na wszelki wypadek i jak widać skorzystał.

A my jesteśmy solidnie dotlenieni przed snem.

Dobranoc.

Koty wiedzą, do czego służy deszcz.

Rozsądne stworzenia.

Wezmę z nich przykład i pójdę spać.

środa, 15 czerwca 2016

Wczoraj zabrałam chłopaków do zoo.

Niedawno była tam przeprowadzona zbiórka najprzeróżniejszych zabawek dla zwierząt i wczoraj miało nastąpić publiczne wydanie zgromadzonych dóbr. Oczywiście nie wszystkich i nie wszystkim zwierzakom, tym razem załapały się lwy, tygrysy i pawiany. następne - w kolejny wtorek, ale nie wiem, kto tym razem.

Widok był piękny, małpiszony biegały szczęśliwe z torebkami, plecakami, starannie rozpakowując je i szukając skarbów.

Skarby oczywiście były - każda torebka zawierała jakąś zabawkę pluszową i porcję jedzonka. Małpy ze skupieniem wybierały kawałki owoców, lisci sałaty, szukały zabawek. Widac było, że są szczęśliwe.

 

Jak niewiele czasem potrzeba, żeby komuś sprawić frajdę. Tu wystarczyły stare torebki i niepotrzebne pluszaki. Swoją drogą, genialny pomysł miał ktoś w zoo - sami by nie zdobyli takiej ilości zabawek, nie mówąc o tym, że przekazanie tego zwierzakom w podanym wcześniej terminie spowodowało przyciągnięcie sporej zapewne grupy zwiedzających w środku tygodnia, kiedy ruch jest raczej mniejszy. mają tam dobrego speca od marketingu :).

 

 

niedziela, 12 czerwca 2016

Wczoraj nareszcie spotkałam jeża. Pierwszy w tym roku w stanie właściwym, bo dotychczas spotykane były niestety przejechanie na placek... :-(.  

Niezmiennie lubię te kolczaki, jakby na nie które nie narzekał :-)

środa, 08 czerwca 2016

Wędrując dziś wieczorem i gwiżdżąc na kota pomyślałam, że fajnie byłoby mieć dla Bramsla obrożę z gps. Nie musiałabym ganiać, tylko odpaliłabym stosowną apkę i wiedziałabym, gdzie koteczek się szlaja.

PO powrocie i uśpieniu wszystkich dzieci i zwierząt postanowiłam sprawdzić, ile takie cudo by kosztowało, bo na pewno już  ktoś na to wpadł.

Faktycznie, jakbym miała trzy stówki na zbyciu to mogę Bramsla przyodziewać w elektronikę. Nie mam, wiec na razie się wstrzymam.

Przy okazji zobaczyłam coś, po czym opadła mi szczęka i wszystko inne.

Nakładki na pazury dla kota albo psa, zapobiegające drapaniu. W kolorkach ogniście widocznych (że nie nazwę tego dosadniej), a na zdjęciu było różowe..... Nakleja się to zwierzakowi na pazurki naturalne, coś chyba jak tipsy. Masakra w paski, z trąbką i śrubokrętem.....

 

Niezależnie od ilości zbywającej gotówki tego kotom nie kupię.

wtorek, 07 czerwca 2016

Zawiozłam dziś Mi na działkę.

 I miałam dodatkową frajdę.

Albowiem zobaczyłam węża. Pięknego, długiego zaskrońca. Wygrzewał się na plamie słońca, ale jak usłyszał moje gadanie w telefon i zobaczył mój cień, to dał nogę. E, zaraz, gdzie wąż ma nogę? No to dał w długą.

Wrzask nie miał być w tonacji "Ratunku, ale ohyda!!!" tylko "Mama, chodź zobacz, jaki śliczny!!!!".

Generalnie lubię węże - co widać zresztą po przezwiskach Potomków, jedyne zastrzeżenie, jakie do nich mam, to dieta. No nie dam takiemu żywej myszy, nie ma mowy.

Chłopaki będą miały zagwozdkę, emocje związane z poszukiwaniem węża zwykle podnoszą poziom decybeli, a żeby mieć szansę znaleźć, to muszą być cicho :). Ciekawe, jak im pójdzie :)

poniedziałek, 06 czerwca 2016

BramKotek włóczy się już codziennie. Zeskakuje z balkonu przy każdej okazji i zwiedza okolicę.'

Jeszcze nie opanował co prawda systemu pomocy sąsiedzkiej - Czort wiedział, że jak posiedzi chwilę pod drzwiami do klatki, to ktoś go wpuści, bo wszyscy go znali. Bram nie jest jeszcze tak obyty, ale za to znacznie sprawniejszy niż Czort w ostatnich latach. Po prostu wdrapuje się po słupie podpierającym balkon i tyle.

Rumpeczek zaś siedzi na balkonie i patrzy. Wczoraj zwiedzał niziny - nie całkiem dobrowolnie, zdaje się, i wrócił bardzo wystraszony i zdenerwowany.

Koty mają się znakomicie :)

środa, 25 maja 2016

Koty zwiedzają balkon. I okolice.

Dziś w pewnym momencie zobaczyłam Bramsla siedzącego z ogłupiałą miną na parapecie z boku balkonu sasiadów.

U nich jest dzikie wino oplatane wokół słupa, u nas nie, bo jest szlachetne. nalsze smaczniejsze ale ich za to bardziej nadające sie do wspinaczki.

Mam tylko nadzieję, że mi kiciusie nie będa sie po tym winie wspinać na drugie piętro do sąsiadów w pionie obok.....

poniedziałek, 23 maja 2016

Kotlety dziś zostały oficjalnie wypuszczone.

Gorąco się robi, siedzenie przy zamkniętych oknach to samobójstwo, pozostawało albo się osiatkować w trybie pilnym albo wypuścić.

Zaszczepione, zachipowane, wykastrowane. Nie ma na co czekać.

Obserwowanie ich to była sama przyjemność - zwiedzały balkon powolutku, z wielkimi, okragłymi oczkami. Oglądały każdą mrówkę i każdy listek z naszej winorośli. Bramsel nie całkiem celowo zeskoczył na dół i musiałam po niego pójść - jeszcze nie ma przećwiczonej drogi powrotnej.

Potem wyszły na tarasy koty sąsiadów - i nasza dwójka po prostu zamarła. Tam się coś rusza!!! I wygląda tak jak my!!!

Pełnia szczęścia jednym słowem. Trzeba teraz szybko ich doedukować w kwestii okolicy i bezpiecznych ścieżek - i przeżyć parę nerwowych nocy, jak nie wrócą ww rodzinne pielesze tylko się będą gdzieś włóczyć. Nerwowo będzie ale cóż - dzieci też mi kiedyś wyfruną z gniazda i będę się o nich martwić.....

środa, 18 maja 2016

Muszę założyć zamek szyfrowy na puszkę z kocią karmą.

Dzisiaj Skorupiak wyciągnął z niej Bramsa.

Cwany zwierz, wszędzie wlezie.

sobota, 14 maja 2016

Rupeczek kochany ostatnio przedzierzgnął się w nieustraszonego myśliwego. Gdy tylko ktoś wejdzie do kuchni, od razu widzi zaczajonego kota. Zawsze w tym samym miejscu, w pełnym skupieniu obserwuje rozwój sytuacji.

Czai się przy lodówce, co jest jak najbardziej zrozumiałe w przypadku kota.

Jednak nie próbuje sie dostać do środka.

łowi światło. Gdy otwieram drzwczki, na podłodze przesuwa się "zajączek"  powstały dzięki wewnętrznej lampce lodówkowej. i Na to czeka Rympał! :)

piątek, 22 kwietnia 2016

Wiosna przyszła, czas edukować koty w kwestii wychodzenia.

Zaczęłam od Dorsza - Bramsla (taki buras, w ciapki niczym filet z dorsza, zwłazcza, gdy sie rozlewa leniwie na kolanach).

Dostał szelki i poszliśmy.

Na początku - przerażenie. Nowe zapachy, dżwięki, wiatr rozwiewa futerko, przestrzeń jakaś przeogromna - już sie zapomniało dawno, że w takim świecie sie przyszło na świat, od tylu miesięcy mieszka z nami....

Potem zaczął się interesować coraz bardziej. Zszedł mi z ramienia, zaczął węsszyć. I koniecznie chciał póść za płot, na teren szkoły. Nisko skanalizowany, wyglądał jak filet z dorsza, taki rozpłaszczony na trawniku.

 

Po jakimś czasie uznałam, że starczy tego dobrego, pora na Rympałka.

I okazało się, że nic z tego.

Rupeczek maleńki nie mieści mi sie w szelkach. Brams też ledwo ledwo.

Musszę pokombinować.

czwartek, 31 marca 2016

Spotkałam dziś w sklepie przyjaciółkę. Nie widziałyśmy się dawno, obie w biegu i nie było kiedy wymienić najnowszych plotek.

Przyjaciółka, podobnie jak my, wzięła niedawno dwa kociaki, tyle że my mamy dwóch facetów (no, eks-facetów...) a ona parkę. Oczywiście z założeniem kastracji po osiągnięciu stosownego wieku.

Koteczek był szybszy od weterynarza ze skalpelem. Niedługo będą mieć cztery albo pięć kotów :).

 

piątek, 18 marca 2016

...a przynajmniej wojenkę.

Kocio-psią (a co, ktoś pomyślał, że ja o polityce? :)

Generalnie kocie sikanie po kątach po ubezjajecznieniu panów bardzo się zmniejszyło, ale jest jeden wyjątek.

Psie gniazdo.

Koty maja swoje różne posłanka w różnych strategicznych miejscach w mieszkaniu, do których psica nie ma dostępu - na parapetach, półce, generalnie ponad poziomem podłogi, tak jak koty lubią.

Pies ma swoje pod biurkiem. Tam ucieka jak narozrabia albo coś ukradnie, czasem też śpi.

I koty uznały, że psie gniazdo jest ich. Tłumaczą to Agrze najprościej jak można - sikając. Zaczynam już mierzyc im czas, ile zajmie im zorientowanie się, że zdjęłam z suszenia uprane legowisko, zanim znowu zasikają. Jednostką są godziny, o dniach nie mam co marzyć....

Chyba po prostu zlikwiduję gniazdo i oficjalnie uznam, że ona mieszka w naszym łóżku. Chociaż ta perspektywa bardzo mi się nie podoba, jak tam śpi, to  niech śpi, ale gryzienie tam orzechów, patyków i różnych innych obiektów dających się przerobić na wióry to mnie jakoś nie cieszy. Nie nadaję się na księżniczkę i na czymś takim spac nie będę.

wtorek, 08 marca 2016

Uduszę oba kocury. Najlepiej w dużej ilości cebuli.

Któryś z tych futrzatych łobuzów nasikał mi do nowych pantofli.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Wracając ze spaceru  psem przechodzę pod własnymi oknami.

Coraz częściej widoczek jest ten sam - w każdym z okien (dwóch z tej strony) siedzi kot. W identycznej pozycji, w tym samym miejscu na środku parapetu - każdy własnego. I oba śledzą każdy mój krok, obracając łepki niczym pociągane jednym sznurkiem.

Słyszałam o pływaniu synchronicznym, ale o tresowaniu synchronicznych kotów to nie. Jeszcze się okaże, że podpadamy pod zakaz wjazdu do Warszawy cyrków pokazujących zwierzeta, i co wtedy? Bo cyrk jest permanentny, zwierzęta też.

Może nas uratuje to, że cyrk malutki i stacjonarny, nigdzie nie wyjeżdża....

piątek, 22 stycznia 2016

- Aj! - kwiknęłam, gdy pazurzasta łapa przejechała mi po plecach.- Co temu kotu odbiło, już któryś raz mnie dziś drapie.

Skorupiak przyjrzał mi się krytycznie

- Co sie dziwisz, warkocz zaplotłaś, to poluje na ten mysi ogon....

Co racja to racja, zwykle chodzę z rozpuszczonymi włosami, a tym razem mi sie odmieniło. A kocisko (Bramsel) perfidnie to wykorzystało. Drugie kocisko (Rumpel) było za leniwe...

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Pomalowąłam sobie paznokcie. Ostatnio zdechła jestem, siły mam mało, to akurat zajęcie dla mnie.

Wybrałam sobie krwistoczerwony lakier - tak dla odmiany, poprzedni był niebieski.

I zestresowałam kota.

Niebieski lakier nie robił na nim wrażenia, ale jak zobaczył czerwony..... Podskoczył przerażony, niepewnie obejrzał moje ręce, a minę miał bardzo jednoznaczną:

- Kogo ty zjadłaś????? - Na wszelki wypadek szybko się ewakuował....

niedziela, 03 stycznia 2016

przez weekend mieszkała u nas Garda - pies moich rodziców. Duży kawał futra, jak przystało na briarda.

To całkiem śmieszne doświadczenie, jak pod nogami stale coś się plącze,dwoje dzieci, dwa koty, dwa psy....

Koty z Gardą się oswajają - to już drugi weekend, jaki spędza ona u nas. POprzednio widziałam, jak jej ogonem bawił się Rumpel. Tym razem Rump jakiś taki mniej odważny, natomiast przydybałam Bramsla, jak spał sobie słodko przytulony do gardziego tyłu. NIestety nie zdążylam zrobić zdjęcia, jak się ruszyłam po aparat, to kot się wyniósł. Ale jeszcze ich złapię :)

usypiałam Grześka i sama przysypiałam razem z nim. Bardzo źle śpię ostatnio, wiec wykorzystuję okazje do nadrobienia deficytów.

Przez sen usłyszałam, że któryś z kotów ciska się po pokoju. Łaził po pudłach, w których chwilę wcześniej układdałam rzeczy  - za duże na Grzesia, za małe na Grzesia i różności zimowe.

Niech sie ciska, jak sie bawi o sie bawi, nie będe mu przeszkadzać - przemknęło mi przez zmącony snem umysł.

I to był błąd.

Co uświadomiłam sobie niedługo potem słysząc charakterystyczne pfrlrlrlr kociej sraczki... w pudle z rzeczami zimowymi.

całe szczęście, ze zdążyłam wyciągnąć przed tym moje zimowe futerko ze sztucznego barana....

 

A Skorupiak właśnie zaczął sie cieszyć, że dobił do końca z praniem....

 

PS. Przyczyna kociego rozstroju jest na szczęście znana - testowo dostał mleko, żeby sprawdzić jak reaguje. Bo smakowało mu bardzo, ale jak widać nie  posłużyło....

sobota, 19 grudnia 2015

Od jakiegoś czasu dzień zaczynam stale od tego samego problemu:

GDZIE SĄ KAPCIE????

Nieważne,czy odstawię je przy łóżku, w korytarzu przy butach, porzucę pod biurkiem czy gdziekolwiek indziej -  poszukiwania są niezbędne.

Wszystko przez Kotlety. Biegają, szaleją, grają w hokeja czym popadnie, kotłują sie jeden przez drugiego - co tylko im rzyjdzie do łepków, a wyobraźnię w tej materii mają sporą. Kapcie znajdujemy porozrzucane po całym mieszkaniu, różne inne przednioty też. Niekoniecznie pozostawione na podłodze, strącenie  wyżyn nie stanowi dla kotletów żadnego problemu ;).

Fajne te zwierzaki mamy.

 

Dopisek trzy dni później: Kapcie Grześka przepadły, przeszukałam całe mieszkanie i nie ma. koty zjadły, czy co?

 
1 , 2 , 3 , 4