O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

środa, 25 maja 2016

Tak wygląda podejście do życia mojego psa. Nie mogę nogi postawić, bo wszędzie i zawsze mam pod stopami Agrę...

poniedziałek, 23 maja 2016

Kotlety dziś zostały oficjalnie wypuszczone.

Gorąco się robi, siedzenie przy zamkniętych oknach to samobójstwo, pozostawało albo się osiatkować w trybie pilnym albo wypuścić.

Zaszczepione, zachipowane, wykastrowane. Nie ma na co czekać.

Obserwowanie ich to była sama przyjemność - zwiedzały balkon powolutku, z wielkimi, okragłymi oczkami. Oglądały każdą mrówkę i każdy listek z naszej winorośli. Bramsel nie całkiem celowo zeskoczył na dół i musiałam po niego pójść - jeszcze nie ma przećwiczonej drogi powrotnej.

Potem wyszły na tarasy koty sąsiadów - i nasza dwójka po prostu zamarła. Tam się coś rusza!!! I wygląda tak jak my!!!

Pełnia szczęścia jednym słowem. Trzeba teraz szybko ich doedukować w kwestii okolicy i bezpiecznych ścieżek - i przeżyć parę nerwowych nocy, jak nie wrócą ww rodzinne pielesze tylko się będą gdzieś włóczyć. Nerwowo będzie ale cóż - dzieci też mi kiedyś wyfruną z gniazda i będę się o nich martwić.....

sobota, 21 maja 2016

Chciałam dziś pobiegać. Albo pójść na kijki.

Rano padłam, nie mogłam sie zwlec z łóżka. Rzadko mi sie zdarza, może raz w miesiącu gdy wiem że nie muszę chłopaków nigdzie gonić. Pospałam do 11 chociaż i tak średnio bo co chwila ktoś czegoś chciał i zawracał głowę.

Gdy już podniosłąm swe szacowne zwłoki, zaczęło się.... Co prawda rodzice zabrali chłopaków na działkę, ale z mocną sugestią, żebym się zajęła szukaniem pracy a nie sprzątaniem.

Łatwo im gadać, paskudne zwierzaki - nie wiem, które, ale podejrzewam psa - zasikały mi parę miejsc i w całym mieszkaniu po prostu śmierdzi. Nie wytrzymam, w tych warunkach nie da sie myśleć. puszczam pranie za praniem.

Skorupiak przed kompem, dopina jakieś resztki przygotowań do jutrzejszego Jarmarku św. Dominika.

Dzieciaki wróciły, Skorupiak pojechał załatwiać. POdałam obiad i galopem na urodziny kuzyna, na szczęście blisko - w sąsiednim bloku. Stado dzieciaków plątało sie pod nogami, najmłodsze ma chyba z miesiąc, a następne ulęgnie się pod koniec czerwca. W sumie chyba z dziesiątka pcheł.

Druga część imprezy przewidywała plac zabaw - poszliśmy. Dzieciaki sie bawiły, my gadaliśmy, do domu wróciłam po 20. Piotrek ze Skorupiakiem  gdzie? No oczywiście u dominikanów szykują jarmark. Wrócili po 21, ale Pyton zapomniał zabrać z klasztoru hulajkę. Trzeba pojechać bo stojaki będą przestawiane i licho wie, kiedy uda sie ją poten odzyskać.

Wróciłam, poszłam na spacer z psem, nakarmiłam zwierzyniec. "Mamo, przytulisz?..." Przytulę.

22.30 wreszcie usiadłam.

Chyba troche za późno na samotne łażenie z kijkami po lesie....

Gadamy ze Skorupiakiem w samochodzie:

- ..... no i jeszcze Fronda....

- A co to jest flądra? - odezwał się z tylnego siedzenia Piotrek.

Mało nie wrąbałam się na najbliższą latarnię z wielkiej radości.

Bardzo celnie podsumował nadpapieża z przyległościami.

czwartek, 19 maja 2016

Grzesiek ma ostatnio nowy smakołyk.

wyciąga mi z szafki kolejne słoiczki koncentratu pomidorowego, chowa sie w jakimś kącie i wyłazi, gdy są puste.

W sumie mógłby mieć bardziej niezdrowe pomysły, wolę jak zje słoik koncentratu niż np. słoik nutelli...

środa, 18 maja 2016

Muszę założyć zamek szyfrowy na puszkę z kocią karmą.

Dzisiaj Skorupiak wyciągnął z niej Bramsa.

Cwany zwierz, wszędzie wlezie.

sobota, 14 maja 2016

Rupeczek kochany ostatnio przedzierzgnął się w nieustraszonego myśliwego. Gdy tylko ktoś wejdzie do kuchni, od razu widzi zaczajonego kota. Zawsze w tym samym miejscu, w pełnym skupieniu obserwuje rozwój sytuacji.

Czai się przy lodówce, co jest jak najbardziej zrozumiałe w przypadku kota.

Jednak nie próbuje sie dostać do środka.

łowi światło. Gdy otwieram drzwczki, na podłodze przesuwa się "zajączek"  powstały dzięki wewnętrznej lampce lodówkowej. i Na to czeka Rympał! :)

czwartek, 12 maja 2016

Stoimy z mamą przy kasie w hipermarkecie i pakujemy ostatnie zakupy, pogadując równocześnie z kasjerką. Nie, żebyśmy ją znały, ot tak po prostu sympatyczna wymiana zdań.

Za nami stoi starszy pan, wyraźnie zniecierpliwiony. Najpierw prawie się pchał na mamę, gdy wstukiwała pin do karty, a po tem już nie wytrzymał i fuknął:

- Nie gadać tyle! Nie mam czasu!

Zdębiałyśmy obie, ale że refleks mamy nienajgorszy, to obie się odcięłyśmy:

- Czasu ani uprzejmości...

- Przecież i tak pakujemy nasze zakupy, wiec nic to panu nie zmienia.

W tym czasie kasjerka poprosiła o podanie kodu miejsca zamieszkania - niech ma, czemu nie.

Osobnik skomentował:

- No tak, po kodzie i po wymowie poznałem, że nie Polki!

Zatchnęło nas w pierwszej chwili. Po czym ryknęłyśmy gromkim śmiechem. Palnął jak  łysy grzywką o kant kuli, zważywszy przodków z obu stron zidentyfikowanych co najmniej do bitwy pod Grunwaldem.

 

Obawiam się, że to był kolejny przedstawiciel miłującej bliźniego prawicy....

Zainspirowana zeszłotygodniowym pomiarem postanowiłam sprawdzić, ile przytaszczyłam tym razem z zakupów.

Nie chciało mi sie sumować wagi kolejnych paczuszek, po prostu postawiłam kolejno siatki na wadze łazienkowej.

82,5 kg.

Ja rozumiem, że to zakupy na tydzień, że czteroosobowa i trójzwierzęca rodzina przez ten czas nieco zje i wypije, jakieś pranie czasem zrobi a żwirek w kuwecie też   się zużywa, ale ręce spływają mi do ziemi i malowniczo układają sie w pętlach na podłodze.

Cotygodniowy trening.

sobota, 07 maja 2016

Nogi mnie bolą. To jest pierwszy wniosek nasuwający się po dzisiejszej demonstracji. i to nie mięśnie, tylko kości. Zardzewiałam.

Jedną z rzeczy rzucających się w oczy jest rosnąca z marszu na marsz liczba ludzi i zmniejszająca się liczba policjantów pilnujących nas. Już wiedzą, że tu problemów nie będzie, jak jakiś samochód przypadkiem został zaparkowany na trasie to będzie tam stał nienaruszony i po przejściu wielu tysięcy ludzi - nie to, co u narodowców 11 listopada... A dziś mieli jeszcze co pilnować, więc przenieśli się pewnie tam, gdzie była większa szansa na zadymę.

Z haseł zachwycił mnie cytat z Leca - "Przestawanie z karłami deformuje kręgosłup". i "Wolny balkon" - ktoś wywiesił u siebie z balkonu:).

Atmosfera jak zawsze znakomita, tyle życzliwości, uśmiechu i zwykłej pogody ducha - mimo poważnych obaw o to, co będzie dalej się w Polsce działo - dawno nie widziałam.

Tylko jeszcze te problemy z rachunkami... :). Ale co tam, i tak dużo nam "rzucili", wcześniej to się kończyło na 12-15 tysiącach :).

czwartek, 05 maja 2016

To już trzydzieści lat minęło od tamtego strasznego poniedziałku.

A pamiętam wszystko, jakby to było wczoraj.

I nadal nie nauczyłam sie gwizdać na palcach.....

Kochany Skorupiak wie, że bardzo tęsknię za każdą możliwością wyjścia do ludzi.

Ostatnio poinformował mnie, że na tablicy ogłoszeń w klatce schodowej awisła kolejna rozpiska zajęć a okolicznym Domu Kultury.

- Koniecznie sprawdź, tam widziałem coś, co powinno cię zainteresować. I do tego darmowe!

Sprawdziłam.

Faktycznie, zajęcia interesujące.

Faktycznie darmowe.

Tylko w kategorii zajęć dla seniorów - powyżej 60 lat.

Ale ja się dobrze trzymam, nikt by mi na oko tej sześćdziesiątki nie dał !!!!!

sobota, 30 kwietnia 2016

Grzesiek biega po mieszkaniu trzymając w łapce "złoto" - pięćdziesiąt groszy, które gdzieś znalazł.

Skorupiak popatrzył na niego i pomyślał głośno:

- Trzeba by mu wygospodarować jakąś skarbonkę na to złoto, żeby miał gdzie wrzucać swoje drobniaki.

- Ale on już ma gdzie wrzucać. Udostępniłem mu swoją skarbonkę! - z niewinną miną oznajmił Piotruś.

 

Kurtyna.

czwartek, 28 kwietnia 2016

Piotrek  w sobotę po konkursie matematycznym poszedł zażyć nieco ruchu.

Wziął piłkę, Grześka i paru kumpli i poszli.

Po jakimś czasie okazało się, że jest awaria. Jak Piotrek dobrze kopnął w piłkę, to trafił w  krawężnik, który się niecnie za nią ukrywał.

W efekcie w niedzielę rano, podczas gdy warszawiacy podziwiali albo przeklinali maratończyków pętających sie tam i z powrotem po całym mieście i blokujących głóne trasy, pojechałam z nim na ostry dyżur ortopedyczny. Przy czym ja sie zdecydowanie zaliczałam do tych klnących, bo dojazd do szpitala był bardzo okrężną drogą z powodu tejże imprezy. Ale za to na Izbie było pusto, więc załatwiliśy całość sprawnie.

Piotrek na szczęście bez gipsu, ale z zaleceniem leżenia do końca tygodnia, żeby nie obciążać nogi. I zwolnienie z wf na cały przyszły tydzień.

Sport to zdrowie....

 

Standardowo  w czwartki robimy z mamą tygodniowe zakupy. tak nam najwygodniej.

Dzisiaj podliczyłam sobie, ile waży to wszystko, co przytaszczyłam w siatach i ręce mi sie wyciągnęły do ziemi.

Ponad 60 kilo.

Rodzina powinna mnie ozłocić i na rękach nosić.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Wieczorny spacer z psem. Wreszcie chwila spokoju, mogę usłyszeć własne myśli.

Agra jak Agra, idzie, staje, idzie, staje, wącha.... A ja za nią idę, staję.... Ale nie wącham :-). I tak jakoś mi się pomyślało, że ten spacer i moje życie są do siebie podobne. Idę, staję czekam na chłopców, pogania, pocieszać, ogarniam rzeczywistość, ale nie mam za bardzo jak zrobić czegoś dla siebie, po swojemu.pójść we własnym tempie na spacer (a jak się rozpędzę to wyciągam nawet 10km/h - przynajmniej tak twierdzi endomondo). Nie musieć zatrzymać się co chwilę. Nie ganiać Grześka co chwilę.

Stale dopasowując się do kogoś.

A ja bym chciała pójść czasem na ten spacer bez psa , tylko dla siebie....

piątek, 22 kwietnia 2016

Wiosna przyszła, czas edukować koty w kwestii wychodzenia.

Zaczęłam od Dorsza - Bramsla (taki buras, w ciapki niczym filet z dorsza, zwłazcza, gdy sie rozlewa leniwie na kolanach).

Dostał szelki i poszliśmy.

Na początku - przerażenie. Nowe zapachy, dżwięki, wiatr rozwiewa futerko, przestrzeń jakaś przeogromna - już sie zapomniało dawno, że w takim świecie sie przyszło na świat, od tylu miesięcy mieszka z nami....

Potem zaczął się interesować coraz bardziej. Zszedł mi z ramienia, zaczął węsszyć. I koniecznie chciał póść za płot, na teren szkoły. Nisko skanalizowany, wyglądał jak filet z dorsza, taki rozpłaszczony na trawniku.

 

Po jakimś czasie uznałam, że starczy tego dobrego, pora na Rympałka.

I okazało się, że nic z tego.

Rupeczek maleńki nie mieści mi sie w szelkach. Brams też ledwo ledwo.

Musszę pokombinować.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Piotrek wrócił ze szkoły i opowiada:

- Mama, nie było pani od matmy, mieliśmy zastępstwo!

- A z kim?

- Z księdzem! I wiesz co? On nam zrobił matematykę!

- I co w tym dziwnego? Ksiądz też chyba umie liczyć?

- Ale nie sądziłem że umie mnożyć ułamki!

 

Kto by się tego spodziewał.....

czwartek, 14 kwietnia 2016

Kompletnie zapomniałam, że to dziś.

Ogłoszenie wyników rekrutacji do przedszkoli.

 

GRZESIEK SIĘ DOSTAŁ!!!!!!!!!

Co prawda nie do pierwszego wyboru, ale też nieźle, niedaleko rodziców.

 

Wreszcie będę mogła zacząć żyć, szukac pracy jakoś na serio i w ogóle odetchnąć....

środa, 13 kwietnia 2016

Jednym z efektów dłuższych dni i dorastania dzieci jest to, że mogę sobie znowu pojeździć na kółku.

Piotrek zabiera Grzechota i hulajki i idą się bawić, a ja mam spokój - zazwyczaj nadganiam zaległości, ale dziś machnęłam na nie ręką i poszłam jeździć.

Sukcesy są, niewielkie na razie, ale jednak.

Po całej zimie niejeżdżenia (no dobrze, jakiś jeden czy dwa razy mi się udało) dziś sobie chciałam poszaleć dłużej. Ćwiczyłam dzielnie start bez słupka czy innej podpórki i nawet raz mi się udało zupełnie ładnie, a jeszcze kilka - bardzo koślawo i ze spadkiem po przejechaniu metra. Ale to i tak postęp w domu i zagrodzie :)

Niestety po drugiej wywrotce pojazd uznał, że jest już tak zestresowany, że z nerwów zużył cały prąd, a bez prądu to on nie współpracuje. W rezultacie musiałam zanieść do domu i podpiąć do jedzenia :)

Tak czy inaczej - fajnie jest!!!! Tylko proszę sienie plątać pod nogami na zakrętach, bo zwłaszcza te ciasne słabo mi wychodzą :)))

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Grzechot właśnie osiągnął granicę jednego metra.

Metrowy Wąż to już coś!

Oni strasznie szybko rosną.... <chlip>

niedziela, 10 kwietnia 2016

Dzieci, jak wiadomo, dzielą się na czyste i szczęśliwe.

Grzechot dzisiaj dwukrotnie wrócil z brykania na dworze ze starszym bratem w stanie wymagającym prawie całkowitej zmiany garderoby.

Dobrze się razem bawili :)

środa, 06 kwietnia 2016

No i wcięło mi taki piękny kawał tekstu.....

Znaleźliśmy sobie ostatnio nową rodzinną rozrywkę - geocaching. W skrócie polega to na tym, że maniacy robią skrytki, w których czasem chowają różne rzeczy, a czasem nie, podają namiary w sieci, a inni maniacy szukają tych skrytek i mają radochę, że znaleźli. Czasem żeby znaleźć trzeba rozwiązać zadanie (nawet niejedno), czasem trzeba wleźć w jakieś dziwne miejsca - możliwości jest dużo. Skrytki są wszędzie, wielokrotnego użytku - wszak się ich nie zabiera, tylko wpisuje w logbooku kto i kiedy znalazł, po czym odkłada na miejsce dla następnych.

Zabawa jest przednia, można w to grać wszędzie - na całym świecie, potrzebny jest gps i długopis do odmeldowania się w logbooku. I czasem różne inne rzeczy, żeby dotrzeć do skrytki, np. akwalung... ;) Ale to już wyższa szkoła jazdy.

Piotrka wessało, mnie też. łazimy po krzakach z telefonami i szukamy.  Ale fajnie :)

sobota, 02 kwietnia 2016

Zabrałam się za porządki w książkach. Ciasno już bardzo, na wielu półkach stoją dwurzędowo, a nareszcie zaczęła się zbiórka rzeczy na jarmark św. Dominika - można oddać do antykwariatu. Tylko które?

Ale po jednej, powolutku, jakoś udało mi się uzbierać trzy siaty książek do wyniesienia. Nie jest to jeszcze wszystko, do pewnych półek nie zdążyłam się dotknąć. Jeszcze czeka na mnie przegląd szaf - za małe ciuchy też trafią tam. Uwielbiam tę imprezę z wielu względów, również dlatego, że mogę bez wyrzutów sumienia pozbyć się wielu rzeczy. Wyrzucanie dobrych rzeczy odpada całkowicie, a tak problem rozwiązany.

Doprowadziłam do tego, że w dwóch rzędach mam już tylko półtorej półki.

Skorupiak z rozpędu podliczył na oko, ile tego mamy. Wyszło pomiędzy 1200 a 1300, plus zawartość piwnicy i jeszcze ze trzysta w pokoju Piotrka.

To jednak trzeba być kompletnie nienormalnym.....

piątek, 01 kwietnia 2016

Mój tata ostatnio pracuje poza Warszawą i w domu pojawia się tylko w weekendy. W związku z tym wszystkie przesyłki z poczty (a jest tego trochę) odbieram ja.

Ostatnie awizo przyszło w poprzedni piątek. Tata zdążył wrócić przed zamknięciem poczty, więc poszedł odebrać przesyłkę.

Przesyłki nie ma. Pani zrobiła ksero awiza i poprosiła, żeby przyjść za kilka dni, to już będzie.

Poszłam w środę. To samo.

Dziś - bez zmian, przesyłka zapewne jest w urzędzie wyższym rangą przy ulicy Takiejtoatakiej.

Zadzwoniłam tam - pani, owszem, pamięta przesyłkę, ale tego dnia był nowy listonosz, a potem pewnie została doręczona - nierejestrowana, więc trudno sprawdzić. Będzie dzwonić jak coś wywęszy.

Krótko mówiąc - nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 86