O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

sobota, 11 lutego 2017

Tekst poranny:

- Dziewczyno, rusz się wreszcie pod ten prysznic. Wiem,  ze jest okropnie wcześnie i ci się wcale nie chce, mnie też się nie chce, a jednak wstałam...

 

I w tym momencie zdałam sobie sprawę, że mowię sama do siebie w dwóch osobach.

Rozdwojenie jaźni?

 

piątek, 03 lutego 2017

Scenka z metra porannego:

Młody człowiek w kapturze nasuniętym na czoło, w stanie wyraźnie lekko naprutym poleguje na siedzeniach.

Podchodzi dwóch panów z blachami na piersiach i uprzejmie proszą  o bilet.

 Młodzian uchylił jedno oko:

- Nie musicie sprawdzać tego biletu. Nie jest wam do niczego potrzebny. - poinformował panów konwersacyjnym tonem i ponownie zapadł w niebyt.

 

Pół wagonu w ryk, panowie kontrolery też parsknęli i poszli dalej...

czwartek, 02 lutego 2017

umieram na grypę.....

Tak naprawdę nie jest tragicznie, nie mam gorączki, ale czuję się jakby walec po mnie przejechał i mięśnie mnie bolą jak należy.

Największym problemem jest Grzechot.

Jest w najlepszej formie i chce koniecznie iść na spacer....

 

Gdyby nie szczepienie, byłoby dużo gorzej - tak jak w zeszłym roku.

wtorek, 31 stycznia 2017

Piotrek ma grypę. Grzesiek chyba nie, ale jakaś wirusówka jest.

I teraz widzę jak na dłoni efekt szczepienia na grypę.

W zeszłym roku nie zdążyłam zawlec rodziny - stale ktoś był chory, albo z obłędem w oku nadrabiałam zaległości z okresu choroby.

W rezultacie w styczniu złożyło całą naszą czwórkę na dwa tygodnie leżenia w łóżkach martwym bykiem - pies poszedł do rodziców,  tylko czasem ktoś się zwlekał podać reszcie lekarstwa i przygotować kolejne wiadra picia.Temperatura u większości pod 40 stopni.

W tym roku dopilnowałam prawie wszystkich - tylko Skorupiak nie dotarł.

Piotrek miał dwa dni temperatury nie przekraczającej 39 i tyle, nadal osłabiony, ale już bez gorączki. Widać, że mu się poprawia.

Grzesiek trochę kaszle  - powiększone migdałki, nieco kataru. Koniec.

 

Nikt mnie nie przekona, że szczepienia nic nie dają.

 

Edit: mnie też już bierze.... A w poniedziałek chciałam iść na przesłuchanie do chóru...

niedziela, 29 stycznia 2017

- Grzesiek, zgubiłeś mi klocek!!! - zabrzmiał wkurzony głos Piotrka.

- A wcale nie ja!!! - odwrzasnął oburzony oskarżeniem Minorek.

- Przecież ty się nim bawiłeś.... - trochę mniej pewny swego Piotrek walczył dalej.

- Ale to nie ja go zgubiłem, tylko koty! - stwierdził stanowczo Grzegorz.

 

Faktycznie, koty grają w hokeja wszystkim, mogły i klockami. W każdym razie świetnie nadają się do zrzucenia na nie winy, bo po pierwsze, nic im się nie udowodni, a po drugie - przecież nikt nie będzie krzyczał na te kochane, malutkie futrzaczki... :)

sobota, 28 stycznia 2017

Za długo było dobrze, chłopcy nie chorowali ponad miesiąc.

Już naprawiają ten błąd.

Piotrek przespał cały dzień, wieczorem miał prawie 39 stopni, Grzesiek kaszle jak wściekły. Gardła nieciekawe.

Jak to dobrze, że sami uznaliśmy wcześniej, że nie idziemy na sobotni bal, bo tak to by nas szlag trafił....

Odechciało mi sie pisać ostatnio.

To znaczy, czasem ciągnie do klawiatury, jak już politycy nasi ukochani palną jakąś spektakularną głupotę, ale ostatnio  polityka to taki kabaret, że musiałabym chyba nie wstawać od kompa. ASZ Dziennik wysiada normalnie.

No i nie chce mi sie opisywać każdej durnoty, bo za dużo tego, coś jakbym się przejadła słodyczami. Ile można?

A to wszystko byłoby zabawne, gdyby nie było prawdziwe, gdyby nie było operacją na żywym organizmie państwa, do tego prowadzoną przez bandę naćpanych operatorów piły tarczowej, którym się wydaje, że cały delikatny system tkanki państwowej da się riezać toporkiem pod widzimisię pewnego gnoma i będzie dobrze.

Nie będzie dobrze, koszty szaleństw obecnej ekipy będą płacić jeszcze nasze wnuki. Gnom odejdzie w niebyt, o jego akolitach świat też zapomni, a długi i rozwalona gospodarka, edukacja i wszystko inne będą sie z mozołem podnosić latami. Że o reputacji państwa nie wspomnę - San Escobar górą!

To niesamowite, jak w ciągu roku można zniweczyć ponad ćwierć wieku zbiorowego wysiłku...

I jeszcze być z tego dumnym.

Wrrrr.

Kolacja.

W ramach testu kupiłam małe opakowanie hummusu - jakoś do tej porynie miałam przekonania, ale znalazłam z pomidorami i czymś tam jeszcze. Próbujemy.

Piotrek zrobił sobie kanapkę i skomentował:

- niezły ten haggis!*

 

*Gwoli wyjaśnienia, haggis to jest szkocki przysmak, owcze podroby - wątroba, płuca i serca - wymieszane z przyprawami i czymś tam jeszcze, zaszyte i duszone w owczym żołądku.

czwartek, 05 stycznia 2017

z różnych starych list zakupowych takie kwiatki:

  • mięso psie
  • mięso indycze
  • mięso ludzkie

Albo:

  • chłopek
  • kasztelan
  • magnat
  • ramzes
  • rotmistrz wędzony

 

i jeszcze:

  • Grzesiek
  • Jacek
  • Maciek
  • Danusia
  • Pawełek

To ostatnie to nie lista, tylko przegląd regału z batonikami, podobnie jak piętro wyżej lista serów o pięknych nazwach.

Zakupy spożywcze bywają nieocenionym źródłem absurdów....

niedziela, 01 stycznia 2017

Sylwester został przez nas gremialnie zlekceważony.

Chłopcy co prawda urządzili sobie gniazdo na parapecie, żeby oglądac fajerwerki, ale że zaczęli tam siedzieć ok. 21, to nie dotrwali do północy i poszli spać.

Ja programowo odmówiłam czekania - nie lubię iść za stadem, za to lubię spać. Wybór był prosty.

Skorupiak - podobnie. Może trochę dłużej wytrzymał niż ja, ale nie wiem, bo spałam.

Koty - zajęte były zdejmowaniem kolejnych ozdób z choinki i chyba nie zauważyły, ze coś strzela za oknem. A strzelało nieźle, do tej pory jeszcze niektórzy hałasują ( i  śmiecą).

Generalnie - z głowy.

 

Najlepsze życzenia dla P.T. Czytelników!

sobota, 24 grudnia 2016

Zawsze mówiłam, że lubię niespodzianki. Zwłaszcza prezentowe, ale nie tylko.

Chyba mi przeszło.

W ramach świątecznego prezentu chyba, nasz nadworny doktorek  zarządził Grzesiowi dietę. Ale nie byle dietę, że nie można jeść czekolady i tyle. O nie, jak już to z grubej rury.

Otóż Grzechot ma na razie zalecenie jedzenia bez glutenu, bez mleka i bez cukru. I bez surowizny.

Tuż przed świętami, kiedy kulinarnie miałam już wszystko zaplanowane i większość kupione. A o przepisach bezglutenowych i tej reszcie nie mam pojęcia.

Ciasta odpadają. Bakalie - pozbawione największego przysmaku czyli M&Msów.

Sałatki - skreślone.

Kapusta z grzybami - Grzesiek nie przepada.

Karp smażony, łosoś z pieczarkami, śledziki - jak wyżej.

 

NIgdy nie robiłyśmy z mamą dużej ilości jedzenia na święta - bo kto to potem zje, więc wybór raczej skromny, ale za to nikt nie ma później problemów żołądkowych.

Tym razem ktoś ma je wcześniej.

Tyle dobrego, że odpowiednia ilość lego zrekompensowała Grzechotnikowi ograniczenia żywieniowe. Niestety, ja sie nadal głowię, czym go karmić, żeby nie był to w kółko rosół z marchewką.

Na szczęście widzę światełko w tunelu - dieta na razie do końca roku.  Może mu przejdzie  i będzie mógł jeść dalej normalnie, tylko małymi porcjami trefne przysmaki (czyli czekolada, od której się wszystko zaczęło, jak młody człowiek pożarł całego mikołaja czekoladowego, którego dostał z przedszkola).

Tak więc - jeśli ktoś z Was, kochani Czytelnicy, chce mi czegoś życyć - to właśnie tego. Żeby Grzesiek mógł jeść normalnie.

A ja Wam życzę dobrego czasu świątecznego, takiego, jak lubicie - spokojnego, szalonego, z rodziną albo na Jamajce - jak kto chce.

 

 

piątek, 23 grudnia 2016

Skorupiak dzisiaj rano  (straaaasznie rano, gdzieś przed piątą) do Piotrka:

- Synek, idziesz na roraty?

- Yhy... - dobiegło senne potwierdzenie spod poduszki.

- To wstawaj.

- NIeeee..... - ziewnęło z łóżka. I zasnął z powrotem.

Cóż, Skorupiak poszedł sam...

wtorek, 20 grudnia 2016

Właściwie to miałam zamiar położyć sie spać - Węże śpią, Skorupiak używa jak pies w studni na jakiejś firmowej imprezie w Krakowie... A mnie jakoś niewygodnie, uwiera nieprzyjemne poczucie, że jeszcze coś powinnam koniecznie zrobić.

W końcu doszłam, o co chodzi.

Powinnam wyjść z psem, jak co wieczór.

Nie wyjdę. Agrusia odeszła za Tęczowy Most i teraz jużnie potrzebuje smyczy. Już nic nie boli, znowu może biegać i szaleć.

A ja za nią tęsknię....

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Dzisiaj uśpiłam naszą dziewczynkę.

MIała juz ponad piętnaście lat, chorowała od dawna, słabła. Wczoraj zaczęły się niedowłady zadka, nie dawała rady ustać na nogach.  Nie było już nadziei, nie było na co czekać.

Teraz biega z Czortem za Tęczowym Mostem....

Smutne będą te święta.

Do zobaczenia, Agrafko...

wtorek, 06 grudnia 2016

Od paru miesięcy jakoś rzadziej wrzucam notki.

NIe, nie dlatego, że nic się nie dzieje, wręcz przeciwnie. Dzieje się tak dużo, że zwyczajnie nie nadążam, zanim mam chwilę żeby usiąść i napisać coś, to już pojawiają się kolejne sytuacje warte opisania, a poprzednie giną gdzieś w mrokach niepamięci.

Jest mi z tym źle, próbuję jakoś nadrabiać, ale ciężko z tym idzie.

Za mało czasu i siły na opisanie wszystkiego, co bym chciała. Poza tym czasem mnie tak krew zalewa na to, co się dzieje w polityce, że nie jestem w stanie tego opisac bez bluzgów, a bluzgów z zasady nie używam i już. Bo nie lubię. Więc nie piszę.

Przepraszam, Drodzy Czytelnicy, postaram sie jakoś poprawić, ale nie obiecuję, że uda się to przed świętami.

Ostatnio miałam już tak dość tego ciągłego galopu, pilnowania i robienia za nadzorcę i poganiacza niewolników, że uciekłam na weekend z domu. Posiedzialam u przyjaciół, pogadaliśmy, pośmialiśmy się, poobijaliśmy - wreszcie na luzie i spokojnie, bez spinki. Bardzo mi to było potrzebne :)

Może właśnie dzięki temu udało mi sie dzisiaj usiąść do kompa - brakuje mi blogowania bardzo, brakuje mi Was.  Przez weekend nabrałam sił, podniosłam głowę i zobaczyłam coś więcej, niż tylko listę spraw do ząłatwienia na przedwczoraj.

Do zobaczenia!

wtorek, 29 listopada 2016

Na dzieci zawsze można liczyć.

Kupiłam sobie bilet na pociąg, w piątek po południu chciałam się urwać do Krakowa, do przyjaciół.

Dzisiaj Grzesiek wylazl z wanny cały w kropki. Średnio wyraźne, ale jednak kropki.

Wrrrrr.

 

Zobaczymy, co powie jutro nasz ulubiony doktorek....

niedziela, 27 listopada 2016

Piotrek spotkał kolegę, z któym chodzi do jednej grupy na nagielski.

- Wiesz, ja już nie będę z wami chodził - powiedzial kolega.

- O, szkoda- zmartwił sie Piotrek. - A dlaczego?

- Nie wiem, rodzice tak zadecydowali. Z rodzicami tak to już bywa... - westchnął rozmówca, patrząc koso na mnie, mimo, ze jako żywo nie miałam z tą decyzją nic wspólnego. Widocznie przynależność do grupy rodziców od razu ustawiła mnie w rzedzie co najmniej podejrzanych.

- Pomyśl o tym jak o dobrej zmianie :) - doradził syneczek.

 

środa, 23 listopada 2016

Parę dni temu zadzwoniła do mnie sąsiadka z trzeciego piętra.

Okazało się, że  kilka godzin wcześniej na swym balkonie (przypominam, trzecie piętro!) znalazła naszego Kotka Bramotka. Wlazł z zewnątrz.

Usiłowała go namówić, żeby wrócił już bardziej cywilizowanie, przez mieszkanie i po schodach - czyli trasą, którą dobrze zna i systematycznie do niej chadza, ale Brams nie dał sie namówić. Prawdę powiedziawszy, nie wykazał się manierami, uciekł na jej widok i wypadł z tego balkonu, na szczęście z międzylądowaniem na krzaku po drodze.

Trochę mnie zatchnęło, zwłaszcza, że jak byłam mała i mieszkaliśmy na 7 piętrze, to też dwa ówczesne koty zaliczyły lot ku ziemi. I jeden nawet to przeżył. Co prawda tutaj pietro trzecie, ale jednakowoż....

Pierwsze pytanie - kiedy to było. Jak usłyszałam, że około 14, to odetchnęłam, bo wracając z Grześkiem z przedszkola spotkaliśmy Bramsa, był w całkiem dobrym nastroju, przyszedł sie pokiziać a potem powędrował dalej w swoich kocich sprawach.

Oczywiście Skorupiak po pierwszych zdaniach mojej rozmowy wyrwał  z kopyta na dwór, poszukać włóczęgi, który tym razem grzecznie się zameldował. Widocznie już mu ogon zmarzł po paru godzinach włóczenia się po okolicy.

W sumie - skończyło sie na nerwach. Wykończy mnie to zoo...

wtorek, 22 listopada 2016

Leniwe poranne kotłowanie w łóżku. Dziateczki trajkoczą,  planują - i depczą po rodzicach.

- Mama, jak będę dorosły, to będę mógł grać w Diablo? - rozrywka Skorupiaka, Piotrkowi ściśle limitowana, Grzechot nie gra wcale.

- Tak, kochanie, jak będziesz dorosły, to będziesz mógł.

- Dziękuję, mamusiu!!! Jak ty dorośniesz, to też będziesz grać w Diablo! - ucieszył się Serpens Minor.

No i się zastanawiam, kiedy będzie można mnie uznać za dorosłą. I czy ja na pewno tego chcę? Diablo nie jest mi wcale oszczęścia potrzebne.

Ale żeby w wieku 42 (prawie) lat nadal być małolatą to jest sukces, z którego jestem dumna :)



środa, 26 października 2016

Rozmawiamy sobie kulturalnie z Potomkami o operze  i zeszło na Straszny Dwór.  W związku z tym Skorupiak postanowił zademonstrować dzieciom Arię z Kurantem, która, jak powszechnie wiadomo, jest napisana dla basa. Skorupiak basem mówi tylko podczas zapalenia krtani, ale wtedy raczej nie śpiewa - teraz więc go dosyć szybko zatchnęło. Wredna rodzinka natychmiast musiała to skomentować.

- Tata, ale ty nie śpiewaj już dalej, to nie jesteś basem, tylko tonerem! - podsumował Pierwotniak.

Muszę uświadomić kuzyna, który też jest tonerem. Pewnie nic o tym nie wie :)

poniedziałek, 24 października 2016

Podjęliśmy decyzję - wynosimy się ze Skorupiakiem do salonu, ileż można spać z dzieckiem w jednym pokoju. Młodemu należy się już pełnorozmiarowe łóżko - czas najwyższy na zmiany.

Jak tak, to trzeba pomalować ściany, nie widziały farby od daaaawna i straszą.

Zaczęłam dzielnie akcję, powynosiłam co trzeba, zaczęłam zmywanie i skrobanie ze starej farby.

W związku z powyższym dziateczki postanowiły mi urozmaicić życie  i zapadły na jakąś wirusówkę, co zaowocowało decyzją naszego ulubionego pana doktora - do końca tygodnia siedzą w domu.

Noszszsz, siedzą, kłócą się, wrzeszczą razem lub na siebie wzajemnie, co chwila jeden drugiego zahaczy jakimś kawałkiem i jest ryk.... Ja zwariuję.

Do tego skrobanie sufitu mi wyszło bokiem, po dwóch dniach z rękami podniesionymi do góry nie byłam w stanie palcem ruszyć i musiałam przed snem wziąć jakieś coś przeciwbólowego, bo inaczej nie było mowy o zaśnięciu. A teraz jeszcze ci dwaj....

 

Ja chcę na Kanary, Hawaje, do Pernambuko. Gdziekolwiek, byle daleko.

środa, 19 października 2016

Comożna znaleźć za kaloryferem w połowie października?

 

Biedronkę.

Wredna byłam i wyeksmitowałam, ale alternatywą było przymalowanie jej do ściany....

poniedziałek, 03 października 2016

Na Ursynowie niedawno poprawiali ścieżkę rowerową wzdłuż głównej ulicy. Zamieniali tą idiotyczną kostkę na asfalt. Chwała im za to.

W związku z pracami niezbędne było potem zregenerowanie zieleni w miejscach, gdzie kopali czy tam, gdzie stały baraki robotników albo inne żelastwo.

Nawieziono górkę ziemi. Piękna, czarna, porządna.

I co?

Pewnego popołudnia idę sobie ostrym marszem wzdłuż drogi dla rowerów i cóż moje piękne, błękitne oczęta widzą?

Starszych państwa. Na oko urocza starsza pani z jakże sympatycznie wyglądającym starszym panem. Ładujący spokojnie tę ziemię w reklamówki i do wózeczka.

Zapytałam grzecznie, czy to tak ładnie kraść, na co zostałam zbluzgana od najgorszych, pani naskoczyła na mnie, że to do ogródka przed blokiem, wszyscy będą mogli podziwiać piękne roślini, więc dlaczego ma płacić? A w ogóle to ona wpłaca co miesiąc 50 złotych na SOS Wioski Dziecięce, więc niech ja sie odczepię (powiedziane było dużo mocniej, ale nie będę schodzić do poziomu tych państwa i powtarzać).

 

Opadło mi wszystko. Tyle jest gadania, że młodzież taka i owaka, a tu taki zonk w wykonaniu osób, które młode przestały być pół wieku temu. I ta agresja, wulgaryzmy i idiotyczne tłumaczenie okraszone uroczym pytaniem "To niby czemu miałabym płacić?".

Pewnie, łatwiej ukraść.

Przechodzilam dziś koło małej budki z dużym napisem "Delikatesy mini". Tak sobie zerknęłam przez otwarte drzwi i zaczęłam się zastanawiać nad znaczeniem słowa "delikatesy".

W sklepiku był wyłącznie alkohol....

Wszystko było zaplanowane. czarna bluzka przygotowana, dzieci zagospodarowane - idę na protest.

A gucio.

Grzesiek ma znowu zaostrzenie infekcji, kaszle, wtula sie w mamę - nie odkleisz.

No i nie poszłam.

Wrrrr....

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 86