O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
Archiwum
O autorze

  Statystyki
stat4u

sobota, 04 listopada 2017

Zakupiłam ostatnio mieszankę chlebową - tak w ramach rozpusty. Chlebek bez mąki, za to z czarnuszką.

Dziś upiekłam - niebo w gębie. A do tego już nie będę więcej kupować mieszanki, bo wystarczy chwila liczenia i można mieszać samodzielnie :)

W skład mieszanki wchodzą:

otręby owsiane - 16,7% - 100g

płatki owsiane pełnoziarniste - 16,7% - 100g

pestki słonecznika - 16,7% - 100g

pestki dyni - 16,7% - 100g

siemię lniane - 16,7%  - 100g

ziarna orkiszu - 8,3% - 50g

ziarna sezamu - 6,6% - 40g

czarnuszka - 1,6% - 10g

 

Na 600 g mieszanki należy dodać 5 jajek i 150 g maślanki, łyżkę soli i łyżeczkę kminku lub ziół prowansalskich. Zmieszać całość, piec 60 minut w 180 stopniach. Następnie ćwiczyć opanowanie i silną wolę, żeby nie wessać w całości.

Następnym razem zrobię co najmniej podwójną porcję, bo zniknie na śniadanie.

A, jeszcze jedna zaleta. Chleb jest bez drożdży, wiec nie trzeba czekać aż wyrośnie. Wsypać, zmieszać, do piekarnika i po godzinie jest!

 

Żre mnie. Całkiem zwyczajnie zazdrość mnie gryzie w tyłek.

Zaczęła trochę rano, a teraz to już tak solidnie.

Jedna koleżanka powiedziała, że oto wybiera się na weekend, ale nie wie gdzie - przyjaciółka powiedziała jej tylko, że ma być na lotnisku o konkretnej godzinie. Wyprawa - niespodzianka.

Druga właśnie wrzuca zdjęcia z Hurghady - leżak na balkonie, słońce, drinki z palemką...

Jak usiądę na balkonie, to mi tyłek przymarznie. No, chyba że w kurtce, tak jak ona w kostiumie - nie ma głupich.

Niech ktoś się mną też tak zaopiekuje!!!!

czwartek, 02 listopada 2017

Dziś jeszcze zajrzałam na cmentarz i po raz kolejny poraziło mnie, jak potwornie pozbawione gustu jest nasze społeczeństwo. 

Już samo przejście przez supermarketowe alejki ze zniczami było ciężką próbą. Jak poszliśmy tam ze Skorupiakiem, to zastanawialiśmy się, który z modeli zniczy jest najkoszmarniejszy i uwierzcie mi, naprawdę konkurencja była ostra. Niestety nie przyszło mi do głowy, żeby robić zdjęcia. 

Na regałach stały znicze w kształcie zegarów kominkowych, kilka modeli latających talerzy, wściekle opalizujące dynie, a już dzisiaj poległam zupełnie, bo to co zobaczyłam, jako żywo najbardziej przypominało nadnaturalnych rozmiarów opalizującego penisa...

I takie koszmarki stoją potem na grobach. Im większe, bardziej błyszczące i widoczne, tym lepsze.

Do tego jeszcze sztuczne wieńce w jaskrawych kolorkach. 

Ci, którzy mają pecha leżeć pod tymi koszmarkami chyba obracają się w grobach.

Mama podesłała mi ostatnio bardzo ciekawy artykuł. NIe wkleję linku, bo oczywiście już go zgubiłam , ale generalnie była to rozmowa z panią psycholog pracująca w hospicjum.

Chodziło o to, jak bardzo eksploatują siebie osoby pracujące w takich miejscach (czyli między innymi ja). Jak zakładają swoistą omnipotencję, takie "ja sobie poradzę ze wszystkim, udźwignę" , jak lekceważą potrzeby swojego organizmu, bliskich, rodziny, bo przecież ktoś umiera i ich potrzebuje, przecież nie odmawia się umierającemu, prawda? co z tego, ze jest 21 w niedzielę, ale jak dzwonią z miejsca pracy, to  nie po to, żeby porozmawiać o modzie, tylko to ważne sprawy.  

I niepostrzeżenie wpada się w taki mechanizm zatracania siebie. Moje sprawy nie są ważne - w porównaniu do strachu chorego podopiecznego, który być może umrze za tydzień.  Więc przestaję się bawić, przestaję mieć czas dla siebie. przestaję mieć granice, poza które praca nie ma prawa włazić.

I płacę za to.

Przemęczeniem - sama ostatnio stale padam na nos, ciśnienie mam za wysokie, zawroty głowy, jakieś zapalenie ścięgna w podeszwie stopy - takie tam drobiazgi, jak się rozruszam, to będę działać. Ale nie zrobię nic dla siebie, nie zwolnię obrotów, nie poleżę w wannie z olejkami, maseczką na paszczy i dobrą książką w ręce. Bo nie mam na to czasu. Przecież nikt mnie nie zastąpi.

Stresem. 

Nieumiejętnością zabawy. Strasznym pytaniem dla mnie jest: "Na co masz ochotę?".

Brakiem czasu dla rodziny.

Brakiem czasu dla siebie.

 

Muszę zacząć dbać o siebie - o własny komfort psychiczny, o własne granice, o prawo do zmęczenia i do odpoczynku, o prawo do przyjemności.

Jeśli sama o to nie zadbam, to pozwolę światu wejść sobie na głowę. I w końcu padnę, tylko czy wtedy ktoś mi pomoże?

 

poniedziałek, 30 października 2017

Muzykalne te moje chłopaki się zrobiły. Jeden słucha niepodległościowych, żurawiejek i innych ułanów spod Somosierry. Drugiemu się na szanty zebrało i raczy mnie Hiszpańskimi dziewczynami i szkunerem I`m alone.

Chyba sobie puszczę jakąś arię operową, będzie pasowało.

piątek, 27 października 2017

Niedługo Wszystkich Świętych. Naród tłumnie ruszy na cmentarze korkując miasto i  wywołując zgrzytanie zębów nieszczęśników mieszkających w okolicy. Objuczeni wieńcami prawdziwymi, sztucznymi i mieszanymi, ładnymi i całkiem paskudnymi oraz nieprzeliczonymi zniczami różnej (oj, bardzo różnej) urody będzie demonstrował pamięć o bliskich.

A ja się zastanawiam, ile z tych osób bywa na cmentarzu o innych porach roku, ile zadbało o swoich bliskich przed śmiercią a nie dopiero po. Kto przynosił chorej mamie, babci czy dziadkowi herbatę, czytał gazetę, zmieniał pieluchę, opowiadał o różnych drobnych sprawach? Kto wreszcie trzymał umierającego za rękę? 

Obecnie panuje powszechny lęk przed śmiercią. Mamy być piękni, zawsze młodzi i sprawni, zdrowi. Starość jest nieestetyczna, niemedialna, nie mieści się w naszym pośpiesznym trybie życia, więc często najłatwiej jest oddać babcię do szpitala/domu opieki, cokolwiek, i zapomnieć o problemie.

Zdaję sobie sprawę, ze opieka w domu nad chorą osobą jest bardzo trudna. Że czasem szpital czy dom starców (brrr, co za okropna nazwa)  jest jedynym wyjściem - i nie mam o to pretensji, sama pracuję w takim miejscu i wiem, jak ciężka to robota na cały etat, i jak bardzo może rozwalić rodzinę. Ale osobę w szpitalu można odwiedzać, albo zostawić jak starą szafę przy śmietniku - niech zniknie z oczu, jeśli ktoś będzie chciał, to niech weźmie, a jak nie to nie. A często niestety zdarza się, że seniorzy są wypychani z domu, żeby się ich po prostu pozbyć. Żeby mieć z głowy.

Zapominamy, że każdy wiek ma swoje wady i zalety. Bycie młodym to też nie same plusy, podobnie jak bycie starym. Jeśli się umie cieszyć każdym etapem, czerpać z niego - starość również może być fajna. Wiesław Michnikowski nie bez powodu śpiewał "Wesołe jest życie staruszka" :). 

Mam wrażenie, że mnóstwo osób stale na coś czeka - aż będą starsi, skończą taki czy inny etap edukacji, potem osiągną określony pułap zawodowo-finansowy, do poniedziałku, do wiosny, do wakacji... I nagle okazuje się, że całe życie przestali w kolejce do nie wiadomo czego. Zaczyna się okres rozliczeń, podsumowań i co? I   mnóstwo spraw przeszło bokiem, bliscy pognali do przodu a człowiek zostaje sam jak przysłowiowy pies. 

Jeśli chcesz, by Twoje dzieci były przy Tobie pod koniec Twojego życia, pokaż im, jak to powinno być. Opiekując się swoimi dziadkami. I chodząc na cmentarz nie tylko pierwszego listopada.

wtorek, 24 października 2017

Rozmawiamy z Piotrkiem o różnościach, między innymi o zachowaniu Grzegorza, który znowu przyłożył koledze w przedszkolu. 

- Synku, to tak działa, że jak ty dokuczasz Grześkowi, to on to potem przekazuje dalej  i dowala innym, tobie, nam, to jest jeszcze Wąż o Bardzo Małym Rozumku...

- Drut telefoniczny.

- ????? - zbaranieliśmy oboje ze Skorupiakiem, bo jakoś nijak nie pasowało do dotychczasowych wątków. 

- Grzesiek. Wąż - długi  i prosty, przekazuje dalej - całkiem jak kabel.

Coś w tym jest. Drut o Bardzo Małym Rozumku. Wąż Telefoniczny.

Tagi: bracia
21:59, agra1 , bracia
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 października 2017

No to się kocisko dorobiło.

Dwa tygodnie temu BramKot zaczął kaszleć. Zabrałam go do weterynarza - akurat nie było naszego ulubionego doktora, tylko jakaś nowa dziewczyna, osłuchała, obejrzała, posprawdzała temperaturę, oczy, uszy, zęby, brzuszek - słowem, wymiętosiła całego kota sprawdzając co się da. Uznała, że jest ok.

Dwa dni później nadal kaszlał, pojechaliśmy znowu. Doktorek osłuchał, zaniepokoil się solidnie, kazał zrobić rtg płuc. Diagnoza - śródmiąższowe zapalenie płuc, jakiego dawno nie widział.

Obecnie leci trzeci tydzień antybiotyku, bo jeszcze nadal coś mu szeleści w płucach - delikatnie, ale jednak.  Oznacza to tyle, że codziennie musze kotka skrzywdzić, zastrzyk zrobić, a co parę dni na kontrolę. I tak dobrze, że można w ten sposób, bo nie wiem, jak byśmy to ogarnęli z codziennymi wizytami, gdy mam dyżury po 24 h i zabieram samochód.

A do tego koteczek zarobił szlaban na wyjścia na dwór. Aż do wiosny.

piątek, 13 października 2017

- Mamo, urodzisz nam dzidziusia? - zapytał po raz kolejny Grzesiek.

- Nie ma mowy, synu - odparłam, jak już wiele razy wcześniej.

- Ale może jednak urodzisz, będzie fajnie. - próbował przekonywać.

- Nie, robaczku.

- To w takim razie sam zrobię dzidziusia - rozwiązał problem Potomek.

Byle nie za wcześnie.....

czwartek, 12 października 2017

No to mamy w domu nastolatka, już całkiem oficjalnie. Żadne tam "prawie", "zaraz" - nie ma siły. 

Dziś o 8.15 Piotrek skończył 11 lat.

A mi się zrobiło jakoś mokro w okolicach oczu - tak niedawno patrzyłam na porodówce w te poważne, granatowe ślepka, albo delikatnie głaskałam maleńką łapkę leżącą na mojej piersi...

Wszystkiego najlepszego Wężu Starszy, bądź dalej tak fajnym facetem jak jesteś!!! I przy okazji pociechy z mamusi ci życzę ;)

 

Ale to leci szybko...

niedziela, 08 października 2017

Niedziela. 

Do pracy dopiero jutro. Dzieci śpią, do tego - o cudzie! - każde we własnym łóżku.

Godzina szósta rano - bimbanie zegara, słucham z miłą świadomością, że dziś, wyjątkowo, o tej porze nic nie muszę.

Już muszę.  Właśnie w kuchni rozlega się łomot, brzdęk a następnie słychać kapanie wody.

Rumpelek postanowił się napić z ludzkiego dzbanka..... Czemu nie pasuje im woda w kocich miseczkach, nie mam pojęcia, ale tak czy inaczej mam dzbanek do wyrzucenia. I czystą podłogę.

Tylko dlaczego tak wcześnie rano, nie mógł trochę poczekać????

sobota, 07 października 2017

Pochwalę się, a co.

Po czterech miesiącach przepracowanych na zleceniu szef zaproponował mi przejście na etat, piejąc do tego pochwały na temat mej skromnej osoby. Pochwały wynikające zarówno z własnej oceny moich działań, jak i opinii seniorów, którymi się zajmuję.

Nie powiem, miło mi się zrobiło. Jakby się ktoś nie zorientował, to eufemizm wszechczasów, jak już znalazłam się w miejscu odosobnionym (czyli w samochodzie, z dala od ludzi), to triumfalnie zawyłam do księżyca. Dobra, do słońca, bo na księżyc było za wcześnie.

Jeszcze zobaczymy, jakie będą dokładnie warunki, ale nie sądzę, żeby finansowo było gorzej niż to, co zarabiałam na zleceniu, a co etat to etat.

Najśmieszniejsze jest to, że w rezultacie ląduję na stanowisku, o które się starałam rok temu, zanim się dowiedziałam, że już jest zajęte. Parę miesięcy później zaczęłam pracę w obecnej agencji, skąd po jakimś czasie dostałam zlecenie właśnie do miejsca, gdzie chciałam pracować wcześniej.

Jak się czegoś bardzo chce i o to walczy, to w końcu musi się udać! 

poniedziałek, 02 października 2017

Ach, jak ja lubię, gdy dzwoni telefon o 6.30. Ja już odliczam godziny do końca swojej zmiany w pracy (po 24 męczących godzinach, z których przespałam w sumie 3,5 w odcinkach), a koleżanka, która miała mnie zmienić informuje, że jest chora i nie przyjedzie.

A druga opiekunka ma być nowa, ale jakoś chyba średnio rozgarnięta, bo nie dość, że nie przyjechała, to nawet nie zawiadomiła, tylko spokojnie wróciła do Warszawy i już.

Tak więc miałam nieplanowane 36 godzin ostrego ganiania.

Dobrze, że pogoda była przynajmniej. 

Ale przetrwałam.

Komunikacja z nie znającą polskiego afatyczną podopieczną w mieszance angielsko-francuskiej to jest niezła kombinacja. Zwłaszcza, że pani z wdziękiem przeskakuje z języka na język nawet w obrębie jednego zdania (very bien :) ).

Jakby ktoś nie wiedział, afazja to zaburzenie mowy wynikające z różnych chorób, np. po udarze. W afazji czuciowej delikwent zapomina znaczenia słów, nie umie nazwać przedmiotów, nie rozumie tego, co się do niego mówi. W a. ruchowej rozumie, słowa zna, ale nie potrafi ich wypowiedzieć, często myśli , że mówi normalnie, ale wydaje z siebie na przykład tylko tatatatata. I się denerwuje, że nikt go nie rozumie, bo przecież mówi wyraźnie, o co mu chodzi.

A z panią się dogadujemy na tyle, że nawet dowcipy sobie opowiadamy. I fajnie jest.

jestem z siebie dumna.

Wróciłam z pracy zmordowana całkowicie. Dzieciątka kochane oczywiście chciały się przytulić do dawno nie widzianej mamusi.

Ale..

-Synu starszy, nie przytulaj się teraz lepiej do mnie. Śmierdzę jak stary ser, muszę się najpierw umyć.

- Mamo, ty nie jesteś stara. Ty jesteś dojrzała.

Krótko mówiąc gouda. Albo cheddar.

sobota, 23 września 2017

My jednak nie jesteśmy całkiem normalni.

Robiliśmy porządek u Grześka w pokoju, zaczynając od książek, które już wyłaziły na wszystkie strony. 

W chwili przerwy zajrzałam na fb. I niestety znalazłam inf na grupie osiedlowej, że ktoś wyrzucił dużą ilość książek. Podany adres śmietnika. 

Nie wytrzymaliśmy takiego bezeceństwa, jedno spojrzenie i siedzieliśmy w samochodzie.

Przywieźliśmy wielką torbę, między innymi dwie cegły psychologiczne - dobre podręczniki, sama się z nich uczyłam, jedna stoi na półce. Szkoda mi było, żeby coś takiego miało zamoknąć na deszczu.

Zajrzałam w komentarze do informacji o znalezisku, a tu okazuje się że ktos na te dwie cegły ma chrapkę. Mnie nie potrzebne, umówiłyśmy się z dziewczyną na miejscu przy śmietniku.

Potem jeszcze podwiozłam ją do domu, żeby nie targała skrzynki książek na piechotę. I od słowa do słowa okazało się, że przyjaźni się z moją ciotką, mieszkają w tym samym budynku.

Świat to naprawdę jeden wielki grajdół, sami znajomi....

piątek, 22 września 2017

Moje miejsce pracy ma zalety, o których wcześniej nie pomyślałam. Jak jestem chora, to nikt nie wrzeszczy, że póki nie padnę, to mam iść do roboty. Wręcz przeciwnie, wykurować się dokładnie, żeby nie przynieść zarazy seniorom. I nikt się nie czepia!

Przynajmniej moge dogorywać w spokoju....

niedziela, 10 września 2017

Jaki prezent od dziadków dla wnuka sprawi najwięcej radości?

Metalowe psie zgrzebło. Komentarz:

- wreszcie mogę się uczesać.

Rzeczywiście, przy tak długich i gęstych włosach normalny grzebień nie ma szans....

 

 

Niedziela.

O bliżej nie sprecyzowanej porze blisko świtu ładuje nam się do łóżka Minorek, kaszląc jak gruźlik. Przykrywamy, przytulamy, śpimy dalej.

O 5.30 wyżej wymieniony zaczyna się kręcić. Od 6 chce wstawać, ale jeszcze daje się przekonać. Na chwilę. Pół godziny później gra na moim telefonie w ukochane pianinko, na szczęście w miarę cicho. O 7 rano nie da się już nic zrobić, poszedł się ubierać i prosi o śniadanie.  A potem o wyjście na dwór....

Jeden z niewielu dni, kiedy nie muszę wstawać o 6 i gnać do pracy....

sobota, 09 września 2017

Rozmowy ojca z synem.

- Co mi powiesz o komunie? - zapytał Skorupiak.

- Pradziadkowie PiSu - odpalił z miejsca Pyton.

 

-A czy wiesz, kim był Matuzalem?

- Nie, II wojnę światową będziemy omawiać pod koniec szóstej klasy....

Polegliśmy. Chyba ktoś ma braki w wykształceniu....

czwartek, 31 sierpnia 2017

Ostatnio zasuwam w pracy jak mały motorek i czasu na czytanie mam niewiele. Zostały jedynie dwie książki,przez które brnę mozolnie.

Pierwsza to "Udar. Poradnik dla pacjentów i ich bliskich" - lektura ciekawa, ale trudno ją nazwać lekką.

Druga to "Nad Niemnem", które czytam mojej podopiecznej. Jak w szkole udało mi się ominąć to dzieło, to teraz mnie dopadło. Przeplatane tromboktomią, penumbrą, migotaniem przedsionków, dyzartrią i afazją robi upiorne wrażenie. Nie, żeby bez tych dodatków było strawne, bez przesady. Ale w takim towarzystwie to naprawdę ciężka artyleria.

Może to takie uzupełnienie do snu, który czasem wraca , kiedy to okazuje się, że mimo ukończonych dawno studiów muszę jeszcze zdać maturę z polskiego.....

sobota, 26 sierpnia 2017

Mam dzisiaj w pracy dyżur 24h, więc zabrałam sobie jedzonko w ilości odpowiedniej. 

Po czym okazało się, że zostałam zarzucona na miejscu jakąś górą jedzenia, nie mam szansy tego wszystkiego pochłonąć, a dziś - w sobotę - jestem w pracy sama. 

W ten sposób to ja chyba nigdy nie schudnę... Ale z drugiej strony to bardzo miłe, jak o mnie tak ktoś dba:)

sobota, 19 sierpnia 2017

Rodzinna imprezka. Urodziny Dziadka, ściśle rzecz biorąc, czyli jedno z Tych spotkań, na które przychodzą wszystkie dzieci, wnuki i prawnuki, które mogą. Tym razem jest jakieś trzydzieści osób, czyli połowa pełnego składu.

Dzieciarnia szaleje wokół stołu, gania po pokojach. Jedna z kuzynwk Grześka zaprasza do zabawy:

- Chodź, pofiglujemy razem na łóżku?

Hm. Nie za wcześnie aby? Oni w sumie nie mają dziesięciu lat....

środa, 02 sierpnia 2017

W związku z upałami Kotlety zostały przytrzymane w domu za dnia (co bynajmniej nie spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem) i wypuszczone na noc.

Rympał wrócił rano, jak należy, natomiast BramKot szlajał się do 16.

Wrócił tak zmęczony, ze położył się spać. Jak ja padłam po robocie nieco odzipnąć, to tylko się przytulił i spał dalej. Zdążyłam się zregenerować, wstać, zagonić Grześka do wanny i zrobić parę innych rzeczy, a kot nadal spał. Posłałam łóżko na kocie, a ten nic. Naprawdę, wyciągnęłam rozkładaną część, przykryłam kota prześcieradłem i pozostałymi elementami wystroju łóżka, a ten jak nieżywy. Ani drgnie.

Ciekawa jestem, co on takiego w  nocy robił....

poniedziałek, 31 lipca 2017

Postanowiłam dać odpocząć szarym komórkom i dla odmiany poczytać coś całkiem głupiego. Wpadło mi w ręce jakieś romansidło.

Czytam i się wściekam.

Czy naprawdę Hiszpanie są takimi durniami myślącymi tylko o jednym i nie przyjmującymi do wiadomości cudzych poglądów/planów/chęci???? Normalnie szlag mnie trafiał, pan sobie życzy do łóżka, pani grzecznie się zgadza, pan każe spakować się i przenieść na stałe do innego kraju - pani ma opory, ale pakuje manatki, bo pan chce mieć stały kontakt z dzieckiem, o którego istnieniu nie wiedział do dnia poprzedniego, pan zarządza ślub nie dopuszczając do głosu wybranki, która o dziwo ma wątpliwości.... nosz jasny gwint, z takim facetem nie da się wytrzymać kwadransa. Despota, autokrata i przemądrzalec. 

Muszę pogadać z żoną kuzyna - ona jest Hiszpanką. Może -oby - to tylko stereotyp powielany przez niedokształconą autorkę.

Jedynym powodem, dla którego doczytałam do końca jest fakt, że autorka urozmaica akcję wtrętami po hiszpańsku. Uczę się tego języka od paru miesięcy i liczyłam na dodatkowe ćwiczenia. Niestety w jedynym zdaniu dłuższym niż dwuwyrazowe jest błąd....

To ja już lepiej poczytam o udarze mózgu....

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 88