O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
Archiwum
O autorze

  Statystyki
stat4u

poniedziałek, 30 października 2017

Muzykalne te moje chłopaki się zrobiły. Jeden słucha niepodległościowych, żurawiejek i innych ułanów spod Somosierry. Drugiemu się na szanty zebrało i raczy mnie Hiszpańskimi dziewczynami i szkunerem I`m alone.

Chyba sobie puszczę jakąś arię operową, będzie pasowało.

piątek, 27 października 2017

Niedługo Wszystkich Świętych. Naród tłumnie ruszy na cmentarze korkując miasto i  wywołując zgrzytanie zębów nieszczęśników mieszkających w okolicy. Objuczeni wieńcami prawdziwymi, sztucznymi i mieszanymi, ładnymi i całkiem paskudnymi oraz nieprzeliczonymi zniczami różnej (oj, bardzo różnej) urody będzie demonstrował pamięć o bliskich.

A ja się zastanawiam, ile z tych osób bywa na cmentarzu o innych porach roku, ile zadbało o swoich bliskich przed śmiercią a nie dopiero po. Kto przynosił chorej mamie, babci czy dziadkowi herbatę, czytał gazetę, zmieniał pieluchę, opowiadał o różnych drobnych sprawach? Kto wreszcie trzymał umierającego za rękę? 

Obecnie panuje powszechny lęk przed śmiercią. Mamy być piękni, zawsze młodzi i sprawni, zdrowi. Starość jest nieestetyczna, niemedialna, nie mieści się w naszym pośpiesznym trybie życia, więc często najłatwiej jest oddać babcię do szpitala/domu opieki, cokolwiek, i zapomnieć o problemie.

Zdaję sobie sprawę, ze opieka w domu nad chorą osobą jest bardzo trudna. Że czasem szpital czy dom starców (brrr, co za okropna nazwa)  jest jedynym wyjściem - i nie mam o to pretensji, sama pracuję w takim miejscu i wiem, jak ciężka to robota na cały etat, i jak bardzo może rozwalić rodzinę. Ale osobę w szpitalu można odwiedzać, albo zostawić jak starą szafę przy śmietniku - niech zniknie z oczu, jeśli ktoś będzie chciał, to niech weźmie, a jak nie to nie. A często niestety zdarza się, że seniorzy są wypychani z domu, żeby się ich po prostu pozbyć. Żeby mieć z głowy.

Zapominamy, że każdy wiek ma swoje wady i zalety. Bycie młodym to też nie same plusy, podobnie jak bycie starym. Jeśli się umie cieszyć każdym etapem, czerpać z niego - starość również może być fajna. Wiesław Michnikowski nie bez powodu śpiewał "Wesołe jest życie staruszka" :). 

Mam wrażenie, że mnóstwo osób stale na coś czeka - aż będą starsi, skończą taki czy inny etap edukacji, potem osiągną określony pułap zawodowo-finansowy, do poniedziałku, do wiosny, do wakacji... I nagle okazuje się, że całe życie przestali w kolejce do nie wiadomo czego. Zaczyna się okres rozliczeń, podsumowań i co? I   mnóstwo spraw przeszło bokiem, bliscy pognali do przodu a człowiek zostaje sam jak przysłowiowy pies. 

Jeśli chcesz, by Twoje dzieci były przy Tobie pod koniec Twojego życia, pokaż im, jak to powinno być. Opiekując się swoimi dziadkami. I chodząc na cmentarz nie tylko pierwszego listopada.

wtorek, 24 października 2017

Rozmawiamy z Piotrkiem o różnościach, między innymi o zachowaniu Grzegorza, który znowu przyłożył koledze w przedszkolu. 

- Synku, to tak działa, że jak ty dokuczasz Grześkowi, to on to potem przekazuje dalej  i dowala innym, tobie, nam, to jest jeszcze Wąż o Bardzo Małym Rozumku...

- Drut telefoniczny.

- ????? - zbaranieliśmy oboje ze Skorupiakiem, bo jakoś nijak nie pasowało do dotychczasowych wątków. 

- Grzesiek. Wąż - długi  i prosty, przekazuje dalej - całkiem jak kabel.

Coś w tym jest. Drut o Bardzo Małym Rozumku. Wąż Telefoniczny.

Tagi: bracia
21:59, agra1 , bracia
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 października 2017

No to się kocisko dorobiło.

Dwa tygodnie temu BramKot zaczął kaszleć. Zabrałam go do weterynarza - akurat nie było naszego ulubionego doktora, tylko jakaś nowa dziewczyna, osłuchała, obejrzała, posprawdzała temperaturę, oczy, uszy, zęby, brzuszek - słowem, wymiętosiła całego kota sprawdzając co się da. Uznała, że jest ok.

Dwa dni później nadal kaszlał, pojechaliśmy znowu. Doktorek osłuchał, zaniepokoil się solidnie, kazał zrobić rtg płuc. Diagnoza - śródmiąższowe zapalenie płuc, jakiego dawno nie widział.

Obecnie leci trzeci tydzień antybiotyku, bo jeszcze nadal coś mu szeleści w płucach - delikatnie, ale jednak.  Oznacza to tyle, że codziennie musze kotka skrzywdzić, zastrzyk zrobić, a co parę dni na kontrolę. I tak dobrze, że można w ten sposób, bo nie wiem, jak byśmy to ogarnęli z codziennymi wizytami, gdy mam dyżury po 24 h i zabieram samochód.

A do tego koteczek zarobił szlaban na wyjścia na dwór. Aż do wiosny.

piątek, 13 października 2017

- Mamo, urodzisz nam dzidziusia? - zapytał po raz kolejny Grzesiek.

- Nie ma mowy, synu - odparłam, jak już wiele razy wcześniej.

- Ale może jednak urodzisz, będzie fajnie. - próbował przekonywać.

- Nie, robaczku.

- To w takim razie sam zrobię dzidziusia - rozwiązał problem Potomek.

Byle nie za wcześnie.....

czwartek, 12 października 2017

No to mamy w domu nastolatka, już całkiem oficjalnie. Żadne tam "prawie", "zaraz" - nie ma siły. 

Dziś o 8.15 Piotrek skończył 11 lat.

A mi się zrobiło jakoś mokro w okolicach oczu - tak niedawno patrzyłam na porodówce w te poważne, granatowe ślepka, albo delikatnie głaskałam maleńką łapkę leżącą na mojej piersi...

Wszystkiego najlepszego Wężu Starszy, bądź dalej tak fajnym facetem jak jesteś!!! I przy okazji pociechy z mamusi ci życzę ;)

 

Ale to leci szybko...

niedziela, 08 października 2017

Niedziela. 

Do pracy dopiero jutro. Dzieci śpią, do tego - o cudzie! - każde we własnym łóżku.

Godzina szósta rano - bimbanie zegara, słucham z miłą świadomością, że dziś, wyjątkowo, o tej porze nic nie muszę.

Już muszę.  Właśnie w kuchni rozlega się łomot, brzdęk a następnie słychać kapanie wody.

Rumpelek postanowił się napić z ludzkiego dzbanka..... Czemu nie pasuje im woda w kocich miseczkach, nie mam pojęcia, ale tak czy inaczej mam dzbanek do wyrzucenia. I czystą podłogę.

Tylko dlaczego tak wcześnie rano, nie mógł trochę poczekać????

sobota, 07 października 2017

Pochwalę się, a co.

Po czterech miesiącach przepracowanych na zleceniu szef zaproponował mi przejście na etat, piejąc do tego pochwały na temat mej skromnej osoby. Pochwały wynikające zarówno z własnej oceny moich działań, jak i opinii seniorów, którymi się zajmuję.

Nie powiem, miło mi się zrobiło. Jakby się ktoś nie zorientował, to eufemizm wszechczasów, jak już znalazłam się w miejscu odosobnionym (czyli w samochodzie, z dala od ludzi), to triumfalnie zawyłam do księżyca. Dobra, do słońca, bo na księżyc było za wcześnie.

Jeszcze zobaczymy, jakie będą dokładnie warunki, ale nie sądzę, żeby finansowo było gorzej niż to, co zarabiałam na zleceniu, a co etat to etat.

Najśmieszniejsze jest to, że w rezultacie ląduję na stanowisku, o które się starałam rok temu, zanim się dowiedziałam, że już jest zajęte. Parę miesięcy później zaczęłam pracę w obecnej agencji, skąd po jakimś czasie dostałam zlecenie właśnie do miejsca, gdzie chciałam pracować wcześniej.

Jak się czegoś bardzo chce i o to walczy, to w końcu musi się udać! 

poniedziałek, 02 października 2017

Ach, jak ja lubię, gdy dzwoni telefon o 6.30. Ja już odliczam godziny do końca swojej zmiany w pracy (po 24 męczących godzinach, z których przespałam w sumie 3,5 w odcinkach), a koleżanka, która miała mnie zmienić informuje, że jest chora i nie przyjedzie.

A druga opiekunka ma być nowa, ale jakoś chyba średnio rozgarnięta, bo nie dość, że nie przyjechała, to nawet nie zawiadomiła, tylko spokojnie wróciła do Warszawy i już.

Tak więc miałam nieplanowane 36 godzin ostrego ganiania.

Dobrze, że pogoda była przynajmniej. 

Ale przetrwałam.

Komunikacja z nie znającą polskiego afatyczną podopieczną w mieszance angielsko-francuskiej to jest niezła kombinacja. Zwłaszcza, że pani z wdziękiem przeskakuje z języka na język nawet w obrębie jednego zdania (very bien :) ).

Jakby ktoś nie wiedział, afazja to zaburzenie mowy wynikające z różnych chorób, np. po udarze. W afazji czuciowej delikwent zapomina znaczenia słów, nie umie nazwać przedmiotów, nie rozumie tego, co się do niego mówi. W a. ruchowej rozumie, słowa zna, ale nie potrafi ich wypowiedzieć, często myśli , że mówi normalnie, ale wydaje z siebie na przykład tylko tatatatata. I się denerwuje, że nikt go nie rozumie, bo przecież mówi wyraźnie, o co mu chodzi.

A z panią się dogadujemy na tyle, że nawet dowcipy sobie opowiadamy. I fajnie jest.

jestem z siebie dumna.

Wróciłam z pracy zmordowana całkowicie. Dzieciątka kochane oczywiście chciały się przytulić do dawno nie widzianej mamusi.

Ale..

-Synu starszy, nie przytulaj się teraz lepiej do mnie. Śmierdzę jak stary ser, muszę się najpierw umyć.

- Mamo, ty nie jesteś stara. Ty jesteś dojrzała.

Krótko mówiąc gouda. Albo cheddar.