O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

środa, 30 września 2015

jadąc dziś samochodem zobaczyłam plakat wyborczy Beaty Szydło.

Z hasłem "Damy radę".

I jakoś mi tak zadźwięczała w uszach piosenka z kreskówki: "Bob budowniczy, zawsze da radę".

czwartek, 24 września 2015

znowu straciłam głos. Było lepiej, a teraz boli mnie gardło i nie mogę mówić.

I wszystko byłoby znośnie, gdyby nie to, zę chłopaki nadal w domu - co oznacza konieczność przekazywania im różnych sugestii w rodzaju "chodźcie na śniadanie", albo "pies patrzy tęsknie na drzwi...". I powtarzania tego po trzysta razy, zanim dotrze.

Od przyjaciół usłyszalam ostatnio jszcze jedną śliczną historyjkę.

Ich znajoma, pani mająca wówczas lat 102 potrzebowała nowych okularów. Poszła więc do pewnej sieci, która reklamuje sie, że daje tyle procent zniżki ile klient ma lat - i wywołała sporą konsternację.  Że zgodnie z reklamą powinna dostać okulary darmowe - to jedno. Ale co zrobić z tymi dodatkowymi dwoma procentami? Zapłacić jej za to, że przyszła?

W końcu jakoś rozwiązano problem, pani dostała okulary z wyższej półki niż to określał regulamin promocji, plus jeszcze jakieś dodatki, tak że w sumie wszyscy byli zadowoleni. Ale co personel miałw pierwszej chwili zgryza, to ich :)

Wakacje dawno się  skończyły i nawet udało nam się wyjechać na trzy dni do Niedoszłej Kuzynki (ale już nie udalo się tego faktu odnotować na blogu, za dużo się dzieje).

Włóczyliśmy się po okolicy, trochę z NK i Spadniętym Niebem, trochę sami. W pewnym momencie SN zadało mi pytanie, po którym mi kapcie spadły:

- Czy ty czytasz mapę?

Zamurowało mnie kompletnie, jak można nie czytać mapy, toż to podstawowa umiejętność, nie mówiąc  już o tym, że jak się cżłowiek włóczył po górach, to mapa była wręcz niezbędna i umiejętność się jakoś sama utrwalała.

A potem mnie ośniło. W dobie komórek, GPSów i innych takich cudów faktycznie przestało to być już niezbędne. To, że dżipsy prowadzą czasem w krzaki, nie ma znaczenia. Że pokazują tylko najbliższy wycinek trasy i trudno sobie wyrobić pogląd na całość - też. Nie wszyscy mają tak jak ja, że lubią po prostu tą mapą się bawić. Po stokroć wolę mapę papierową od elektroniki i zawsze, jak jadę gdzieś w nieznane, to oglądam sobie trasę - potem GPS może być wspomaganiem, ale jak już mam całość w głowie.

Kurczę, smutno mi się zrobiło. Ilu jeszcze umiejętności oczywistych dla mojego pokolenia nie bedą miały moje dzieci? Wnuki?

I co biedactwa zrobią, jak im prądu zabraknie w lesie?

Przyjaciółka piekli mi się na temat szkoły, wychowawczyni jej synów i niektórych rodziców z klasy.

- Na zebraniu na początku września jedna z matek chciała koniecznie omawiać temat prezentów mikołajkowych dla dzieci. Wiesz, jakie było uzasadnienie?

- Nie mam pojęcia...

- Bo trzeba to dobrze przemyśleć, tak żeby to nie były książki, tylko coś, z czego dzieci będą miały przyjemność!!!!!

Jak to zacytowałam potem Piotrkowi, to najpierw zaniemówił. A potem ryknął homeryckim śmiechem. I poszedł czytać.

Im więcej papierów, tym czystsza dupa.

I już wiadomo, skąd tyle papierków, druczków i formularzy wszędzie. Po prostu pęd do higieny.

- Piotrek dostał dziś ode mnie dwadzieścia pięć kotów - oznajmiłam radośnie przez telefon Skorupiakowi po powrocie  z zakupów.

W słuchawce zapadła cisza. Baaaaardzo długa cisza.

- Czy możesz to jakoś przybliżyć? - wyartykułował to zdanie niezwykle starannie, jak już odzyskał głos.

- Mogę, czemu nie. Pamiętasz plakat, który wisi w kuchni u Niedoszłej Kuzynki?

- No pewnie.

- To teraz wisi też u Piotrka na drzwiach.

Chyba mu z lekka użyło. W sumie nie dziwię się, perspektywa dwudziestu pięciu kotów, dwójki energicznych dzieci, szurniętego psa i dwóch osób dorosłych w trzech pokojach i do tego z zaskoczenia może zwalić z nóg najsilniejszego.

Już było lepiej. Co prawda mówiłam basem i z pijacką chrypą, nikt by nie uwierzyl, że półtora roku temu śpiewałam w sopranach, ale nic mnie nie bolało.

Teraz gardło znowu dowala, boli i ogólnie do bani. kolejny wirus albo co.

Jasny gwint, a chcialam  sie jeszcze zdążyć na grypę zaszczepić. Jak tak dalej pójdzie, to nie będę miala kiedy, bo stale będe chora.

jestem zła.

poniedziałek, 21 września 2015

Prezydent złożył projekt ustawy o powrocie do wcześniejszych emerytur. Obiecywał je w wyborach, wiec teraz może twierdzić, ze on swoje zrobił, bo dalej to rząd.

Ale...

Złożył projekt w momencie, kiedy wiadomo, że nie ma najmniejszych szans na jego realizację. Gdy do  końca kadencji zostały raptem dwa posiedzenia - nawet przy największym spięciu nie zdążyliby czegoś tak dużego przetrawić i obrobić.

Nie zmienia to faktu, że teraz PIS z PAD mogą głośno krzyczeć, jak to wstrętna marszałek Kidawa-Błońska z PO zablokowała prezydencki projekt, obiecany ludowi i będący odpowiedzią na jego postulaty. Zgrabny myk, żeby zrobić a nie zrobić i jeszcze zwalić winę na kogo innego.

Jeśli PAD naprawdę będzie chciał przepchnąć tę ustawę (oby nie, bo mówi nam tylko połowę prawdy - emerytury owszem, wcześniej, ale drastycznie niższe i dłużej trzeba przeżyć z tego kapitału), to zaserwuje ją kolejnemu Sejmowi, jaki by nie był. Jeśli nie - to będzie znaczyło, że zorientował się, że jest to samobójstwo finansowe całego państwa i nauczył chociaż podstaw matematyki. 

Nie wiem, co gorsze, prezydent, który nie umie liczyć, czy prezydent kłamca?

Warsztaty były super.

Wieczorne spotkanie z przyjaciółmi - jeszcze lepsze, dawno sie tyle nie śmiałam.

Kochana Ciocia, która mnie przygarnęła na noc - jak zawsze cudowna.

 

A teraz szara rzeczywistość - wszystkie trzy moje chłopaki są chore.

Wagary sie skończyły...

piątek, 18 września 2015

Uciekam jutro świtem do Krakowa i wracam w niedzielę. Warsztaty zapowiadają sie faJnie, a potem WOLNOŚĆ OD DZIECI!!!!!

środa, 16 września 2015

Przyjaciółka podsunęła mi pomysł. Do realizacji wspólnie. Przyszłościowy i potrzebny. Musimy przegadać i może sie uda.

Ale dostałam od razu przyspieszenia!

Trzymajcie kciuki, żeby sie udało.

Grzechot chodzi do przedszkola.

Powtarzam sobie to zdanie chwilę i brzmi jak muzyka.

Co więcej - kocha swoje przedszkole. Rano pogania - mama, ubraj mnie, jedziemy do dzieci!. Po południu - mama, było fajnie!

Nie wiem, co to jest problem z adaptacją. Poszedł i wszedł i został. Nawet sie nie pożegnał, już był zaaferowany zabawą. Podobno zresztą cała grupa w tym roku się świetnie zadaptowała, nie było ani jednego dziecka płaczącego przez cały dzień na początku.

Zaczynam żyć.

poniedziałek, 14 września 2015

...Prawica z Terlikiem na czele głośno gardłuje o zarodki, ich godność, prawo do życia i tak dalej. Bo każdy człowiek to dzieło Boże.

Ta sama prawica równie głośno krzyczy o zagrożeniu stwarzanym przez syryjskich uchodźców. Kobiety, dzieci, nienarodzonych... Nie chce ich tu widzieć, pomagać im i w ogóle najchętniej by nie widziała problemu, stawiając tylko wysoki mur na granicach. Niech sobie radzą sami, z dala od porządnej, chrześcijańskiej Europy i jeszcze porządniejszej, katolickiej Polski.

Czy ktoś widzi w tym jakąś logikę, bo ja nie bardzo?

niedziela, 13 września 2015

 - Nie mam co jeść... - zapłakał Skorupiak zaglądając do lodówki i pokazując dramatycznym gestem na jedną z szuflad warzywnych.

Faktycznie, widać było ubytki w zasobach pomidorów. Wczoraj szuflada byla pełna po wręby, dziś została ledwo połowa. Przed kolacją.

Co roku w sierpniu Małż przechodzi na dietę pomidorową - nie ze względów zdrowotnych, tylko on je po prostu uwielbia, a teraz są pyszne. I jakoś tak nam na razie schodzą te kulki - kupuję po 6 kilo - starcza na trzy dni. Jak dobrze pójdzie.

Co on będzie jeść zimą?

sobota, 12 września 2015

Gdy wracam z zakupów  na bazarku z siatami pełnymi pomidorów, śliwek i różnych innych takich dobrych rzeczy ( w sumie dobrze ponad 10 kg) i widzę, że moje ulubione miejsce parkingowe koło klatki jest zajęte.

Rada nie rada pojechałam z drugiej strony, zaparkowałam,  dotachałam te toboły do drzwi... gdzie okazało sie, że miejsce jesż jest wolne.

I po co ja taszczyłam te siaty?

piątek, 11 września 2015

- Muszę powiedzieć Piotrkowi o tym, jak nasza toyota palnęła w światła! - poinformował mnie Potomek Młodszy.

Zdębiałam nieco, gdyż nic mi nie było wiadomo o takim zdarzeniu, na toyce też śladów nie ma.

- No przed chwilą, jak były światła zepsute, przez toyotę! - tłupaczył mi Minor niczym chłop krowie w rowie. Widząc, ze matka tępawa nieco i nie kuma nadal, dorzucił:

- Na skrzyżowaniu!

I wtedy mnie olśniło. Światła faktycznie były zepsute, to sie zgadza. Ale tylko to. Przejeżdżaliśmy przez skrzyżowanie, solidnie skorkowane  z powodu jak wyżej - na szczęście z pierwszeństwem i pod prąd korka głównego. Z awarią nie mieliśmy nic wspólnego. Grzechot jednak uznał, że jest inaczej i postanowił ogłosić ten fakt światu.

Jesli zdoła dotrzeć z tym komunikatem do niektórych członków rodziny przede mną, to sie parę osób może nieco zdenerwować...

Dziecięca fantazja i interpretacja wydarzeń krążą niezbadanymi ścieżkami.

środa, 09 września 2015

Potomek Młodszy wielomówny jest. I towarzyski. Domaga się uwagi wyrażanej przede wszystkim dźwiękiem oraz wspólną zabawą - hałaśliwą.

No i mamy pewien problem.

Pomijam już to, że jestem okaz kopalny i nie lubię sie bawić w hałaśliwe przewalanki, to obecnie nawet pogawędki z dzieciem mam mocno utrudnione.

No bo jak tu konwersować, jak w przebiegu zapalenia oskrzeli straciłam całkiem głos?

I jak opanować dwójkę biegających wariatów, którzy nawet nie słyszą, jak do nich szepczę?

 

Stan na dziś - Grzesiek na antybiotyku, ja też. Skorupiak chyba nieco lepszy, ale też nieszczególny (Wieńczysław Nieszczególny? ktoś pamięta, gdzie występował?  :) - uwielbiam wrzucać Wam takie zagadki). Piotrek marudził rano, że nie chce do szkoły bo sie źle czuje, więc po prostu zabrałam go z sobą do naszego doktorka - usłyszał jasno, że może chodzić. Ciekawe, jak długo...

Mam stare, dobre, niewidziane od lat zapaleni krtani.

Pora do lekarza.

wtorek, 08 września 2015

Piotrek ostatnio daje w kość. Awanturuje się, niewiele w domu robi, podburza Grześka.

Dzisiaj postanowił wziąć przykład z prezydenta Dudy.

W ramach wkurzania mnie obiecał Grześkowi cukierka - a potem odesłał do mnie.  Niestety okazałam sie wredna i uznałam, że skoro sam obiecywał, to niech się wywiązuje osobiście. Nie widzę powodu żeby sie dawać wkręcać w takie manewry.

Chwilę potem była już zmiana frontu - "ja nie powiedziałem, KIEDY dam mu tego cukierka". OK, w takim razie pójdziesz na judo... ale ja też nie powiedziałam, kiedy.  Nie ma już siły z nim gadać, zwłaszcza, że ledwo mówię - infekcja w pełni. Na wykłócanie się nie mam ani siły ani ochoty.

Mam dość. Niech mnie ktoś przytuli!!!!

 

PS. Jakby ktoś nie wiedział, o co mi chodzi z odniesieniem do prezydenta - on też obiecał, że złoży w sejmie projekt ustawyo dopłatach na dzieci a potem usiłował wymusić na obecnym rządzie  realizację swoich własnych obietnic, mimo zdecydowanego stanowiska tegoż rządu co do możliwości takich działań i ich skutków dla budżetu. Ale dobroczynność cudzymi rękoma zawsze była łatwa....

 

poniedziałek, 07 września 2015

Niech mi ktoś pomoże!!!!

Jak żyć w sytuacji,kiedy najprzytomniejszym osobnikim w całej rodzinie jest cholernie energiczny facet mający 2 lata i 7 miesięcy, który jest na antybiotyku i w związku z tym nie może pójść do przedszkola? Reszta dogorywa, Pyton jszcze nieco lepszy, ale Skorupiak umiera a w piątek ma Bardzo Ważną Rozmowę.

A, jeszcze pies, którego czasem trzeba wyprowadzić.

Jeśli ktoś chce moje dzieci, to oddaję natychmiast, hurtem i na wagę.

Grzesiek marudzący, ale już lepszy.

Ja sie odbiłam od dna, ale mówię basem i nie mam na nic siły.

Skorupiak dogorywa, jeszcze go plecy bolą, bo łapał skaczącego Grześka.

Piotrek zaczyna smarkać.

 

Witaj, złota polska jesieni!

niedziela, 06 września 2015

9.20 - Laryngolog. Pani dr odetkała Grzesiowi uszy, zapisała lekarstwa, w razie pogorszenia stanu włączyć antybiotyk.

11 - Grzesiek chciałby wyjść, ale ma podwyższoną temperaturę i marudzi. W efekcie - piekli się potężnie.

13 - Temperatura rośnie. Czyszczenie nosa to cyrk, ale niezbędny, bo glut wisi bez przerwy.

18 - szkliste oczka, temperatura doszła do 39. Decyzja o włączeniu antybiotyku, Skorupiak wskoczył na rower i pognał do apteki..

20  - Podano antybiotyk i nurofen. Nosa sie nie dało oczyścić, bo mały się kręci jak wesz na grzebieniu.

21 - Temperatura spadła, nos oczyszczony. Na chwilę.

22 - Grzesiek przypomniał sobie, że jest głodny. Zjadł, potem popędził do właśnie zagnanego do łóżka Piotrka. Wariują we trzech z tatą. A mieli iść spać!!!

22.30 - najwyższa pora spać, matka dogorywa. Grzesiek - Oooooo! makarena!!!!

I weź człowieku nie zwariuj w takich warunkach... A jeszcz spróbuj wyzdrowieć - powodzenia życzy firma kominiarska.

 

PS. Zaniepokojonych Czytelników informuję, ze Grzesiek NIE MA ADHD. Jest po prostu piekielnie energicznym stworem i tyle ;)

piątek, 04 września 2015

Sprzątam na autopilocie karty do rozpoznawania ptaków - bawiliśmy się dzisiaj z Grzesiem.

Odruchowo zerkam na nazwy - niektórych z nich w ogóle nie znałam. A czy ktoś z Was wie, co to takiego na przykład pomurnik? Ja już wiem, aczkolwiek od bardzo niedawna.

W pewnym momencie coś mi zazgrzytało. Zaraz, zaraz, czy aby na pewno? Naprawdę mignął mi tam bakłażan? Chyba jednak skołowany i zasmarkany nmózg poprawił bażanta, bo o fruwających bakłażanach jeszcze nie słyszałam :)

- Grzechot, czemu ty tak po mnie stale łazisz? - zapytała znękanym głosem Matka Węży.

- bo jestem malutkim, chorym Grzesiem - odpowiedział natychmiast Grzechot.

 

Cóż, zawsze pozostaje nadzieja. Może jak będzie nieco większym i zdrowym Grzesiem, to przstanie się na mnie wspinać...

 
1 , 2