O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
Archiwum
O autorze

  Statystyki
stat4u

wtorek, 28 sierpnia 2018

Ostatni tydzień w pracy przypominał trzęsienie ziemi.

W poniedziałek zmarła mi podopieczna, prawie mi na rękach. Wezwałam karetkę, reanimacja, przywrócenie akcji serca. Zabrali ją na gwizdkach, ale zanim z jej krewną dojechałyśmy do szpitala lekarze stwierdzili zgon.

Potem inna podopieczna odwinęła mi numer wszechczasów po którym zażądałam w firmie natychmiastowej zmiany przydziału - i ją bez żadnych dyskusji dostałam. Generalnie dwa dni stresów tłumaczenia, rycia po przepisach, nieprzyjemnych rozmów. I na koniec oskarżenie o kradzież karty, z telefonem godzinę później, że się znalazła, bo wypadła na dywan...

W sobotę rano - mail od kuzynki z Australii, że jej mama jest na OIT, bardzo z nią już źle i chyba to koniec. Pogadałyśmy chwilę, ale z tej odległości nic więcej  nie mogę zrobić.

Odsypiałam potem to wszystko do 16 - mięśnie miałam powiązane w jeden ciasny supełek, bolało mnie wszystko. Na szczęście obecne przydziały mam fajne, przyjemne, z sympatycznymi ludźmi - chociaż wcale nie znaczy to, że nie ma nic do roboty, ale nie praca mi przeszkadza, tylko postawa niektórych ludzi. Tu jest ok.

 

I tak się zastanawiam, czy ja naprawdę muszę trafiać na takie dziwaczne historie? Dlaczego jak   zdarza się coś pokręconego, to właśnie mnie????

Przychodzi do mnie Grzesiek.

- Mamo, ile ty masz lat?

-  A bo co synku - pytam podejrzliwie, znając możliwości Potomków.

- Chodzi o to, ile trzeba świeczek na torcie.

Ucieszyłam się, że kochane dzieci o mnie myślą, uznałam, że odpowiedź nie grozi żadnymi wstrząsami.

- czterdzieści cztery na najbliższy tort.

- Tak mało?  - zdziwił się Wąż.

 

No i nie wiem teraz, czy mam się cieszyć, że uznał, że jestem taka młoda, czy wręcz przeciwnie - wyglądam na dwa razy więcej....

czwartek, 09 sierpnia 2018

Grzechotnik chodzi teraz do przedszkola zastępczego tuż pod naszym oknem. Tego, do którego chodził Piotrek.

Parę dni temu przyszedł do mnie zaaferowany i zapytał z poważną miną:

- Mama, a czy będę mógł jutro SAM pójść do przedszkola?

- Będziesz, synu - oświadczyłam uroczyście.

Młodzieniec rozpromienił się niczym słoneczko i pognał do kuchni na śniadanie. Od tego czasu skończyły się dyskusje o wstawanie, ubieranie i tak dalej. Rano przychodzi ubrany zanim otworzę pierwsze oko, nie pcha się do nas do łóżka, nie krzyczy. I wędruje samodzielnie.

Szkoda, ze jeszcze tylko dziś i jutro....

Skorupiak i Wąż Starszy grają w coś na komputerze.

- Tata, zmieniasz strony jak kobieta strój! - skrytykował Potomek Przodka.

Skąd on taki doświadczony, ja się nie przebieram trzy razy dziennie, a i szykowanie na Wielką Galę zajmuje mi maksymalnie pół godziny z fryzurą i makijażem...