O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Tym razem nie ogłaszam konkursu. Raczej wszelakich językoznawców (fiona, to do Ciebie:) proszę o pomoc.

Otóż nasz syn dziś stwierdził coś mało zrozumiałego. Poprosiłam o powtórzenie. Powtórzył, ale matka niezbyt kumata, nie załapała o co chodzi. Poprosilam o jeszcze jedną powtórkę. Dla pewności powtórzyłam sama dźwięki wydawane przez umiłowanego syna, żeby sie upewnić, ze dobrze słyszę. Owszem. I nic z tego nie wynika, nadal nie rozumiem. Młody juz mocno zniecierpliwiony, powtarza po raz kolejny :

- Molubelek to jest taki pin do zagórza!

No nie ma mocnych. Konsultacja z małżonkiem niewiele wniosła, tyle, że dostaliśmy podpowiedź -

- to jest ziel do zagórza.

W trakcie mojego stukania w klawiaturę Małż wpadl na niezły pomysł :

- Piotrusiu, pokaż, co to jest molubelek.

Piotruś zgromadził na środku pokoju:

nosidełko samochodowe, obecnie używane jako fotel na salonach

rowerek

łosia na biegunach

kosiarkę

wóz strażacki

ciężarówkę.

 

W naszych umysłach zalęgło sie straszliwe podejrzenie.

- Piotrusiu, czy ten molubelek to...

- Tak, to jest śtraśny bałagan!- odparło radośnie nasze dziecko...

 

Zdarza nam sie używać określenia "burdel" na pewien stopień nieładu ostatnio panujący w mieszkaniu. Młody sie uczy......

sobota, 29 sierpnia 2009

Ostatnio Pietruszek z uporem powtarzał słowo "nitki" ale jakoś mi kontekst za cholerę nie pasował do niczego. Myślałam i myslałam, co też te nitki mogą oznaczać. i wymysliłam! Otóż NITKI oznacza NIGDY. Teraz już wiem i będzie mi o jedno słowo łatwiej porrozumieć sie z potomkiem.

Nawiasem mówiąc, ostastnio młody zaczął o sobie mówić właśnie "potomek". Ciekawe, ilu jego rówieśników zna i rozumie to słowo :)

Siedzimy przy kolacji. Na stole leży wściekle różowa kartka z rozpiską leków dla Piotrka. Nic nie poradzę na kolor, takie reklamówki dali pani doktor.

Piotrek złapał kartkę, więc próbuję ją wydostać, tłumaczę, ze to jest potrzebne, żeby mama mogła mu podać lekarstwa. Młody się upiera, ze to jego. Pytam

- Piotrek, a ty wiesz, co tam jest napisane?

- Wiem! - odparło dumnie dziecko - literki!

Zatkało mnie na moment, ale już przyzwyczaiłam sie do takich tekstów, więc szybko odzyskałam oddech.

- A wiesz, co one znaczą? Umiesz je przeczytać?

- Umiem. Ale bez mówienia!!!!

I tu straciłam zdolność odychania na dłużej....

piątek, 28 sierpnia 2009

Wybrałam się z tatą na zakupy do supermarketu. U nas wiatr hulał po lodówce, tata - słomiany wdowiec (mama wraca jutro ze szpitala, a brat przyjeżdża dziś wieczorem). Słowem - nie ma mocnych, trzeba uzupełnic zapasy.

Turlamy sie z pełnym wózkiem do kasy, a tata przyjrzał sie uważniej zawartości i nagle pyta z zainteresowaniem:

- a kto u was będzie ten krem czekoladowy wcinać?

Fakt faktem, pytanie można uznać za uzasadnione, my oboje z Małżem mamy parę kilo za dużo i nie powinniśmy takich smakołyków, dla Pietruszka też znam zdrowsze pomysły żywieniowe. Do tego od razu litrowe opakowanie. Ale...

- Tato, to jest moja odżywka do włosów.....

Pośmialiśmy sie nieco i ogólnie wesoło sie zrobilo. Tym bardziej, że , jako sie rzekło, mama jutro wraca ze szpitala, wszystko jest w porządku, brat przyjezdża z Gdańska, więc bedzie można go pomaltretować (napuszczę Piotrusia, niech sie ojciec chrzestny wykaże) i jakoś zaczynają sie układać różne rzeczy.

Tylko musieliśmy przełożyć śpiewanki - Małżyk jest charczący niczym gruźlik, ledwo łazi, chodzi do pracy bo musi a po powrocie pada spać. W tych warunkach spędzenie iluś godzib na śpiewaniu i gadaniu chyba nie byłoby dla niego specjalną atrakcją... Ale nic to, co sie odwlecze, to nie uciecze. Śpiewanki będą, jakem Pyzio!

 

środa, 26 sierpnia 2009

Poranne zamieszanie. Proszę Piotrka, żeby się sam ubrał, szukuje mu wszystko i idę sie myć. Młody przez ten czas elegancko nadział na siebie wszystko co trzeba, z wyjątkiem sandałków i zajął sie swoimi misiami.

- Piotrek, włóż sandałki, proszę.

- No nie mam przecież trzech rąk, trzymam Mimi i Misika i piniąc. Ty mi włóż sandałki.

Operatywne dziecko, nie ma co. w pierwszej chwili mnie zatkało, ale równie szybko odblokowało, usłyszał, że śniadanie jest tylko dla Piotrusiów w sandałkach i wyszłam. Po chwili przytuptał już obuty...

 

Potwierdza sie stara prawda, ze dzieci uczą sie przez naśladowanie. Zwłaszcza naśladowanie rodziców i to głównie tych rzeczy, których nie chcielibyśmy widzieć u swego potomstwa. Mój tekst o trzech rękach mały pięknie przerobił i wykorzystał - często powtarzam, że przy urodzeniu każdego dziecka powinna wyrastać dodatkowa ręka.

 

Za to życie towarzyskie zaczyna kwitnąć jak różyczka. co chwila jacyś znajomi, jesteśmy poumawiani chyba do połowy września, nie wiem, jak to wszystko upakować w kalendarzu. Na szczęście większość to znajomi dzieciaci, więc Piotrek się nie będzie nudził, bo wczoraj był średnio szczęśliwy na spędzie rodziinnym. na swoje usprawiedliwienie dodam ze miałam nadzieję, zę bedzie tam kilku jego kuzynów w zbliżonym wieku, ale oni jakoś gremialnie nawalili i nie przyszli.... Tak toraczej nie ciągam za bardzo Pietruszka po nudnych rodzinnych oficjałkach (no tak, ostaatnia była tydzień temu...), a jeżeli już, to przychodze z nim na krótko i jak mały zaczyna rozrabiac z nudów to przenosimy sie gdzieś, gdzie jest ciekawiej - choćby do domu i na rowerek, albo na spacer z psem.

Pietruszek teraz szczęśliwie w żłobku, co oznacza, ze mam chwilę na nadgonienie zaległości domowych. W związku z czym żegnam Państwa i z pieśnią na ustach ruszam sprzątać.

Cześć i do zobaczenia :)

wtorek, 25 sierpnia 2009

Piotrek już wie, co będzie robił w przyszłości:

- będę szukał planet - powiedziało moje dziecko świecąc latarką po suficie.

 

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Czy typowym słowem u facecika mającego 2 lata i 10 miesięcy jest "przytulanka"????? albo "melonik"? "skonfiskować"? Rany, ale on bedzie wyszczekany za parę lat....

Siedzę z Pietruszkiem w samochodzie, czekamy na małża. Obok przechodzą dwie stoty płci żeńskiej. Młody komentuje:

- dwie panie idą. Ślićne są.

Opadły mi ręce...

niedziela, 23 sierpnia 2009

Obóz w Bieszczadach miał jak dla mnie jeszcze jedną kolosalną zaletę, tym razem całkowicie prywatną. Otóż okazało sie, że jedna z koleżanek jest  grająca i śpiewająca w tych samych klimatach, co ja. A tego mi ogromnie brakowało. W czasach nastoletnich to sie urządzało śpiewanki, zdzierało gardła przy ogniskach, a potem... jakoś znajomi woleli pogadać, pograć w mafię czy cokolwiek innego i to śpiewanie jakoś coraz rzadsze, coraz krótsze było... Smutno mi było, ale przecież nie zmuszę ludzi kijem do śpiewania, nie mają obowiązku. Nawet jak urządzałam imprezę z wyraźnym zaznaczeniem, zę to mają byc śpiewanki, to i tak kicha z tego wychodziła, po trzech piosenkach towarzystwo zaczynało gadać i tyle było.

A teraz juz sie cieszę na porządne spiewanie. Umówiliśmy sie na sobotę, doczekać sie nie mogę. Oni mają dwóch synków, mlodszych nieco od Piotrka, chłopaki też były w Bieszczadach, wiec juz sie znają - oni będą się bawić, my bedziemy śpiewać i będzie pięknie :)

 

A od Magdy właśnie nauczyłam sie jeszcze jednej bieszczadzkiej piosenki, która mi sie niezmiernie podoba i chodzi mi po głowie prawie codziennie  :

Anioły są takie ciche
Zwłaszcza te w Bieszczadach
Gdy spotkasz takiego w górach
Wiele z nim nie pogadasz

Najwyżej na ucho ci powie
Gdy będzie w dobrym humorze
Że skrzydła nosi w plecaku
Nawet przy dobrej pogodzie

Anioły są całe zielone
Zwłaszcza te w Bieszczadach
Łatwo w trawie się kryją
I w opuszczonych sadach

W zielone grają ukradkiem
Nawet karty mają zielone
Zielone mają pojęcie
A nawet zielony kielonek

Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły
Dużo w was radości i dobrej pogody
Bieszczadzkie anioły, anioły bieszczadzkie
Gdy skrzydłem cię trącą już jesteś ich bratem

Anioły są całkiem samotne
Zwłaszcza te w Bieszczadach
W kapliczkach zimą drzemią
Choć może im nie wypada

Czasem taki anioł samotny
Zapomni dokąd ma lecieć
I wtedy całe Bieszczady
Mają szaloną uciechę

Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły...

Anioły są wiecznie ulotne
Zwłaszcza te w Bieszczadach
Nas też czasami nosi
Po ich anielskich śladach

One nam przyzwalają
I skrzydłem wskazują drogę
I wtedy w nas się zapala
Wieczny bieszczadzki ogień

Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły...

 

To śpiewa Stare Dobre Małżeństwo. I Piotrek też - jak mu to śpiewam jako kołysankę, to dopowiada końce wersów, czasem sam sie upomni...

Widać, zę ten wyjazd to było dla niego ogromne przeżycie i długo nie zapomni...

Ja też.

sobota, 22 sierpnia 2009

młody bawi sie latarką i stoperem (takim plastikowym, prościutkim, którego używa jako telefonu). Stuka tym sprzętem o szafkę i tata go informuje, ze jak będzie dalej tak walił, to zepsuje jedno i drugie i nie będzize miał. A nasz operatywny potomek na to :

- Kupisz mi nowy telefon i nową latarkę, żeby było dobrze!

Ręce nam opadły...

 

Inne teksty potomka z ostatniego czasu, kiedy nie miałam dojścia do bloga od razu:

- Jeżu, mnie coś trafi, mama, ty nie grasz w piłkę! (Mea culpa, faktycznie używam tego tekstu. Gwoli wyjaśnienia, jeżu wzięło sie od pełnej formy "jeżu kolczysty" - nie wiem, czemu kolczysty, poprawnie byłoby przecież kolczasty, ale tak już jest i koniec.)

Pomagał mojemu tacie w robotach ogrodniczych. Obcinali gałęzie na wiśniach i tata poszedłpo piłę do wc, wyjął ją z szafki i wrócił do ogródka. A mały go łapie za rękę i ciągnie do WC:

-Duży (tak do niego mówi), ty nie zamknąłeś szafki!!!!

Pedancik jeden, nie mam pojęcia po kim, bo na pewno nie po mnie :)

 

Kolejny kwiatek - coraz bardziej wydłuż mu sie imię - obecnie mówi o sobie  myszkalewkotekmałpeczkasoń na jesnym dechu, ale jak mu sie przypomni jakiś zwierzak, do dodaje do wyliczanki.

 

piątek, 21 sierpnia 2009

 

Odespałam nieco, pozbierałam sie do kupy i wracam.

Nie chciało mi sie wcale - Bieszczady bez komputera, telewizora, netu i nawet gazet to było coś pięknego.

Piotrek zasuwał po szlakach jak nakręcony - załuję, ze nie mogłam na to patrzeć, z drugiej strony takie męskie wakacje to dla nich obu też bardzo ważna rzecz. Chodzili razem wieczorami na pomidorówkę (bo przecież nie na piwo, a dla młodego dzień bez pomidorówki jest stracony). Siedzieli razem i tęsknili za mamą.Łazili po górach. Mnóstwo wrażeń, emocji, wspomnień - do których ja nie mam dostępu. Oczywiście, Piotrek opowiada, trajkocze jak nakręcony, ale i tak mi bardzo smutno, ze tylko na zdjęciach mogę zobaczyć Pietruszka na Połoninie Wetlińskiej, czy na Małej Rawce...

Więc (wiem, że sie tak nie zaczyna zdania, wiem...) chociaż podzielę sie kilkoma fotkami

Piotrek w bacóce pod Małą Rawką

 

 

 

W drogę - na Małą Rawkę

 

Na szczycie

 

Piotrek  z biletem na kolejkę bieszczadzką

 

Po przejściu szlaku...

 

Na razie nie mam więcej pozmniejszanych fotek, jak przygotuję to jeszcze wrzucę.

Chwilowo Piotrek jest chory - ciocie żłobkowe zadzwoniły do mnie w chwili, gdy wysiadłam z autobusu przed szpitalem, żeby odwiedzić mamę, która czeka na operację. Drobny problem polegał na tym, że to było w Łodzi.... Ale od czego telefony komórkowe, małżonek najszanowniejszy do spółki z moim tatą załatwili wszystko elegancko, zabrali małego ze żłobka, zataszczyli do lekarza, załatwili aptekę- słowem poradzili sobie doskonale bez mojej obecności, a ja mogłam posiedzieć spokojnie  i poplotkować z mamą. Zawłaszcza, ze z odległości ponad 100 km raczej miałam ograniczone możliwości działania...

W związku z powyższymi okolicznościami mam nadzieję, zę zostanie mi wybaczone, jeśli nie będe tu za często zaglądać - musze jakoś ogarnąć to wszystko i jeszcze napisać sprawozdanie z obozu - a ja tak nienawidze wszelkiej papierkologii....

 

sobota, 15 sierpnia 2009

ano wróciliśmy, niestety...Jednak Bieszczady są znacznie ładniejszeniż Warszawa.

Dokładniej napiszę później - teraz mi sie zwyczajnie nie chce, więc krótko - obóz udany, moje dwa chlopaki -zachwycone, Piotrek na szlakach robił furorę. W wolnej chwili wrzucę trochę fotek.

Do zobaczenia jak mi minie leń :)