O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Brytyjczycy są konsekwentni. Powiedzieli, że mają dość  i wyszli. Brexit odsłona druga przy pomocy Islandii.

Swoją drogą do czego to doszło, że JA OGLĄDAM MECZ!!!! I to nawet nie naszych. Niebywałe. Ale jak już okazało się, że niespodziewanie wyleciała Hiszpania to uznałam, że warto sprawdzić, czy ktoś nie wykopie i Angoli.

No i wykopał. Do tego po naprawdę ciekawym meczu, nie to co wczoraj, kiedy to smęty jakieś się snuły, Chorwacja z Portugalią grały tak, jakby obu stronom zależało, żeby jednak kto inny się z nami męczył w czwartek :).

ALe żebym ja na starość zaczęła Euro oglądać... Toż to naprawdę świat się kończy :)

piątek, 24 czerwca 2016

Świadectwo w łapce, kapcie ze szkoły zabrał.

Piotrek ma wakacje.

On jest szczęśliwy, ja odrobinę mniej - tez bym chciała mieć wolne i nawet wiem, co bym z nim zrobiła.

czwartek, 23 czerwca 2016

Miałam piękne plany.

Chciałam pójść na śpiewanki. Ostatnie dwa razy opuściłam, ciągnęło mnie bardzo.

Zamieniłam je na wizytę u lekarza, diagnozę zapalenia gardła i antybiotyk.

Dziękuję za taką zmianę.

No to pierwsza noc poza domem za nami. Wbrew temu czego się spodziewałam, nie wrócił mały, tchórzliwy Rupeczek. PPo Bramsie spodziewałam się takiego numeru, ale RupKotek raczej nie bywał taki dzielny, a tu proszę.

Nerwowo było, nie powiem. Szukałam Frania do 23.30,potem się poddałam. Wtedy nie wytrzymał Skorupiak, łaził w nocy chyba godzinę. Bez skutku.

A jak się obudziłam o 5rano, to włóczęga siedział na dachu garażu.

Och, kocie....

środa, 22 czerwca 2016

Grzechot postanowił pomalować farbami. Proszę bardzo, niech maluje. Dostał farby, pędzle papier, podkładkę i co tam mu jeszcze było potrzebne - i hulaj dusza.

W pewnym  momencie poinformował mnie, że ma mokra bluzkę - wylał sobie na nią wodę.

Nie jest to tragedia, zaproponowałam, żeby poszedł do pokoju, zdjął mokre ubranko i przebrał się w suche. I zajęłam się swoją robotą.

A był to błąd.

Co prawda Wąż Młodszy był w tym samym pokoju co ja, ale akurat krzesło stało w sposób zasłaniający mi go dokładnie. W związku z czym dopiero jak się odezwał do mnie, zobaczyłam, że wprawdzie zdjął mokrą bluzeczkę, ale nie uznał za stosowne zastąpić jej suchą. tylko namalował sobie na brzuszku czarne coś. Coś zasadniczo było jednym wielkim maziajem, takim na pół Grzesia.

Stwierdziłam, że właściwie, nie ma co się kłócić, rozebrałam gada, wstawiłam do wanny i... pozwoliłam Piotrkowi domalować go do końca :))))

Obaj byli przeszczęsliwi, a ja się tylko zastanawiałam z lekkim niepokojem, jak to będzie schodzić. no ale to plakatówka, a nie olejna.....

Zeszło ładnie, chłopaki szczęśliwe.

I tak oko uczciliśmy zakończenie edukacji w tym roku szkolnym (Piotrek jutro ma wycieczkę).

 

Ani chybi rożnie mi artysta. Kariera pewna!!!

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Koty podpędziły nam kota.

A właściwie to jeden, nasz maleńki, tchórzliwy Rumpeczek.

Brams włóczy się po okolicy już bezproblemowo, wraca na gwizdanie i jest ok.

Rupek dotąd chodził tylko po tarasach sąsiadów, na które ma bezpośrednie wyjście z kuchennego okna. Dziś tam z wdziękiem polował na motylki. Potem jednak zszedł na dół i gdzieś razem poszli. Na pewno wrócili, bo potem znów go widziałam na tarasach.

A jak odgwizdałam kotom p0owrót w rodzinne pielesze, to pojawił się tylko Brams....

W rezultacie ze dwie godziny biegaliśmy ze Skorupiakiem po osiedlu, dziękując niebiosom, że chłopcy zdążyli zasnąć. A jak w pewnym momencie weszłam do domu skontrolować, czy Grzechot się nie obudził, to okazało się, że Rympał leży sobie wygodnie na krześle.... Nie wiem, kiedy wrócił, ale miał otwarte okno na wszelki wypadek i jak widać skorzystał.

A my jesteśmy solidnie dotlenieni przed snem.

Dobranoc.

W rodzinie znowu przybyło. Rita pojawiła się wczoraj, szybko i bezproblemowo.

Śmieszne jest to stadko maluchów. w ciągu ostatnich paru miesięcy wysypało się tego bardzo dużo, od grudnia to już piąte.

 W ten sposób moi Dziadkowie mają już, zaraz, niech policzę.... 19 prawnuków. No kuzyni kochani, do roboty! Jeszcze jedno i będzie okrągła dwudziestka :).

Dla tych, którzy chcieliby mi zaproponować, żebym się sama postarała - niech się młodsi męczą. Uważam, ze czterdziestka jest rozsądną granica na zakończenie prokreacji, aczkolwiek jeśli ktoś chce i może więcej, to proszę bardzo. Ja już przeszłam do etapu odpowiadania na milion pytań i tłumaczenia świata, i niekoniecznie chcę znowu wstawać w nocy na karmienie. Chociaż nie powiem, samo karmienie było cudne, tylko dlaczego w nocy....

 

Tak więc - witaj, maleńka!

Lało dziś pięknie i z Grzechotem uznaliśmy, że należy to wykorzystać.

Kalosze, kurteczka - i tak zaraz zdjął - i idziemy tropić kałuże.

Na szczęście matka wiedziała, gdzie są najgłębsze w okolicy, więc zabawa była przednia.

Najpierw było tak:

 

Potem było tak:

 

A wieczorem, kiedy wrócił z kolejnego spaceru, był już cały mokry i błoto miał nawet na głowie.

Cóż.

Dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe. On był zdecydowanie baaardzo... szczęśliwy ;)

 

Dobra matka musi wiedzieć, gdzie znaleźć odpowiednią rozrywkę dla Potomka. Znajomość okolicznych kałuż jest niezbędna!

Koty wiedzą, do czego służy deszcz.

Rozsądne stworzenia.

Wezmę z nich przykład i pójdę spać.

czwartek, 16 czerwca 2016

Szłam dziś wzdłuż zaparkowanych samochodów i jeden rzucił mi się w oczy.

Miał na przedniej szybie SIEDEM uchwytów na telefon komórkowy, z czego tylko jeden ustawiony na środku, tak, żeby mógł z niego korzystać kierowca. Pozostałe wisiały z boku, po prawej stronie szyby.

Czy ktoś jest w stanie wyjaśnić mi sens takiego postępowania? Bo sama to za głupia na to jestem, zdecydowanie....

środa, 15 czerwca 2016

Scenka:

Młody człowiek lat około 10 wlazł na drzewo. Uczynil to bardzo sprawnie, wiec moja mama podsumowała krótko - zupełnie jak małpa.

Na to odezwała się pełna oburzenia starsza siostra młodego człowieka:

- Ty nie odpowiadaj, bo to będzie znaczyło, że jesteś małpą!!!!

Mamę zatkało. Takie określenie u nas jest używane raczej w charakterze komplementu, docenienia wysokiej sprawności i zręczności, a tu taka reakcja... Co zabawniejsze, taką niechęć do zwierząt zaprezentowała córka dwójki biologów, sama myśląca o studiach na tymże kierunku.

Zrobilam szybki przegląd przezwisk i określeń zwierzęcych, których używam pod adresem Potomków -  i wyszło mi, że się chyba z tą panienką nigdy nie dogadam. Węże, myszki, karaluszki, żaby, robaczki, robale, świstaki, gryzonie, żółwie, wszelkie odmiany małp właśnie, oraz masa zwierzątek istniejących wyłącznie w wyobraźni mojej bądź jakiegoś autora, na przykład paszczaki.

Cóż, w każdej rodzinie są krewni bardziej i mniej przypadający do gustu. Ci są zdecydowanie przedstawicielami grupy drugiej.

Wczoraj zabrałam chłopaków do zoo.

Niedawno była tam przeprowadzona zbiórka najprzeróżniejszych zabawek dla zwierząt i wczoraj miało nastąpić publiczne wydanie zgromadzonych dóbr. Oczywiście nie wszystkich i nie wszystkim zwierzakom, tym razem załapały się lwy, tygrysy i pawiany. następne - w kolejny wtorek, ale nie wiem, kto tym razem.

Widok był piękny, małpiszony biegały szczęśliwe z torebkami, plecakami, starannie rozpakowując je i szukając skarbów.

Skarby oczywiście były - każda torebka zawierała jakąś zabawkę pluszową i porcję jedzonka. Małpy ze skupieniem wybierały kawałki owoców, lisci sałaty, szukały zabawek. Widac było, że są szczęśliwe.

 

Jak niewiele czasem potrzeba, żeby komuś sprawić frajdę. Tu wystarczyły stare torebki i niepotrzebne pluszaki. Swoją drogą, genialny pomysł miał ktoś w zoo - sami by nie zdobyli takiej ilości zabawek, nie mówąc o tym, że przekazanie tego zwierzakom w podanym wcześniej terminie spowodowało przyciągnięcie sporej zapewne grupy zwiedzających w środku tygodnia, kiedy ruch jest raczej mniejszy. mają tam dobrego speca od marketingu :).

 

 

W okolicy znowu wysyp maluchów. Wśród znajomych rosną cztery brzuchy, z czego jeden może wyleźć na światło dzienne w każdej chwili.

A ja po raz pierwszy od lat chyba patrzę na to spokojnie.  BYł okres, kiedy wszystko mnie bolało, jak widziałam wydatne brzuszki o jednoznacznym kształcie - sama też marzyłam... Najpierw o jednym, potem o drugim. ostatnie trzy lata to było jeszcze co innego - już nie czułam takiego braku, ale patrzyłam z czymś w rodzaju poczucia siostrzanej więzi - ja też przed chwilą jeszcze....

Teraz moje instynkty macierzyńskie się uspokoiły, wystarczy mi tych moich dwóch. Prawdę mówiąc, ostatnio co wieczór zastanawiam się nad zmniejszeniem liczby Węży w tym domu, padam na dziób, a Skorupiak wraca dopiero jutro z wojaży. Węże są kochane, ale uparte, energiczne i męczące jak diabli. Do tego Piotrek już czuje wakacje i marudzi, że nie pójdzie do szkoły. Pójdzie, jakem Pyzio, bo nie zniosę go cały dzień siedzącego mi przy moim komputerze albo marudzącego ogólnie. Jeszcze te półtora tygodnia musi wytrzymać i tyle.

Dziewczyny, najlepszego Wam życzę!!! Niech maluchy zdrowo rosną, bohaterki czekające na czwarte (czyli połowa składu!!!!) podziwiam niezmiennie, dużo siły na ciążowe upały!!!!

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Siedzę na zawodach i póki Piotrek nie walczy,patrzę na ludzi. Przede mną stoi mamusia z wyjącym dzieckiem na rękach i stara się uciszyć malucha. A ja jemu się wcale nie dziwię, też bym się darła, gdyby mnie ktoś przydział w body, sztruksową sukienkę i RAJSTOPY przy takich temperaturach.

Mamusia zresztą wyletniona stosownie do wskazań termometru, tylko dziecko opatulone.

Typowe nad Wisłą "żeby tylko nie zmarzła, załóż czapeczkę" ma się dobrze.

niedziela, 12 czerwca 2016

I znowu kolejny turniej judo. Oznacza to parę minut emocji i parę godzin nudy ;-). Piotrek poszedł gadać z kolegami, a moimi zadaniem jest być tutaj i wspierać duchowo, nie plącząc się zbytnio pod nogami.

Dzisiejsze zawody są o tyle ważne, że Piotrek w tym roku wcale nie startował - albo był chory albo kontuzjowany. A teraz na rozpęd i motywację ma jeszcze niedawno otrzymany żółty pas - i zobaczymy co będzie.

Trzymajcie kciuki :-)

 

 

Edit: Piotrek ma 3 miejsce , ale odnowił mu się uraz stopy i ledwo łazi...

Wczoraj nareszcie spotkałam jeża. Pierwszy w tym roku w stanie właściwym, bo dotychczas spotykane były niestety przejechanie na placek... :-(.  

Niezmiennie lubię te kolczaki, jakby na nie które nie narzekał :-)

środa, 08 czerwca 2016

Wędrując dziś wieczorem i gwiżdżąc na kota pomyślałam, że fajnie byłoby mieć dla Bramsla obrożę z gps. Nie musiałabym ganiać, tylko odpaliłabym stosowną apkę i wiedziałabym, gdzie koteczek się szlaja.

PO powrocie i uśpieniu wszystkich dzieci i zwierząt postanowiłam sprawdzić, ile takie cudo by kosztowało, bo na pewno już  ktoś na to wpadł.

Faktycznie, jakbym miała trzy stówki na zbyciu to mogę Bramsla przyodziewać w elektronikę. Nie mam, wiec na razie się wstrzymam.

Przy okazji zobaczyłam coś, po czym opadła mi szczęka i wszystko inne.

Nakładki na pazury dla kota albo psa, zapobiegające drapaniu. W kolorkach ogniście widocznych (że nie nazwę tego dosadniej), a na zdjęciu było różowe..... Nakleja się to zwierzakowi na pazurki naturalne, coś chyba jak tipsy. Masakra w paski, z trąbką i śrubokrętem.....

 

Niezależnie od ilości zbywającej gotówki tego kotom nie kupię.

Scenka.

Dwie panie na spacerze. Obie z pieskami.

Jedna prowadziła na smyczy pięknego doga stalowo-błękitnego.

Druga maciupeńkiego yorka.

 

Kurtyna.

wtorek, 07 czerwca 2016

Zawiozłam dziś Mi na działkę.

 I miałam dodatkową frajdę.

Albowiem zobaczyłam węża. Pięknego, długiego zaskrońca. Wygrzewał się na plamie słońca, ale jak usłyszał moje gadanie w telefon i zobaczył mój cień, to dał nogę. E, zaraz, gdzie wąż ma nogę? No to dał w długą.

Wrzask nie miał być w tonacji "Ratunku, ale ohyda!!!" tylko "Mama, chodź zobacz, jaki śliczny!!!!".

Generalnie lubię węże - co widać zresztą po przezwiskach Potomków, jedyne zastrzeżenie, jakie do nich mam, to dieta. No nie dam takiemu żywej myszy, nie ma mowy.

Chłopaki będą miały zagwozdkę, emocje związane z poszukiwaniem węża zwykle podnoszą poziom decybeli, a żeby mieć szansę znaleźć, to muszą być cicho :). Ciekawe, jak im pójdzie :)

poniedziałek, 06 czerwca 2016

BramKotek włóczy się już codziennie. Zeskakuje z balkonu przy każdej okazji i zwiedza okolicę.'

Jeszcze nie opanował co prawda systemu pomocy sąsiedzkiej - Czort wiedział, że jak posiedzi chwilę pod drzwiami do klatki, to ktoś go wpuści, bo wszyscy go znali. Bram nie jest jeszcze tak obyty, ale za to znacznie sprawniejszy niż Czort w ostatnich latach. Po prostu wdrapuje się po słupie podpierającym balkon i tyle.

Rumpeczek zaś siedzi na balkonie i patrzy. Wczoraj zwiedzał niziny - nie całkiem dobrowolnie, zdaje się, i wrócił bardzo wystraszony i zdenerwowany.

Koty mają się znakomicie :)

Skorupiak musiał wyjechać służbowo na kilka dni.

Bardzo się martwił, jak sobie poradzę, zwłaszcza, że faktycznie ostatnio jestem zmęczona jak pies, a Grzesiek daje do wiwatu.

najpierw zafundował mi weekend prawie bez dzieci - zabierał ich na działkę na nocowanie, a ja miałam prikaz - robić coś dla siebie, odpoczywać.

No ale pozostał jeszcze problem wieczornego czytania - zazwyczaj to on usypia Grzechotka, a z odległości kilkuset kilometrów raczej trudno wziąć na kolana.

Ale Skorupiak znalazł rozwiązanie. Zabrał ze sobą ulubioną książkę Węża - tę o kocie Findusie i Bożym Narodzeniu - i teraz Grzesiek leży w łóżku a tata czyta mu przez telefon :).

Piotrek wczoraj miał egzamin na żółty pas judo.

Podchodził trochę spietrany, bo ma nogę nadal nie do końca sprawną i chodzi z bandażem, ale i tak zdał.

Ale mam fajnego synka!!! A nawet dwóch :)

niedziela, 05 czerwca 2016

- mamo, otworzysz moją skarboneczkę? - poprosił Grzesiek.

- Kocie, skarbonkę otwieramy wtedy, kiedy się do niej coś wrzuca, a nie co chwilę.

- A gdzie jest twój portfel? - zapytał operatywny Potomek Młodszy :)

 

-

piątek, 03 czerwca 2016

Kot się wypuścił. Na razie go nie widać, polazł gdzieś. Czy będzie umiał wrócić?

Czuję się jak matka kwoka biegająca wzdłuż brzegu za kaczątkiem.

Rzecz jasna, Kot Bramsel. Kot Rumpel nie schodzi z balkonu, i bardzo dobrze.

 

 

Edit: Kot Bramsel powrócił na rodziny łono.

Pół wieku temu, gdy moi dziadkowie wprowadzali się do mieszkania, które zajmują do dziś, znaleźli w piwnicy bulwę. Babcia wetknęła to w ziemię i patrzyli co z tego wyrośnie.

(Nie, nie jest to opowieść o Calineczce ;).

Wyrosło. Wystawiło nos niczym czubek rakiety. Potem wyrósł patyk, który następnie rozcapierzył się do kilku gałązek z listkami. Jesienią wszystko zwiędło. I tak powtarzało się przez lata, od czasu do czasu wypuszczając dodatkowe młode bulwki.

Nikt nie wiedział, ki diabeł. Nazwano to smokiem

Moja mama,  osoba powszechnie znana w rodzinie jako lekki świr roślinno-zwierzęcy, dostała smocze dziecko.

Rosło przez lata, podobnie, jak u dziadków. Jesienią więdło i czekało do wiosny.

W zeszłym roku COŚ się zaczęło dziać. Smok wyglądał inaczej, wypuścił pęd o innej porze, jesienią, kiedy powinien sobie odpoczywać. Pęd też był jakiś dziwny.

Smok zakwitł.

Wzrostu miał ponad metr, kolor kwiatu - ciemnobordowy, zapaszek - śmierdzące mięso.

Został dokładnie obfotografowany na każdym etapie rozwoju.

Ostatnio wreszcie ściągnęłam te zdjęcia od rodziców i wysłałam pytanie do Ogrodu Botanicznego - bo nadal nie wiedzieliśmy, co to jest.

I już wiemy. Pani z Ogrodu odpisała błyskawicznie - dziękujemy przepogromnie!

Smok nazywa się DZIWIDŁO. oczywiście natychmiast przerobiłam go na dziwadło. Azjatycka roślinka, zapylana przez muchy i dlatego tak śmierdzi.  Do tego okazało się, że w OB mają trzy dziwidła, ale innych odmian niż nasza, a my mamy kolejne młode bulwki - w przyszłym tygodniu pojadą do OB.

W sumie nic mi to nie zmienia w skomplikowanej rzeczywistości, ale radości z rozwiązania zagadki mam mnóstwo :)