O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

poniedziałek, 29 czerwca 2009

Młody się już właściwie usamodzielnił jeśli chodzi o potrzeby fizjologiczne. Sam biegnie do łazienki, siada na nocniku (albo siusia do sedesu), wylewa nocnik, myje łapki - pełnia szcześcia. Przy grubszych sprawach pomoc na końcu jest potrzebna, ale bardzo pilnuje swojej samodzielności - jeśli zajrzę do łazienki w takiej chwili to słyszę -

-mama, idź, ja wołam. (mama, idź, zawołam cię)

N to idę. Teraz też wyszłam, usiadłam nakrześle... i słyszę ryk z łazienki - mama......

Jakby nie mógł od razu....

Mężyk zadzwonił z pytaniem czy mogłabym go zwieźć od klienta, bo na Mokotowie leje koszmarnie. Mogłabym. Pojechaliśmy z Piotrkiem i psem. po powrocie młody do wanny. Jest już tak zmęczony, że marudzi i kłóci sie o wszystko. W końcu nie wytrzymuję i mówię, zę jak sie będzie tak zachowywał, to nie pojedzie po tatę następnym razem. A on na to -że zostanie w domu. No to pytam go, jak to, sam ma zostać, bez mamy? A ten mały drań popatrzył i mówi :

- nie siam, mam Guśkę! (Guśka, zwana Gruśką, to nasz pies).

I weź tu człowieku dyskutuj z takim.....

Misiek wczoraj się znalazł w szafie. Piotrek ma taki kawałek szafy, gdzie lubi włazić. Wczoraj nie mam pojęcia, kiedy tam majstrował, bo wydawało mi sie, ze miałam go pod ręką cały czas, jak byli goście. Ale jakoś mu sie udało wpakować Mimi do szafy, a potem leżał i patrzył jak sie miotamy. Testował naszą reakcję na jego problem? Jeśli tak, to chyba zaliczyliśmy, naprawdę solidnie szukaliśmy wszędzie, gdzie sie dało. Jak widać, skutecznie.

Po raz pierwszy od nie wiem jak dawna mam chwilę, kiedy siedze bez wyrzutów po mordzie i się obijam. Zaraz sobie polakieruję paznokcie - miałam na to ochotę od paru tygodni, ale nie miałam kiedy, a jak miałam kiedy to byłam juz tak padnięta, że wolałam iść spać.Do pracy idę na 14, więc jeszcze mam chwilę.

Za to przekonałam sie wreszcie do rabarbaru. Z czasów przedszkolnych zostało mi przekonanie, ze rabarbar = paskudny kompot z frędzlami włażącymi między zęby. A teraz zrobiłam crumble z rabarbaru ściągnięte z zaprzyjaźnionego  bloga,

Nie wiem, jak wstawić linkę, nie chce mi sie kombinować, biorę sie za paznokcie

Ponieważ już wiem, jak wstawić, to poprawiłam :)

Pyszne było, dzięki Ci, olalala77 :)

 

 

 

niedziela, 28 czerwca 2009

Działo sie przez ten tydzień, oj, działo....

Szkoła. Tygodniowy zjazd, ciekawe tematy, spotkanie z ludźmi, których bardzo lubię i których zobaczę w komplecie dopiero we wrześniu. Koleżanka, która urodzila dziecko tydzień temu, dramat choroby malucha. Aniu, Piotrusiu, trzymajcie się mocno, modlę się za Was.

Zakończenie roku w żłobku - przedstawienie w wydaniu dwulatków - jasne, ze prościutkie. Przypomniało mi sie, jak pani dyrektor mówiła, że kiedyś jakiś rodzic zgłosił pretensje, zę te przedstawienia takie krótkie, kiepska rozrywka. A czego on oczekiwał, że mu maluchy Hamleta na trawie odstawią???? Rozkleiłam sie, jak to oglądałam. Do tego Piotrek taki dumny z siebie, jak mijał nas to mu sie pyszczek rozdziawiał i uśmiech od ucha do ucha

Imieniny Piotrka. Wypadają jutro, ale nie ma mowy, żebym jutro kogokolwiek zapraszała. Siedzę w pracy do 20, jak wrócę, to młody już będzie  w łóżku.

Piotrek, który stale zaskakuje mnie kolejnymi zachowaniami. Dziś szykujemy sie do imienin, Małż zaniósł szklanki  i podkładki pod nie, takie plecione. Właściwie, czy ktoś wie, jak to sie nazywa? u nas w domu to chodziło pod nazwą "patarafki", ewentualnie "wafle". To tylko tak na marginesie. A po chwili patrzymy, a Pietruszka ustawia starannie każdą szklanke na podstawce....

W szkole - znakomicie, chociaż tematy egzystencjalne, trudne, pod koniec naprawde ciężko sie skoncentrować. A po południu - warsztaty z terapii grupowej. Nie wyszło mi prowadzenie mojego kawałka, poryczałam sie ze zmęczenia wieczorem, w domu. Teraz widzę, ze nie bylo tak źle, zrobiłam kawał dobrej roboty, a w końcu po to tam jestem, żeby sie uczyć. Błędów nie popełnia tylko ten, co nic nie robi. Ale wtedy mnie zdołowało.

Koleżanka z grupy wychodzi za mąż. Bardzo chiałam być na jej slubie, a tu kicha, będę wtedy w Bieszczadach służbowo, na obozie z dzieciakami. Żadnego manewru, nie pójdę na ten ślub. Chyba że sie w miesiąc nauczę bilokacji.

Imieniny fajnie, nie robiliśmy wielkiego spędu, moi rodzice, teściowa h.c. i chrzestna, czyli nasza przyjaciółka. Chrzestny miał nieco daleko - mieszka na Pomorzu, więc nieobecność usprawiedliwiona. Nawet to, że nie zadzwonił rozumiem, wybrał sie dziś na żagle z jakimś kumplem, po zakończeniu pewnie gdzieś siedli nad piwem i ględzą.

Na dokładkę, jak już młody leżał w łóżku okazało się, że przepadł gdzieś jego misiek ukochany. Szukamy jak wściekli, przeglądamy meble, pomieszczenia. W końcu nie mieszkamy w pałacu, nie mamy 250 metrów. I chwała Bogu w tym kontekście, jakbym miała szukać tego niedźwiedzia na takiej powierzchni, to chyba bym oszalała,

Jeszcze więcej tego było, ale palce mi sie śligają po klawiaturze ze zmęczenia.

Dobanoc.

 

wtorek, 23 czerwca 2009

To nie jest wpis, tylko dwa słowa. nie ma mnie i raczej nie będzie do końca tygodnia. Mam tygodniowy zjazd u mnie w szkółce, do soboty włącznie, a w niedzielę imieniny potomka. Padam na pysk, nie mam siły na myślenie, a tym bardzoej pisanie z sensem. A bez sesnsu nie lubię.

Do zobaczenia :)

sobota, 20 czerwca 2009

Fajnie było dziś rano.

Młody wmeldował sie nam do łóżka o 5, ale wtulił sie we mnie i zasnął dalej. I do prawie 8 spał, co jest wyczynem niezywkłym (normalnie budzi o 6, najpóźniej 7). Zarządził

- mama, kakuś, budź!

Mama i kakuś zgodnie zamamrotali i wetknęłi głowy pod poduszki. No to młody przelazł po nas i poszedł włączyć budzik. Budzik jesrt taki z radiem, ma sporo guzików na obudowie, a jeszcze żeby przestawić trzeba nacisnąć w stosownym miejscu na wyświetlaczu. Byłam pewna, że on tego jeszvczxe nie umie. Jak się okazało, byłam w błędzie, włąćzył budzik i jeszcze przestawił zegarek na czas zimowy. I wrócił do nas. Tak sie trochę kotłowaliśmy przez jakiś czas, w końcu powyłaziliśmy z nory stwierdzająć, zę spać sie i tak już nie da. Zaczęłam go ubierać. Wierci sie jak stado pcheł, bryka po łóżku, zwiewa mi zaśmiewając sie do rozpuku, włazi na parapet. W końcu lekko zirytowana mówię mu, że jak  nie wróci do mnie bnatychmiast, to na śniadanie dostanie zwykł kupny chleb, a nie pieczony przeze mnie. ( Wie co dobre, odkąd zaczłam piec, to ten kupny, skądinąd całkiem niezły, mu nie pasuje).

A na to Piotrek z pretensją w głosie:

- Mama, to nie fair!

I gdzie on to podłapał?

 

wtorek, 16 czerwca 2009

Wracam z Piotrkiem do domu po zajęciach adaptacyjnych w przedszkolu. Nagle Piotrek zobaczył, ze na trawniku stoi duży samochód.I wygłosił pelną piersią żądanie do rodzicielki :

- mama, dzon, ten palant stoi na tawie!!!!

Mama nie zadzwoniła. Osłabła kompletnie słysząc słownictwo. Fakt, biję sie w  piersi, określenie kogoś mianem  palanta nam sie zdarza - żeby nie używać tak zwanej łaciny kuchennej i odniesień do linii prostych i nie tylko, ale chyba trzeba będzie zrezygnować i z tego....

I niech mi ktoś powie, żę dzieci uczą się rzeczy niewłaściwych od kolegów. Guzik prawda, przede wszystkim od własnych rodziców, tylko ciężko to nam przyznać, bo automatycznie oznacza to przyznanie sie, że sami nie zachowujemy się włąściwie...

niedziela, 14 czerwca 2009

Wychodzimy na spacerek. przy wejściu do klatki schodowej spotykamy sąsiada, miłego starszego pana. Witamy się, pan też, różnież z Piotreusiem. Piotrek nic. Przypominamy mu, że należy się przywitać. Chwila skupionego milczenia i Piotrek wypala:

- Boli mnie siusiak!

Zatkało nas....

Mam problem, tudzież dylemat wychowawczy. Chodzi o sprzątanie po sobie. Bardzo sie cieszę, ze Piotrek stara sie to robić, ale... No właśnie, nie jestem zachwycona, jak łapie za szczotkę do mycia toalety i szoruje klozet. Niby wszystko w porządku, działalność bardzo chwalebna i pożądana, tylko on przy tej okazji zawsze sie ochlapie, łapie tą cholerną szczotkę w różnych miejscach, kapie z niej na swoje misie... No masakra. Staram sie sprzątac razem z nim, albo chować szczotkę, ale szperliwe oczko zawsze znajdzie.

I co ja mam zrobić?

piątek, 12 czerwca 2009

To jeden z ukochanych tekstów Piotrka. Powtarza to jak ściera stół, zbiera swoje zabawki na miejsce, podaje mi chustkę do nosa - przy każdej możliwej okazji. Jak słysze "Mama, cięśka paca", to zaczynam chichotać, nie mogę sie opanowac.pracuś mój kochany :)

Następnego dnia:

Wielkie sprzątanie spowodowane inwazją mrówek - będziemy próbowali zasilikonować miejsca, którymi włążą, więc trzeba wszystko pozamiataać, umyć i tak dalej. Piotrek chciał pomóc i został poprosszony o pozbieranie swoich zabawek. komentarz - cięśka paca, zbiejanie zabawek.

Nic dodać, nic ująć.

czwartek, 11 czerwca 2009

Postanowiłam zrobić spis dotychczasowych pomysłów językowych Piotrka, bo większość zapominam błyskawicznie, a niektóre są naprawdę urokliwe. Lista będzie bez żadnej sensownej kolejności - ot, jak mi się coś przypomni to dopiszę.

guncie - dziękuję

pasałom - parasol

kamkam - tramwaj

kaja - koparka

uja - toyota (wersja wcześniejsza, teraz jest mama)

fak - fiat

fonk - ford

kakuś - tatuś

okanki - okulary

matinki - majteczki

pusia - pieluszka

sopsie - spodnie

siepsie - szczzebelki (w łóżeczku, takie wyjmowane)

ononek - ogonek

minon - pomidor

gasia - żyrafa

Więcej na razie nie pamiętam, będę dopisywać :)

 

Piotrek dostał jakiś czas temu wóż strażacki. Wielki, z wysuwaną drabina i sikawką zamontowaną na podnośniku. NIestety sikawka ma zbiornik na wode i można faktycznie z niej polewać.

Piotrk postanowił udoskonalić wynalazek. Do sikawki podłączył rączkę plastikowej skakanki, która jest po prostu wężem zakończwnym dwona uchwytami - całkowicie przzepływowa.  Teraz sikawka ma większy zasięg, na szczęście mniejsze ciśnienie, bo skakanka ma więszy przekrój od węża strażackiego.

Ale on ma pomysły.....

Pietruszek rozrabia u nas w łóżku. Pobiegł do kuchni, po chwili wrócił z zaaferowaną minką. Wgramolił sie na łóżko i podaje mi coś do ust:

- mama, mas chupka!

Pobiegł po kocie chrupki....

Myślałam, że sobie dziś pośpię. Wczoraj siedziałam w pracyy od 9 do 19.30, to sie chciałam zregenerować. A tu nic z tego... O bliżej niesprecyzowanej porze wpakował sie nam do łóżka potomek. Rozpychał sie w nocy niemiłosiernie. A o 6 rano uznał, że już starczy tego spania - zaczął gadać, przynosic książki, łazić po nas, skubać, głaskać, gryźć... Jak mnie ugryzł w duży palec u nogi, to stwierdziłam, że laba się skończyła....

środa, 10 czerwca 2009

Niestety moje własne.

A chodzi o usypianie młodego. Wieczorem są cyrki.. Marudzenie, mama siusiu, poczytaj, pić, wyłazi z łóżka,  - do 22 na bank, czasem dłużej.

Zdarza się, że ja się szwendam (czytaj - siedze w pracy do późna) - w każdą środę, a teraz i w poniedziałki. I Piotrka kładzie spać kto inny. Zwykle jest to tata, ale czasem on też nie możę. I na ratunek ściągamy moją Mamę. A dziś ona wyjechała na długi weekend i ratowała nas w potrzebie Teściowa honoris causa. Wróciłam ok 20 z minutami, zmęczona jak pies (od 9 w robocie), tu w domu cisza, spokój, potomek spi, żadnych dyskusji na ten temat nie było. Skonsultowałam z małżem - jak on kładzie gada spać, to podobnie. Wniosek prosty, acz nieprzyjemny, to ja tu nawalam wychowawczo.

Uczyniłam mocne postanowienie poprawy,  przeanalizowałam moje postępowanie - i zobaczymy. Nie będę go dziś budzić, żeby sprawdzić, jak mi wychodzi usypianie...

czwartek, 04 czerwca 2009

Kolejny raz nie udało sie położyć młodego o normalnej porze. Wszystko dlatego, że pojechaliśmy do rodziców poświętować - w końcu dwudziestolecie końca komunizmu trafia sie raz na dwadzieścia lat... A właściwie, to dwudziestolecie trafia sie raz, potem to będą inne "lecia". Więc tym bardziej należało uczcić. I tak jakoś wyszło, że Piotrek zdominował spotkanie - były jeszcze trzy znajome i wszyscy gadali o/do Piotra.

Po powrocie ubieram młodego w piżamkę, przychodzi Małżon z portfelem w ręku, a mały wydaje polecenie :

-Kakuś, daj mamie piniądze!

Ciekawe, czy w przyszłości też będzie tego samego zdania, jak to on bedzie miał dać kase własnej żonie...

wtorek, 02 czerwca 2009

Zaczynam mieć dość. Dzieć zamiast iść spać o kulturalnej porze rozrabia jak pijany zajączek chwilę przed 23. Świetnie wie, że jest jedno hasło, na które pozwolę mu wstać z łóżka - mama, siusiu. Niedawno odpieluchowany, wzmacniam w nim na wszystkie sposoby tę umiejętność, ale mnie coś trafia, jak mały gad wyłazi do łazienki, wyciska z siebie trzy kropelki i dalej gada.

Wiem, że częściowo zawdzięczam to samej sobie - jakbym mu nie  pozwoliła spać tak długo, jak on lubi, to byłyby większe szanse, że wcześniej padnie wieczorem. Ale jakoś tak wychodzi, że zawsze się zagapię, mimo wielokrotnych obietnic, że dziś śpi nie dłużej niż do 16. albo wcześnie, zależy o której się położy, w każdym razie dwie godzinki i finał. Ale to takie wygodne, jak w ciągu dnia mam trzy lub cztery godziny, że zwykle zapominam, albo mi sie nie chce zwlec odwłoka z krzesła. I potem mam za swoje...

Ale nie zmienia to faktu, że mam dość. Nie wiem, co z takim typem zrobić, przeciez mu nie przyłożę (chociaż czasem mam na to wielką ochotę...).

Teraz chyba potwór już zasnął, ja w obłędzie robię obiad na jutro, sprzątam nieco przynajmniej kuchnię, szykuję sie do zajęć z grupą i spotkań z pacjentami (akurat, właśnie widać, prawda? terapii grupowej blog nie przypomina, indywidualną też nie bardzo, jeśli już to moją własną, ale za to mi nie płacą).

poniedziałek, 01 czerwca 2009

Prawda od dawna znaną jest, że jeśli sie chce dziecia do czegoś przyuczyć, to warto zacząć wcześnie. Dlatego pianiści i baletnice w wieku czterech lat zamiast brykać na podwórku z kolegami pracowicie ćwiczą.

Piotrek nie ćwiczy baletu ani nie gra na fortepianie, ale powyższa mądrość ma zastosowanie nie tylko w tych przypadkach, więc zaczęliśmy ćwiczyć obycie kuchenne. To znaczy - że jak sie nakłada z garnka do psiej miski jedzenie, to warto miskę postawić - będzie wygodniej, niż trzymać ją w łapie. Że jak sie wrzuca coś do garnka, to tak, żeby nie było dużego plum!, bo sie można poparzyć. Pietruszek wrzucił dzielnie trzy marchewki pokrojone w plasterki i ani razu nie polumknął głośno i chlapliwie - jak wytłumaczyłam, to natychmiast załapa, o co biega. Potem podawał mi ziemniaki do obierania. A potem zrozumiał, że teraz trzzeba poczekać, aż sie obiad ugotuje.

Oprócz tego Piotrek wie, że trzeba uważać na palce, jak sie coś kroi - powtarza mi to za każdym razem, jak wezmę nóż do ręki,  i parę innych takich rzeczy.

Przyszła synowa powinna mnie w brudną piętę całować.