O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

wtorek, 31 marca 2015

Grzechot ma marzenie.

Chce pójść do szkoły, tak jak bratek.

Odpowiadam cierpliwie, że pójdzie, jak będzie większy.

Co chwila słyszę:

- Więksy, skoły, jak bratek.

I po co takie akcje jak "ratuj maluchy"?  One tego wcale nie potrzebują, same ciągną do przodu.

To tylko rodzice nie nadążają.

Sprzątam różne kawałki w mieszkaniu. 

I nie mogę zabrać się za mycie szafek kuchennych.

Tam zostały ślady łapek Czorta.... już ostatnie, wszystkie inne zniknęły, jego rzeczy wyniosłam do piwnicy. Smutno....

niedziela, 29 marca 2015

Robię zalewę musztardową do czegoś tam. Pod łokciem pojawia mi się otwarta sugestywnie paszcza.

- A daj mu łyżkę musztardy, to się odczepi - proponuje Skorupiak.

Dałam.

- Mama, mustarda dobra, posę jesce!

Zjadł  w ten sposób sześć łyżek musztardy. Tylko tyle dlatego, że wredna matka pożałowała i nie dała więcej.

A miał się odczepić...

 

Skąd te opowieści, że dzieci tylko słodycze lubią?

 

Zabrałam Piotrka na bazarek w charakterze nosilszczika.

Widząc błagalny wzrok przy naszym ulubionym stoisku poprosiłam o ćwierćkilo ogóreczków kiszonych. Pyszczek sie rozjaśnił.

W domu wypakowuje zakupy i patrzy krytycznie na siatkę z ogórkami:

- Mama, został jeden ogórek... Może go zostawię Grzesiowi?

- A zostaw, ładnie, że o nim pomyślałeś.

- Wiesz co, lepiej nie, bo jest tylko jeden, a on bedzie się domagał dokładki. To sam zjem.

 

Nie ma jak dobre uzasadnienie

sobota, 28 marca 2015

kolejne zawody judo. III miejsce.

ZMęczona jestem jak pies, więc krótko - gratulacje, synku! miałeś trudnych przeciwników :)

czwartek, 26 marca 2015

Przyjechałam dziś do rodziców i jakoś tak ... niewyraźnie mi się zrobiło.

Trawnik przed  domem został opalikowany "eleganckimi" biało-czerwonymi słupkami.

Smutne to. Wygląda jak pastwisko dla krów, ale prawdę mówiąc, na niektórych kierowców nie ma siły, parkują faktycznie jak krowy, trawnik czy nie trawnik. 

I teraz do wyboru zostaje:

  • opalikowane pastwisko (z trawą)
  • nieopalikowane klepisko rozjeżdżone przez buraki za kierownicą.

Dlaczego niektórzy ludzie nie potrafią pomyśleć o czymś więcej, niż tylko własnej wygodzie?

wtorek, 24 marca 2015

Chryste, ZNACZY cierpliwości!!!!!!

Grzechot powoli wyrasta z drzemek.

Problem w tym, że jeszcze nie wytrzymuje do wieczora bez spania - i pada mi koło 16-17. Po czym tańcuje do północy.

Muszę z nim wychodzić najpóźniej o 10 na  plac zabaw i co najmniej dwie godziny ganiać - wtedy jest szansa, że zaśnie po powrocie. Tak  jak dziś.

A kiedy mam zrobić cokolwiek w domu?

Grzechot wygląda jak ofiara przemocy.

Zboczył z trasy na plac zabaw, by zbiec do drzwi jakiegoś garażu po drodze - kocha garaże. Tylko podjazd bybł tam złośliwy, z kostki i co któraś wystaje - celowo, żeby się samochody na lodzie nie ślizgały. I młody potknął się o jedną wystającą i przywalił czółkiem w drugą.

Śliwa jak się patrzy.

Po chwili wycia zażądał kontynuowania wycieczki na plac zabaw.

Twardy zawodnik.

Przysżła do nas ciotka zwana Królikiem.

Wąż Młodszy postanowił zapolować na obiad, jak przystało na węża - i cisnął w nią siekierą. 

Nie zginie z głodu.

Ciotka na szczęście wyposażona obficie w poczucie humoru i zmysł absurdu...

Grzesiek jest czymś zajęty.

- Grzesiu, chcesz jechać do Mi i Dużego?

- Tak!

- To trzeba włożyć buty.

Mija chwila, Grzechot bawi się dalej.

- Wężu, jeśli chcesz pojechać to przynieś buty!

- Bratek, buty!!!! - rozlega się wrzask z podłogi.

 

Ten to wie, jak soobie ustawić pracę palcem wskazującym, ma to w genach po licznych przodkach.

niedziela, 22 marca 2015

Piotrek szykuje się poważnie do ministrantury. Uczy się różnych rzeczy, pyta o znaczenie słów, źródłosłowy łacińskie i różne takie.

Dzisiaj doszedł do Pasji. Między innymi zapytał tatę o znaczenie tego słowa.

- Męka - odparł Skorupiak.

- Ach, czyli pasjonat to będzie mękoła? - ucieszył się Piotrek.

 

No   tak może nie do końca, synu pierworodny.... Ale coś w tym jest.

piątek, 20 marca 2015

Grzesiek będzie inżynierem.

Po próbie z wtykaniem śruby do kontaktu wyciągnął skądś lampkę do klawiatury, taką na usb, i prawidłowo podłączył. Następniewykorzystał funkcję przywoływania słuchawki i szybko ją znalazł, podłączył pojemnik na leki do nebulizatora... Wcześniej, u mojej mamy kombinował  włączając i wyłączając lampkę nocną. Póki pstrykał wyłącznikiem, to pół biedy, jak zaczął wyciągać wtyczkę - zabrałam.

Umysł ścisły, kariera pewna. O ile dożyje.

Dziecko kochane. 

Proszę cię bardzo, jak już musisz sprawdzać, jak świat działa,  to rób to nieco ostrożniej.

Dzisiaj przekonałeś się, co się dzieje, jak sie wetknie śrubkę (lub inny metalowy przedmiot) do kontaktu i  przy okazji wywaliłeś korki w połowie mieszkania.

Wiesz już, że to boli. Nie wiesz, że miałeś cholernie dużo szczęścia, że tylko zabolało.

I miej na względzie sterane nerwy rodziców, proszęęęęęęę!!!!!!

czwartek, 19 marca 2015

Rozmawiamy z Piotrkiem o zaletach korzystania z biblioteki szkolnej. Jest to o tyle utrudnione, że sami z takowych porzybytków nie korzystamy wcale, albo bardzo rzadko - jak się ma całą ścianę zastawioną książkami (i to największą ścianę w mieszkaniu, nie jakiś tam jeden wąski regalik),  i dostęp do potężnej biblioteki rodziców - to raczej nie zdarza się sytuacja, kiedy nie  ma co czytać.

 - Synu, wiesz, ile razy panie biblioitekarki ratowały mi skórę? - zaczął snuć wspomnienia Skorupiak.

- Przed czym? - zainteresował sie potomek.

- Na przykład przed skutkami wagarów - palnęła nieopatrznie mama.

- A co to są Wagarowie? - spytał dociekliwy Wąż Starszy. - Jakiś lud z północy?

Zamarliśmy.  Z jednej stony jak tu nie kwiknąć na taki tekst, z drugiej - wolałabym go nie uświadamiać, że można pójść na wagary - i tak sam to w końcu wymyśli.

Ale fantazję to facet ma. Swoją drogą, ciekawa jestem, gdzie ci Wagarowie mieszkali. I czy był to lud wędrowny? Kultura zbieracka? 

Nieważne. Tak czy inaczej, jako chyba jedyni z dawnych ludów nie wyginęłi do dziś - w każdej szkole można ich spotkać...

Zebrałam się wreszcie, żeby dokończyć sprzątanie rzeczy Czorta. Umyłam jego transportówkę, uprałam posłania, Jak wszystko wyschnie, to zapakuję razem - i będzie czekać... 

Jak wyszłam na balkon, żzeby tam rozłożyć to wszystko do wyschnięcia, to się  popłakałam, widząc rudego kumpla Czorta siedzącego w oknie.

Czortek - niektórzy mogą gadać, ze byłeś tylko kotem. Nie znają się. Byłeś AŻ kotem, członkiem naszej rodziny. Najstarszym dzieckiem.

wtorek, 17 marca 2015

Franciszek Klimek "On wróci"


Zapłacz
kiedy odejdzie,
jeśli Cię serce zaboli,
że to o wiele za wcześnie
choć może i z Bożej woli.

Zapłacz
bo dla płaczących
Niebo bywa łaskawsze
lecz niech uwierzą wierzący,
że on nie odszedł na zawsze.

Zapłacz
kiedy odejdzie,
uroń łzę jedną i drugą,
i - przestań nim słońce wzejdzie,
bo on nie odszedł na długo.

Potem
rozglądnij się wkoło
ale nie w górę;
patrz nisko i - może wystarczy zawołać,
on może być już tu blisko...

A jeśli ktoś mi zarzuci,
że świat widzę w krzywym lusterku,
to ja powtórzę:
on w r ó c i... Choć może w innym futerku.

 

Czorcik... czekam na twój powrót.

Mam chwilę spokoju - Piotrek zabrał Grześka na plac zabaw. Ustaliliśmy zasady i poszli.

A ja mam zagwozdkę.

Czy nadrabiać zaległości domowe, czy wykorzystać chwilęciszy dla siebie? I to kusi i to nęci, zaległości kiedyś trzeba nadgonić, ale o własne zdrowiepsychiczne też warto  zadbać.

I co ja mam zrobić?

Zastanowię sie w trakcie odkurzania mieszkania.

poniedziałek, 16 marca 2015

W drugim semestrze wychowawczyni Piotrka zaczęła im robić co tydzień dyktanda. I w ramach motywacji wprowadziła tytuł Mistrza ortografii za każdy miesiąc - czyli z czterech/pięciu dyktand, zależy jak wypadnie w danym miesiącu.

W lutym Piotrek palmę zgarnął bez wysiłku - trzy razy był najlepszy w klasie, ani razu nie wypadł poza pierwszą trójkę 9odnotowywane sa cztery pierwsze miejsca).

W marcu było jedno, bo pani chorowała, ale znowu Piotrek napisał je najlepiej. 

Ciekawa jestem, czy uda mu sie utrzymać prowadzenie do końca roku, zwłaszcza, że on się wcale do tych dyktand nie uczy - za to dużo czyta... Ma to w genach, ja też nigdy nie miałam problemów z ortografią, już teraz częściej mi się zdarzy jakiś błąd, bo nie umiem pisać bezwzrokowo. Póki widzę, co pisżę, to mi natychmiast zaczyna zgrzytać, jak palnę jakąś bzdurę ortograficzną.

DObra robota, synku!

Co dzień rano budzę się i z radością stwierdzam, że noga mnie już nie boli.

Co dzień, po paru godzinach dreptania za Grzechotem klnę pod nosem - boli dalej.

Kiedy będemogła wreszcie pójść na kijki?

sobota, 14 marca 2015

Dawno temu czytając pewną książkę rechotałam nad skutkami eksperymentu obejmującego wazon na balkonie i najróżniejsze produkty doń wrzucane. Efekty były ... dość spektakularne.

Obecnie sama robię taki eksperyment. Co prawda nie planowany, i nie wazon tylko garnek, nie wszystko jak leci, tylko rosół... Ale i tak sie boję podnieść pokrywkę.

Wystawiłam go któregoś wieczoru, bo nie miałam miejsca w lodówce, a potem kompletnie zapomniałam. 

Ktoś pamięta lekturę? :)

 

PS. Żeby było jasne, pytanie jest do szanownych Czytelników, ale ja odpowiedź znam!

piątek, 13 marca 2015

Cud się zdarzył, 20.30 a dzieciątka kochane leżą w łóżkach i jedno nawet śpi. POwinnam trochę posprzątać, ale sprzątanienie zająć, a taki spokojny wieczór zdarza się rzadko, więc postanowiłam go wykorzystać na upiększanie się. no, przynajmniej poprawienie sobie humoru, jeśli nie będę bardziej śliczna.

Zrobiłam sobie wieczór kosmetyczny.

Zaczęłam sie ostatnio bawić w kosmetyki własnej produkcji, szukam przepisów, sprawdzam - bawię się. 

W rezultacie siedzę i chłonę teraz różne dobre rzeczy, a  wykorzystałam do tego wyłącznie produkty jadalne, które miałam w lodówce i szafkach. Ciekawa jestem efektu, prawdę mówiąc, niektóre z tych rzeczy sprawdzałam już wcześniej, ale nie wszystkie.

I tak:

  • peeling cukrowy na paszczę krokodylą - już wiem, że lepszy jest drobny cukier, a ja miałam taki zwykły. ALe może być. Cukier plus oliwa, zbełtać do gęstości pasty,
  • maseczka drożdżowa - drożdże plus łyżka mleka, zbełtać jw,
  • maseczka na skórę głowy - mielone siemię lniane z oliwą,
  • maseczka na włosy - glutek po przegotowaniu siemienia lnianego.
  • zostało mi jeszcze to wygotowane siemię na paszczę albo ręce - nasionka, ale albo drożdże, albo siemię, mieszać nie będę. A rąk używam do klepania w klawiaturę.
  • do umycia włosów - mieszanka wody z octem jabłkowym.

W sumie wydałam na to jakiś ułamek ceny analogicznych produktów ze średniej półki i do tego nawet jak udało mi się wysmarować peelingiem usta, to mogłam go spokojnie zlizać  i się przy tym nie zapienić :)

Fajne, podoba mi się to coraz bardziej. Jeszcze sobie kupię olej kokosowy i zrobię własny dezodorant.

czwartek, 12 marca 2015

No właśnie. A wielki żółw A`Tuin będzie dalej płynął wraz z Nim.

Świat Dysku zawsze budził we mnie mieszane uczucia - z jednej strony podobał mi sie bardzo, ale z drugiej, jakoś trudnomi było dociągnąć dokońca książek. Mało jest w tej serii takich, które przeczytałam od razu od deski do deski. Jakby... za duże stężenie humoru? Nie wiem, od lat próbuję rozgryźć. Jedno jest pewne, to sąksiążki, obok których nie da sie przejść obojętnie. 

Postacie, które zapadają w pamięć i cała masa cytatów, októrych już sienie pamięta, skąd pochodzą. A zawdzięczamy je właśnie Pratchettowi.

Szkoda. Przykro, jak odchodzą ludzie,którzy potrafili dac tyle radości tak wielu...

Szczęśliwej podróży, Terry!

Zabrałam go dziś do mojej pani Małgosi, która strzyże mnie od lat ( no dobra, jak sie u niej pojawię, trzy razy do roku). Mama po szpitalu też potrzebowała się obsmyczyć - załatwiłam hurtem.

Trudno mi było rozstać sie z jego włosami - miał takie piękne, mięciutkie, delikatne. Ale powyższe cechy powodowały również koszmarne plątanie, wręcz kołtunienie się grzesiowego pierza, więc decyzja była nieunikniona. No i miałam trochę dość tłumaczenia co chwilę, że to nie jest dziewczynka, tylko jednak chłopak.

Teraz już nie ma wątpliwości :).

środa, 11 marca 2015

Mama wróciła do domu.

Po prawie dwóch miesiącach i różnych pomysłach medycznych, z odwlekanym parę razy powrotem - ale jest.

Od razu lżej...

 
1 , 2