O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

sobota, 27 grudnia 2008

Codziennie włos mi dęba staje. A że długi, to się trudno zmieścić w drzwiach - no bo jak włosy dęba , to pół metra więcej mam od razu i drzwi za niskie...

A wszystko przez potomka, jak zwykle. W końcu od czego są dzieci - żeby straszyć rodziców i zwalać na nie winę.

Potomek bystry jest nadmiernie. Kumaty takoż. Rozumie wszystko - skomplikowane polecenia, wywody filozoficzne, dowcipy - no, wszystko.

I tak jakoś mi sie przypomniała moja była koleżanka. Była, bo po świństwie, jakie zrobiła mojemu Małżowi (kant na tle zawodowym), obraziła się i przestała odzywać, jak ją zapytałam, czy uważa, zę postąpiła właściwie.

ALe ja nie o tym. Otóż owa koleżanka, lekarz i psycholog z wykształcenia zresztą, wygłosiła kiedyś teoryję, po której kapcie mi spadły, a szczękę zbierałam z podłogi. Otóż wedle tej doświadczonej niewiasty Z DZIEĆMI DO 10-12  ROKU ŻYCIA NIE MA KONTAKTU!!!!!. A ja z PIotrusiem kontakt mam od początku. To co, on nieprzeciętnie inteligentny, ja wyjątkowo utalentowana wychowawczo, czy... Trzeciej opcji nie wymienię, aczkolwiek ciśnie mi sie na usta.

Swoją drogą, jak już mi sie zebrało na wspominki - jakie ochrzany zebrałam od co poniektórych, jak powiedziałam po raz pierwszy, zę Piotrek idzie do żłobka... Bo dziecko do 3 roku powinno siedzieć w domu z matką i koniec. Każde, bez wyjątku. To mi tłumaczył pan ginekolog, który może był dobrym ginekologiem, ale o dzieciach pojęcie miał blade. Taki więcej konserwatywny, później odmówił wypisania mi tabletek antykoncepcyjnych z powodów religijnych. A ja  wiem, zę są dzieci, dla których żłobek nie jest dobrym pomysłem, i są takie, dla których jest świetny. Piotrek należy do tej drugiej grupy. Dwa lata ze mną przesiedział w domu, a potem po prostu zaczął potrzebować towarzystwa rówieśników.W żłobku jest mu znakomicie, biegnie tam z radością, wraca roześmiany. Ciocie są bardzo troskliwe, rozsądne. I nie jest to żadna prywatna inicjatywa, najzwyklejszy państwowy żlobek i już. A jest super. Aż mam dylemat, bo planowaliśmy puścić Pietruszka do przedszkola od przyszłego roku - będzie miał prawie trzy lata, ale może jeszcze zostać na rok w żłobku. Przedszkole dobre mamy pod oknem, do tego za dwa lata chcemy mu zafundować siestrzyczkę (albo braciszka), więc nie wsyzstkie stresy na raz. Ale ten żlobek jest tak fajny..... Kurczę, i co tu zrobić?????

 

wtorek, 23 grudnia 2008

Nareszcie. Po raz pierwszy w swej karierze żłobkowicza (czyli od września) Pietruszkowi udało sie pójść piąty dzień z rzędu do żłobka - do tej pory zawsze się już zdążyło przyplątrać jakieś choróbsko. Mam nadzieję, zę to może oznaczać koniec sezonu chorowania co chwilę. Oby, bo naprawdę mam już dość. Do tego zaraz po Świętach zaczynam staż kliniczny i będę miałą zajęcia codziennie, a nie jak dotąd 3 razy w tygodniu, co gwałtownie komplikuje sprawę opieki nad chorowitkiem.

Nic, bądźmy dobrej myśli.

Piotrusiu, dziękuję za ten prezent!!!!!!!

niedziela, 14 grudnia 2008

Potomek mnie uwielbia. Niby nic dziwnego w tym wieku - dwulatki tak mają. Ale okazywanie szacunku poprzez całowanie matki po stopach to sie już rzadko zdarza :). Pojęcia nie mam, dlaczego, ale młody uwielbia jak nosze rajstopy. Takie zwykłe, cienkie. Skarpetki też mogą być, byle był ten rodzaj materiału, zwykłe  bawełniane go nie ruszają. A jak mam rajstopy, to sie przytula do moich stóp, całuje, głaszcza... Czasem łaskocze (paskud jeden, wie już, ze tam mam łaskotki)...

Ciekawe, skąd mu sie to wzięło?????

Swoją drogą, facecik jest cwany. Małż siedzi i go usypia, a Piotrek ma swoje zdanie na ten temat. Ćwiczymy już spanie bez szczebelków w łóżeczku i zwykle działa.  A dzisiaj jakoś nie bardzo, dziecko po prostu nie zamierza iść spać i tyle. wylazłby najchętniej i pobrykał. Ojciec z całą powagą zapowiada, ze jak Piotrek dotknie stopami do podłogi, to tata wyjdzie z pokoju. Zwykle taka groźba skutkuje. A dziś?  Kochane maleństwo odwróciło się i wylazło łapkami i dziobem do przodu....

 

czwartek, 11 grudnia 2008

Szpital.

Poranna odprawa.

Jeden z lekarzy przedstawia dane z karty pacjenta przyjętego poprzedniego dnia. Mamrocze okropnie, nie da sie zrozumieć.

ordynator w końcu nie wytrzymał i pyta:

- czemu pan tak  niewyraźnie, nic się nie da zrozumieć?

- Bo tu jest , kurde, tak niewyraźnie napisane....

 

Kurtyna, oklaski.

wtorek, 09 grudnia 2008

Łoże małżęńskie jest iejscem bezpiecznym, przyjemnym i w ogóle same zalety. Tylko ciasno jakoś... Małżon zajmuje przysługującą mu połówkę z całą godnością. Reszta dla mnie... No, czasem jeszcze przytuli sie tam pies... Pies nieduży jest, ot, trochę większy od jamnika, taki wyżeł kabacki (dla niewtajemniczonych, pysk wyżła, reszta całkiem nie, urodziła sie na działkach za lasem Kabackim). Czasem, czyli co noc. I jeszcze dzieć - na razie też nieduży, poniżej metra, około 14 kg. O różnych porach nocy przyłazi. I jeszcze czasem (alee to już naprawdę rzadko) kot. Kot jest duży jak na kota, ale w końcu to nie tygrys, prawda? raptem 7 kilo  kota. Więc to wszystko sie upycha na mojej połówce (małża nie da sie ruszyć).   Czasem marzę o przytulnej wycieraczce. I cieszę się, zę nie mamy papugi...

A pomysł zakupu większego ŁM (Łoża Małżeńskiego)  nie wchodzi w grę. po pierwsze, nie ma kasy, po drugie, nie ma miejsca.

Do kitu.

poniedziałek, 08 grudnia 2008

Piotrek ćwiczy słownictwo. Zbitki sylab, nowe słowa, w ogóle gada jak nakręcony. Sęk w tym, ze niektóre zbitki mają swoje znaczenie, czego on na razie jest na szczeście nieświadomy. Ostatnio pokochał sylabę "pa",powtarza jąw różnych konfiguracjach, samodzielnie albo dokłada do niej różne przedrostki - między innymi "du", "ku","ci"... Z jednej strony wszystko sie we mnie buntuje, jak słyszę takie słownictwo, z drugiej wiem, zę jedyne co mogę to przeczekać, nie reagując. Jeśli on sie orientuje, ze to dla mnie ważne, to przegrałam z kretesem. A czasem to po porstu chce mi sie śmiać, ale to też do bani pomysł.

Ech, wychowywanie małego dziecka może być trudne, uciążłiwe, męczące... Ale na pewno nie jest nudne :)))))

sobota, 06 grudnia 2008

Komentarz do poprzedniego wpisu - wrócił lekko wątpliwy, więc go w piątek zatrzymałam.

Za to tydzień później wrócił już całkiem niewątpliwie chory - 37,8, popłakuje. Od pani dr naszej dostaliśmy skierowanie do laryngologa na cito, bo jej sie ucho nie podobało. Niestety pani laryngolog okazała sie gorzej niż głupia - stwierdziła, ze to tak zwane "ucho kataralne", poboli dwa dni i przejdzie. Psikać do nosa wodą z solą morską i miedzią i będzie ok.  Dzś Piotrek mi cały dzień płakał, że boli, więc w końcu olałam dobre rady pani laryngolog i pojechałam z nim na dyżur. I chwała Bogu, trafiliśmy na bardzo sensowną pediatrę. Obejrzała Piotrka, stwierdziła, że w oskrzelach mu już gra, gardło paskudne, uszka oba zajęte... nie wiem, jak wczoraj laryngolożka tego nie widziała. Dwie godziny po podaniu leków Piotrek brykał, gadał, rysował, skakał po łóżku i w ogóle było to zupełnie inne dziecko, niż ta zapłakana kupka nieszczęścia.

Medycyna to jednak jest sztuka, jak sie rzemieślnik za to bierze, to tak wychodzi....