O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
Archiwum
O autorze

  Statystyki
stat4u

czwartek, 30 listopada 2017
Rozmowa z Grzechotem:
- Z kim się bawiłeś dziś w przedszkolu?
- Z Jasiem. On mnie gonił a ja byłem uciekarzystą.
Polska język trudna jest :)



wtorek, 21 listopada 2017

W ramach treningu z dbania o siebie i pozwalania sobie na marzenia (oj, ciężka sprawa, bardzo ciężka), kupiłam bilety na koncert Domu o Zielonych Progach. 

Cieszę się jak kto głupi, bardzo ich lubię, te piosenki często się pojawiają na moich ulubionych śpiewankach i w ogóle fajne są.

W ten sposób mam kilka przyjemności za jednym zamachem:

  1. Wyjście z domu BEZ dzieci (już zagospodarowane, zanocują u moich rodziców - dzięki przeogromne!!!!).
  2. Wyjście ze Skorupiakiem.
  3. Koncert ulubionego zespołu.
  4. Okazja do pośpiewania.
  5. Prezent (prawie)imieninowy. No, z lekkim poślizgiem, ale co tam.
W ogóle ostatnio jakoś udaje mi się częściej zrobić coś dla siebie po prostu dlatego, że mam na to ochotę. Zjawisko niewidziane od piętnastu lat co najmniej.
Jeszcze trochę  i będę prawie normalna :)

 

środa, 15 listopada 2017

Wrrrrr.

W poniedziałek Piotrek wrócił ze szkoły lekko zielonkawy, a do wieczora miał 39,5.

Obaj siedzą w domu, już w lepszej formie.

 

Ale za to z jaką przyjemnością dziś o 6 rano zamiast wstawać do pracy przewróciłam się na drugi bok!

sobota, 11 listopada 2017

Blog jest jednym z niewielu pewnych miejsc, gdzie mogę wrzucić wszystko i mi nie zginie. Przepis na dobre ciasto również. Bo kartki z zapiskami już dziś szukałam długo, więc na wszelki wypadek :)

Murzynek z jabłkiem i żurawiną

1 margaryna

2 łyżki kakao

1 cukier wanilinowy

1 1/3 szkl. cukru

9 łyżek wody

 

Powyższe składniki zagotować, rozpuścić cukier, zostawić do wystygnięcia.

Po ostygnięciu dodać 3 żółtka, wymieszać.  Odlać 3 łyżki masy, dodać do nich 1 czekoladę i trochę mleka, zagrzać do rozpuszczenia czekolady.

 

Do pozostałej masy dodać 1,5 szkl. mąki, 2 płaskie łyżki proszku do pieczenia i miksować 3 minuty. Dodać pianę z 3 białek. 

3 duże jabłka obrać i pokroić w kostkę, dodać garść suszonej żurawiny, połączyć z masą. 

 

Piec ok 40 minut w 180 stopniach. Po przestygnięciu polać masa czekoladową.

 

piątek, 10 listopada 2017

No ja nie mogę, naprawdę.

Tydzień temu Grzesiek miał zapalenie spojówek. 

Dziś panie z przedszkola wydzwoniły mnie z pracy z informacją, że młody człowiek ma ponad 38 stopni, jest marudny, płacze że różne kawałki go bolą. Zdążyliśmy jeszcze dopaść naszego doktorka, zanim wyszedł z pracy.

Diagnoza - prosta droga w kierunku anginy. Sam początek, bo przecież rano młody był jeszcze świeżuteńki jak szczypiorek.

Nosz cholera jasna.

 

Edit: Wieczorem miał "tylko" 39,9....

środa, 08 listopada 2017

Ból się rzuca na najsłabsze miejsce w człowieku.

Że boli mnie głowa, to poniekąd rozumiem, ale czemu jeszcze stopa?

niedziela, 05 listopada 2017

...bo zamorduję oba Węże. 

Hałasują, kłócą się, naparzają, co chwila któryś przylatuje "mamoratuj", pyskują.

Nie wytrzymuję tych decybeli.

Niech oni już pójdą do placówek edukacyjnych, a ja sobie spokojnie popracuję.

 

Nienawidzę weekendów.

sobota, 04 listopada 2017

Zakupiłam ostatnio mieszankę chlebową - tak w ramach rozpusty. Chlebek bez mąki, za to z czarnuszką.

Dziś upiekłam - niebo w gębie. A do tego już nie będę więcej kupować mieszanki, bo wystarczy chwila liczenia i można mieszać samodzielnie :)

W skład mieszanki wchodzą:

otręby owsiane - 16,7% - 100g

płatki owsiane pełnoziarniste - 16,7% - 100g

pestki słonecznika - 16,7% - 100g

pestki dyni - 16,7% - 100g

siemię lniane - 16,7%  - 100g

ziarna orkiszu - 8,3% - 50g

ziarna sezamu - 6,6% - 40g

czarnuszka - 1,6% - 10g

 

Na 600 g mieszanki należy dodać 5 jajek i 150 g maślanki, łyżkę soli i łyżeczkę kminku lub ziół prowansalskich. Zmieszać całość, piec 60 minut w 180 stopniach. Następnie ćwiczyć opanowanie i silną wolę, żeby nie wessać w całości.

Następnym razem zrobię co najmniej podwójną porcję, bo zniknie na śniadanie.

A, jeszcze jedna zaleta. Chleb jest bez drożdży, wiec nie trzeba czekać aż wyrośnie. Wsypać, zmieszać, do piekarnika i po godzinie jest!

 

Żre mnie. Całkiem zwyczajnie zazdrość mnie gryzie w tyłek.

Zaczęła trochę rano, a teraz to już tak solidnie.

Jedna koleżanka powiedziała, że oto wybiera się na weekend, ale nie wie gdzie - przyjaciółka powiedziała jej tylko, że ma być na lotnisku o konkretnej godzinie. Wyprawa - niespodzianka.

Druga właśnie wrzuca zdjęcia z Hurghady - leżak na balkonie, słońce, drinki z palemką...

Jak usiądę na balkonie, to mi tyłek przymarznie. No, chyba że w kurtce, tak jak ona w kostiumie - nie ma głupich.

Niech ktoś się mną też tak zaopiekuje!!!!

czwartek, 02 listopada 2017

Dziś jeszcze zajrzałam na cmentarz i po raz kolejny poraziło mnie, jak potwornie pozbawione gustu jest nasze społeczeństwo. 

Już samo przejście przez supermarketowe alejki ze zniczami było ciężką próbą. Jak poszliśmy tam ze Skorupiakiem, to zastanawialiśmy się, który z modeli zniczy jest najkoszmarniejszy i uwierzcie mi, naprawdę konkurencja była ostra. Niestety nie przyszło mi do głowy, żeby robić zdjęcia. 

Na regałach stały znicze w kształcie zegarów kominkowych, kilka modeli latających talerzy, wściekle opalizujące dynie, a już dzisiaj poległam zupełnie, bo to co zobaczyłam, jako żywo najbardziej przypominało nadnaturalnych rozmiarów opalizującego penisa...

I takie koszmarki stoją potem na grobach. Im większe, bardziej błyszczące i widoczne, tym lepsze.

Do tego jeszcze sztuczne wieńce w jaskrawych kolorkach. 

Ci, którzy mają pecha leżeć pod tymi koszmarkami chyba obracają się w grobach.

Mama podesłała mi ostatnio bardzo ciekawy artykuł. NIe wkleję linku, bo oczywiście już go zgubiłam , ale generalnie była to rozmowa z panią psycholog pracująca w hospicjum.

Chodziło o to, jak bardzo eksploatują siebie osoby pracujące w takich miejscach (czyli między innymi ja). Jak zakładają swoistą omnipotencję, takie "ja sobie poradzę ze wszystkim, udźwignę" , jak lekceważą potrzeby swojego organizmu, bliskich, rodziny, bo przecież ktoś umiera i ich potrzebuje, przecież nie odmawia się umierającemu, prawda? co z tego, ze jest 21 w niedzielę, ale jak dzwonią z miejsca pracy, to  nie po to, żeby porozmawiać o modzie, tylko to ważne sprawy.  

I niepostrzeżenie wpada się w taki mechanizm zatracania siebie. Moje sprawy nie są ważne - w porównaniu do strachu chorego podopiecznego, który być może umrze za tydzień.  Więc przestaję się bawić, przestaję mieć czas dla siebie. przestaję mieć granice, poza które praca nie ma prawa włazić.

I płacę za to.

Przemęczeniem - sama ostatnio stale padam na nos, ciśnienie mam za wysokie, zawroty głowy, jakieś zapalenie ścięgna w podeszwie stopy - takie tam drobiazgi, jak się rozruszam, to będę działać. Ale nie zrobię nic dla siebie, nie zwolnię obrotów, nie poleżę w wannie z olejkami, maseczką na paszczy i dobrą książką w ręce. Bo nie mam na to czasu. Przecież nikt mnie nie zastąpi.

Stresem. 

Nieumiejętnością zabawy. Strasznym pytaniem dla mnie jest: "Na co masz ochotę?".

Brakiem czasu dla rodziny.

Brakiem czasu dla siebie.

 

Muszę zacząć dbać o siebie - o własny komfort psychiczny, o własne granice, o prawo do zmęczenia i do odpoczynku, o prawo do przyjemności.

Jeśli sama o to nie zadbam, to pozwolę światu wejść sobie na głowę. I w końcu padnę, tylko czy wtedy ktoś mi pomoże?