O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

niedziela, 30 listopada 2014

Grzebnęłam sobie w starych zdjęciach Piotrka.

O mamusiu, jacy oni sa podobni do siebie!!! Jakoś tego wcześniej nie widziałam, bo jednak obok siebie mam mordki w różnym wieku, ale jak popatrzeć na zdjęcia, to ciężko się połapać, który to.

Fajnie, Grzesiek też będzie przystojniak. 

Tylko naprawdę muszę zacząć myśleć o kratach w oknach, bo się panny będa pchały....

Tagi: bracia
21:29, agra1 , bracia
Link Komentarze (1) »

Omawiamy plany swiąteczno-zimowe.

- Ja chyba zwariuję, tak długo z chłopakami w domu. Masakra jakaś.

- Czemu długo? - zainteresował się Skorupiak.

- No bo szkołę mają do 19 grudnia. Potem 2 stycznia wypada w piątek, kto ci wtedy przyjdzie na lekcje? I tak samo w poniedziałek 5 przed świętem Trzech Króli. To szkoła zrobiła sobie wolne w te dni i dzieciaki wracają na lekcje dopiero 7. A w tym roku mazowieckie ma ferie w najwcześniejszym terminie czyli od 19 stycznia, co oznacza, ze do szkoły ostatni raz idą 16. Mają półtora tygodnia lekcji i znowu dwa tygodnie laby.

Skorupiak lekko sie zachłustnął, po czym stwierdził, zę po pierwsze to on wraca w takim razie do szkoły, a po drugie weźmie 4 dni urlopu i będzie miał dwa tygodnie wolnego.

- To możę ja bym się mogła gdzieś urwać w tym czasie? - zapytałam z nadzieją.

- Tak. Z choinki. - zgasił mnie Skorupiak. 

Prosię. Inna sprawa, że o tej porze roku musiałabym się urywać raczej daleko, zeby to miało sens, bo blisko jest za zimno jak na mnie. A siedzieć pod kołdrą mogę w domu, taniej i przynajmniej mam wszystkie własne książki pod ręką.... Tak że chyba jednak się nie urwę.

Zdolności krasomówcze Gadziny rozwijają sie ostatnio w piorunującym tempie.

Dziś usłyszałam od rana:

- Aga jojok! - innymi słowy informację, że Agrafka prosi o spacerek, bo chce siusiu. 

- Kapka z demem - kanapka z dżemem (czyli z keczapem). Po chwili jak przyszłam do kuchni, okazało sie, że zrobil sobie sam.

- Mama, petki! - matka, włóż skarpetki, bo ci nogi zmarzną. Miał rację, włożyłam.

Zaczynamy etap wypowiedzi złożonych. Fajnie jest.

Śmieszny sen miałam dzisiaj.

Prowadziłam badania na temat "Analiza stosunków międzyludzkich w zamkniętych grupach naukowców na Dalekiej Północy". Innymi słowy obserwowałam grupę naukowców siedzącą przez rok w okolicach Przejścia Północno-Zachodniego (zimno jak diabli). Było tam dwóch typów, którzy na szczęście zajmowali sie różnymi dziedzinami, bo żarli się o wszystko. Przyglądałam się ich wzajemnym relacjom i temu, jak taki konflikt wpływa na resztę zespołu odizolowanego od reszty świata i nie mającego możliwości ucieczki przed tą wojenką.

Jeszcze przyśniła mi się scenka, jak to jeden z nich przyszedł do kantyny, usiadł przy stoliku, po czym zorientował się, że sąsiedni jest zajęty przez wroga, który poszedł przynieść sobie coś do zjedzenia. W związku z tym demonstracyjnie odwrócił się plecami do niego i siedział tak nosem do ściany.

Do tego część zespołu postanowiła zrobić sobie kilkudniową wycieczkę i udać się piechotką do... Lahore. Jakby ktoś nie wiedział, to w Indiach. Nawet zakładając, że Cieśnina Beringa zamarznie na kamień i da się tamtędy przejść po lodzie, to i tak spory kawałek jak na spacerek dla przyjemności..

 

Zachwyciła mnie szczegółowość tego snu i to, ze tak zapamiętałam detale. normalnie w kwadrans po obudzeniu zostaje mi tylko mgliste poczucie, że coś mi sie śniło i było fajne. 

Za to jak się obudziłam, to od razu zrobiło mi się cieplej. Tam było stanowczo za zimno i za dużo śniegu jak na moje potrzeby.

sobota, 29 listopada 2014

Grzesiek dzisiaj coś mocno wrzaskliwy. Wydawał z siebie długie , wysokie w tonacji, sygnały przeciwmgielne nie wiadomo o co.

Miałam tego już serdecznie dość.

- Synu, nie drzyj paszczy - zażadałam kategorycznie po którymś kolejnym wrzasku.

- Będę! - Odpowiedział równie kategorycznie potomek.  

Opadły mi wszystkie witki...

piątek, 28 listopada 2014

ostatnia zdobycz leksykalna mojego Syna Drugorodnego mnie powaliła.

"Owsem, tak!" słychać co chwilę. I to z sensem.

Wygadane zwierzę, wyraża się elegancko. Żeby jeszcze był taki zgodny, jak udaje, bo wściekły wrzask dla równowagi słychać zdecydowanie za często....

czwartek, 27 listopada 2014

Na ogół nie komentuję polityki, ale czasem muszę, inaczej się uduszę. Tak jak teraz.

no bo tak:

PIS wygrało wybory. Krzyczą, że zostały sfałszowane. Wygrali cokolwiek po raz pierwszy od 9 lat. (Do tego realnie rządzić i tak za wiele nie porządzą, bo koalicje konkurencji są silniejsze, ale to już detal techniczny). 

To ja z tego rozumiem, że gdyby nie fałszerstwo, to nie dostaliby nawet tego, co dostali, a są niezadowoleni, bo mało brakowało, a wyborcy by powiedzieli: "sprawdzam". I mogłoby się okazać, że dużo łatwiej krytykować bz tylnego fotela, niż zrobić coś konkretnego. Zwłaszcza, jak się ma towarzystwo lubiące latać do Madrytu za pieniądze podatników....

Krótko mówiąc, oni chyba wcale nie chcą wygrać, bo to kłopot. Jak są tuż poniżej kreski, to mogą sobie dowolnie pyskować, a odpowiedzialność i tak bierze kto inny. 

Bardzo wygodna pozycja, ale od polityków oczekiwałbym czegoś więcej. Chociaż może od JarKacza to już nie...

wtorek, 25 listopada 2014

Po raz pierwszy w  z yciu zrobiłam piernik na święta. To znaczy, na razie zrobiłam ciasto, leży sobie w lodówce na dole i przeszkadza jak wszyscy diabli. 

Od paru lat obiecywałam sobie piernik. Obiecywałam, obiecywałam... i przypominałam o temacie na trzy dni przed świętami. A że do tego my jakoś nie jesteśmy specjalnie żarci, to robienie kolejnego ciasta nie miało zwyczajnie sensu - i piernika nie było. 

W tym roku przypomniałam sobie w porę, składniki miałam, a te, co nie miałam, to kupiłam - et voila!

Zobaczymy, jak mi wyjdzie...

niedziela, 23 listopada 2014

Zeżarło mi taki fajny wpis...

Grzesiek skończył dziś 22 miesiące. Strasznie szybko przeleciało, nie wiem, kiedy.

niedawno spotkałyśmy sie przecież z A.  w szpitalu. Niedawno Piotrek pełen radości witał wytęsknionego młodszego brata. 

A teraz? 

Grzesiek rośnie. Co chwila muszę wyciągać większe ubranka.

Biega - nie nadążam za nim. 

Gada - zasób słów powiększa się z dnia nia dzień.

Wspina sie na wszystko - w razie czego weźmie stołek, pufa, przysunie sobie ławę - coś wymyśli. Na parapety okienne włazi jak stary, musiałam w związku z tym dopilnować, żeby umiał z nich również zejść. 

Sprząta - zwłaszcza, jak usłyszy, że kąpiel jest dopiero po pozbieraniu zabawek z podłogi.

Pomaga - ściele łóżko brata, odkurza, zamiata, wiesza pranie, rozładowuje zmywarkę. 

Wie, że nie ciągnie sie zwierzaków za ogony i wąsy, że z nimi należy delikatnie - zwłąszcza, ze to już starsi państwo, niestety. 

 

Fajny facecik mi rośnie. Szkoda mi tylko, że to ostatni raz. Chociaż z drugiej strony - strasznie męczący jest taki niewielki osobnik, kondycję trzeba mieć iście olimpijską. To ja sobie spokojnie za jakiś czas porozpuszczam wnuki, a potem będe patrzyć, jak rodzice sie męczą ;)

sobota, 22 listopada 2014

Zestresowałam sie parę dni temu solidnie.

Skorupiak w pracy, Wąż Starszy poszedł na zajęcia dodatkowe - chodzi juz sam, nie odprowadzam go.

Dzwonek do drzwi. 

Patrzę przez wizjer - policja...

Przeleciało mi przez głowę tysiąc skojarzeń, co jedno to paskudniejsze - wszystkie z serii,ze komuś coś sie stało i przyszli zawiadomić. Złapałam Grześka na ręce i sztywna ze strachu otworzyłam.

Okazało się, że niegroźne, ktoś tam z sąsiadów pracuje w jakiejś firmie specjalnego nadzoru i pewnie starał sie o jakieś wyższe uprawnienia, czy coś, w każdym razie robili wywiad środowiskowy - czy awantur nie słychać albo pijanego na schodach nie widziałam. Nie widziałam, nie awanturuje się, w ogóle całkiem spokojny i sympatyczny, zastrzeżeń brak.

Ale jak policjant poszedł, to usiadłam mocniej. Nogi jakoś nie bardzo chciały mnie nosić po przeżytym stresie...

Grzesiek stara się być samodzielny. Przede wszystkim przejawia sie to w porrzebie jedzenia osobiście, a nie bycia karmionym jak niemowlak. I dobrze, niech je. Lemniwa matka tylko sie cieszy, ale na wszelki wypadek przy co bardziej chlapiących potrawach, jak zupy czy jogurty nadziewa na potomka ikeowski fartuszek.

Mamy takie dwa, jeszcze po Piotrku zostały - niebieski i czerwony. 

Wczoraj Pan Grzegorz stanowczo poinformował mnie, że czerwony mu nie pasuje kolorystycznie - słusznie, wszak miał niebieskie ubranko - i życzy sobie wymiany.

Po przebraniu spokojnie zajął sie konsumpcją jogurtu.

Padnę, jeśli zacznie tak pilnować zgrania kolorystycznego we wszystkim. Pieluszki w aktualnym rozmiarze mają różowy pasek, który nie da sie dopasować do niczego, co posiada, a różowych ciuchów mu nie kupię i już!

czwartek, 20 listopada 2014

Piotrek jak większość dzieciaków marzył o komórce. 

Dostał parę miesięcy temu - nie jakiś wypas, starą nokię - uznaliśmy, ze jeździ sam na zajęcia, to jednak powinien mieć - w razie jakichś awarii system komunikacji jest potrzebny. KOrzysta z niej rozsądnie (nie bardzo ma inna możliwość, ustawienia rodzicielskie górą :).

Czasem zadzwoni zapytać, czy może po szkole pójść do kolegi, albo czy może zamiast wracać od razu posiedzieć na pobliskim drzewie. 

Dziś przekonał się, że nie bez powodu komórka jest zwana smyczą...

Wyszedł do szkoły, a wredna matka chwilę potem zadzwoniła - zanim zdążył do tej szkoły dojść, czyli naprawdę szybko, zważywszy odległość:

- Synu, nie posłałeś łóżka... Proszę wrócić i to zrobić.

Powkurzał się, ale wrócił.

Zaczyna odkrywać minusy gadżetu...

środa, 19 listopada 2014

Muszę chyba zainstalować zamki elektroniczne, najlepiej na odcisk kciuka albo skan siatkówki  - i to we wszystkich drzwiach, oknach i szafkach.

Grzesiek włazi na wszystko, łącznie z parapetami. Otwiera wszystkie drzwi - ostatnio najpierw wlazł mi do łazienki, w której właśnie zdążyłam godnie zasiąść na tronie, a potem wyszedł na schody. Dodam, że łazienka jest naprzeciwko drzwi wejściowych, a trudnej sztuki zamykania za sobą jeszcze nie opanował...

Sprytna jest ta gadzina, nie ma co. Tylko żeby jeszcze zamytał to, co otworzy i złaził z miejsc, w które wlezie... 

wtorek, 18 listopada 2014

Grzesiek ostatnio stale domaga sie kanapek z dżemem. 

Ma dwa ulubione, które wcina na zmianę.

Keczup i musztardę.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Dostaję kota. Siedzę w domu w czterech ścianach, wychodzę na zakupy albo do lekarza. POgadać mogę ze Skorupiakiem, rodzicami i na tytm sie kończy. Koleżanki, z którymi bym chętnie sie spotkałą, też są zagonione, mają dzieci, rodziny i roboty po uszy. Wyjście gdziekolwiek - do kina, knajpki, już nawet samotnie, ale BEZ GRZEŚKA - niewykonalne. 

Dzisiaj miałam wyjątkową okazję do wyjścia z domu i rozmowy z osobą dorosłą, na tematy absolutnie nie związane z dziećmi, domem  i tp. I byłam tam bez Grześka. Normalnie ekstaza, rozrywka wszechczasów, gdyby nie problemy ze znalezieniem miejsca na parkowanie, to w ogóle byłoby cudnie. Ale nie ma co narzekać, to akurat przewidywałam, bo w tamtych okolicach z parkowaniem jest dramat albo jeszcze gorzej.

Kto zgadnie, jakiejż to rozrywki zażywałam dzisiaj?

 

 

Pojechałam złożyć wyjaśnienia w urzędzie skarbowym, bo barany zapodziały papierek, który im kiedyś przyniosłam i teraz upierały się, że czegoś tam mam więcej, a w ogóle to oni nie wiedzą, skąd. Wiedzieli, bo miałam na to poświadczone kopie, a w ogóle miałam mniej, niż im sie wydawało, ale bałagan mają konkursowy i sami nie wiedzą, co mają. Więc stresują Bogu ducha winnych podatników.

 

I tak wyglądaja ostatnio moje rozrywki... 

niedziela, 16 listopada 2014

Pytanie, które mnie bardzo nurtuje i właściwie byłoby dla mnie pewnym wyznacznikiem, na kogo głosować - gdyby nie przeszkody natury technicznej.

Otóż interesuje mnie kwestia, którzy kandydaci na radnych/prezydentów itp. posprzątają swoje wyborcze ogłoszenia. I w jakim tempie to zrobią. 

Skłonna byłabym głosować na tego, kto zniknie ze słupów, płotów, wiaduktów i bilbordów najszybciej, najlepiej w ciągu 24 godzin po zakończeniu głosowania. 

Tylko niestety wtedy już nie można głosować...

Wczoraj była rodzinna msza  - na drugim końcu świata umarła jedna z ciotek, stanowczo za daleko, żeby móc sie wybrać na pogrzeb. Celebrował jak zwykle niezastąpiony wuj Adam, msza kameralna, w kaplicy, sama rodzina -  może dwadzieścia osób nas było. A może i nie. 

Ale dla osobniku w wieku Grześka spokojne wysiedzenie mszy - nawet krótkiej - to stanowczo za dużo. Młody człowiek się kręcił, chodził, gadał. na szczęście rozmawiałam z wujem przed mszą, uprzedzając, zę może mieć konkurencję - stwierdził, że jemu to nie przeszkadza. 

Niestety nie wszyscy byli tego zdania. Mimo, że starałam się Grześka pilnować, jak zaczynał hałasować, to wychodziłam z nim  do przedsionka i uciszałam, jak mogłam - usyszałam potem parę cierpkich słów na temat jego zachowania.

Przykro mi było. Rozumiem, że osoby starsze były wychowywane w innych czasach, kiedy dzieci mogło się widzieć, ale nie słyszeć. Jednak mimo wszystko chyba nietrudno dojść do wniosku, że jeśli dzieci mają mieć kontakt z rodziną, to muszą się z nią spotykać. Jeśli mają wiedzieć, jak sie zachowywać w kościele, to musza tam bywać i dobrze by było, żeby nie kojarzyło im się to tylko z nudą i ochrzanianiem przez starszych. I nie ma siły, będą przeszkadzać na pocątku. Bo mają zupełnie inne potrzeby, sposób funkcjonowania. Dla malucha wysiedzenie w spokoju 45 minut jest nierealne. On poznaje świat aktywnie, dotykając, oglądając, wspinając się....

Na szczęście wuj Adam ma inne podejście do tematu. Jak powiedział - to jego problem, jesli maluch go rozprasza, taki kajtek też jest w Domu Ojca i nawiązuje z Nim kontakt tak, jak umie. I ma do tego takie samo prawo, jak dorośli.

Ktoś kiedyś powiedział: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie"...

Szkoda, że nie wszyscy o tym pamiętają...

czwartek, 13 listopada 2014

Krety kopią kretowiska.

Czy to znaczy, że będzie lekka zima?

Lubię sobie posłuchać czasem Dominiki Żukowskiej i Andrzeja Koryckiego. pasują mi idealnie, grają to, co lubię - szanty, Okudżawę, ukraińskie różne, i tak jak lubię, proste aranżaje na dwie gitary bez udziwnień.

Znalazłam ostatnio nową piosenkę Andrzeja i chodzi mi teraz po głowie - nie tylko melodia, ale sam tekst podoba mi się baaardzo. Tak w kontekśie listopadowych świąt również...

Posłuchajcie

A tu jest tekst:

 

Siedzi w niebie siwy anioł,
ostry ma scyzoryk
I tak sobie w ciszy struga,
struga łódki z kory.
I sam nie pamięta
ile to już lat
wystrugane z kory łódki
puszcza anioł w świat.

W łódce miejsca nie za wiele,
ot, dla jednej duszy,
co ją z ziemi do anioła 
łódka przewieźć musi.
Lecz gdy miłość wielka
trudno rozstać się, 
w jednej łódce hen do nieba
płyną dusze dwie.

I nam może też już anioł
takie łódki struga.
Gdy je puści niech ich droga
do nas będzie długa.
I niech błądzą w chmurach
cieszy każdy dzień,
nim z błękitu spłynie ku nam

małej łódki cień

środa, 12 listopada 2014

Kot leży sobie na pufie i patrzy przez okno.

Na pufa próbuje wleźć Grzesiek, ale miejsca mało.

Nagle rozlega sie kategoryczny okrzyk:

- Kot, pasam!!! - Innymi słowy - kocie, przepraszam cię bardzo, ale rusz sie stąd.

Kot ani drgnął. Ale Grzegorz wlazł i podziwiają świat razem.

Piotrek wczoraj brał udział w turnieju szachowym. 

Bardzo się z tego cieszę, bo to jest dziedzina, w której on dopiero raczkuje - co oznacza między innymi, że nie jest najlepszy. Do tej pory robił to, co lubił i od razu zbierał laury bez większego wysiłku, a tu wreszcie ma okazję przekonać się, ze nie zawsze tak będzie. I się nie zraża, uczy się, startuje w kolejnych turniejach ciułając punkciki - poprzednio miał 1,5, wczoraj 2,5 - tendencja wzrostowa jest jak należy.

Pogadałam z nim trochę na ten temat - że wszyscy wielcy mistrzowie, niezależnie od dziedziny zaczynali od słabszych wyników i szli do góry, że nie ma takiej możliwości, że pojawia się świeżynka i od razu jest lepsza od ludzi, którzy ćwiczą latami. Przyjął to i walczy. 

I tylko mam jedno ale do tematu.

Jakiś inteligent wymyślił, że gadżetem wręczanym wszystkim uczestnikom będą plastikowe kołatki do robienia mnóstwa hałasu....

poniedziałek, 10 listopada 2014

cholera. Zerpsuła sie zmywarka.

Chociaż, w sumie, jak mam wybierać pomiędzy niesprawną zmywarką, pralką czy lodówką, to to i tak jest najlepsza opcja.

sobota, 08 listopada 2014

Irlandzka nowość - kot Findus - zagościł u nas na dobre. Pokochali go wszyscy, za rysunki, ciepło i dowcip. Grzechot ochrzcił go krótko - Kotas.

A ja kupuję stamtąd jeszcze jeden tekst. Gdy Pettson uszkodził sobie nogę i Findus zabrał się za mycie podłogi, to (jak zwykle) miał nadzieję, żę on sobie poserfuje na szczotce do szorowania, a potem wodę będzie zbierał Pettson. A tu nic z tego - ze zwichniętą nogą nie bardzo sie da. Findus zaczął marudzić, że on sie bardzo zmęczył, a w ogóle jest tylko małym kotkiem, a w odpowiedzi usłyszał:

- To będę się nad tobą przez cały czas użalać. Ścierka jest tam.

Tekst cudny. Ja też będę się użalać nad moimi Wężami, jak będą musialy zrobić coś, na co nie mają ochoty. I będę gnać do roboty.

piątek, 07 listopada 2014

jak wygląda pokój po całym dniu zabawy bardzo małoletniego Węża, chyba łatwo sobie wyobrazić.

Znalazłam sposób na sprzątanie tego koszmarnego bajzlu, zupełnie bezbolesny i skuteczny. 

Otóż informuję Potomka Młodszego, że kąpiel będzie wyłącznie po posprzątaniu zabawek. 

I już.

Mały leci sprzątać, a ja nie muszę strzępić jęzora. 
Szkoda, że ze starszym to już tak nie działa. A kiedyś było tak pięknie... 

Grzesiek ma nową zabawę.

Staje na ławie, kanapie, swoim stoliku - czymkolwiek, na czym da się stanąć i wydaje polecenie osobie, która jest w okolicy:

- Łap! - po czym spada w objęcia.

Robi to inteligentnie, najpierw sprawdza, czy przypadkiem nie trafił na egzemplarz oporny i złośliwy (na przykład matkę), który łapać nie chce. A nawet jeśli trafił, to po prostu zmienia trajektorię lotu, tak, żeby się nie obić nawet przy braku współpracy, tylko jednak wylądować na cżłowieku.

Po czym powtarza manewr dziesięć... piętnaście... dwadzieścia razy.

Skorupiak drży i straszy mnie wizjami romantycznych wieczorów spędzanych z połamanym dziecięciem na SORze.

A ja twierdzę, że musi oarę razy zlecieć. Choćby po to, żeby wiedział, że jak matka przed czymś ostrzega, to zwykle wie co mówi...

 
1 , 2