O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

środa, 22 lutego 2017

W poniedziałek pojechałam z Jeżynką na SGGW do weterynarza.

I pierwsze, co usłyszałam od pana doktora po założeniu karty panience, to było dobrze znane mi zdanie:

- Znałem profesora X (tu pada moje nazwisko), bardzo miły człowiek.

Nie da sie ukryć, ówże profesor był moim krewnym.

Przed rodzinną mafią nie uciekniesz.

wtorek, 21 lutego 2017

Tydzień temu mój brat znalazł jeża. Tuż obok furtki do ogródka rodziców przed blokiem.

Jeż był maleńki, widać że jakiś późny jesienny miot. Drżał i miał kłopoty z poruszaniem się - widać, że bez pomocy nie miał szans przetrwać zimy.

Oczywiście został zabrany do domu, dostał swoje pudełko z wiórkami, imię - Olaf,  jedzonko - początkowo wszystko wyglądało nieźle, ze startowych 319 g podskoczył do piątku do 343 - i ... przestał jeść. Nie ruszał się.

Mama już była przerażona, że to koniec jeża, ale w poniedziałek zabrałam go do Kliniki Małych Zwierząt na SGGW. Bez większej nadziei, ale może się uda, trzeba spróbować.

Pan doktor obejrzał jeża, przy okazji stwierdził że Olaf jest Olą, zrobił zastrzyki i kazał zameldować sie dziś na powtórkę.

A dziś... inny zwierzak. W nocy buszował, zjadł wszystko co dostał i jeszcze dokładkę, w pudełku w poczekalni też się wiercił. Przytyło się dziewczynie, waży już 390g.

Leczymy ją dalej, najbliższe dwa dni na antybiotyku doustnym, a w piątek kontrola. I mam nadzieję, że do tego czasu Jeżynka już będzie całkiem zdrowa.

 

No co ja poradzę, że mam sentyment do jeży....

niedziela, 19 lutego 2017

Grzechot zaliczył pierwsze nocowanie u kolegi.

Właściwie u kuzyna, ale bez nas, bez Piotrka i nie u Mi i Dużego, czyli ukochanych dziadków. Dom, w którym nigdy nie spał, aczkolwiek parę razy był.

Był zachwycony i już się z D. umawiają na powtórkę, tym razem u nas. A prawdę mówiąc, spodziewałam się telefonu z hasłem "mamoooooo, do domuuuuuu".... Tymczasem nic z tego, tylko wieczorem dostałam maila ze zdjęciem dwóch stwoeków w szlafrokach wcinających kolację. I rano zgodnie z umową dostarczony pod drzwi. A my mogliśmy spać do 9.30!!!!!!! Wieki tego luksusu nie zaznałam....

Dumna jestem z niego bardzo, on ma dopiero cztery lata. A jeszcze całkiem niedawno nawet nocowanie u Mi i Dużego bywało problemem, musiałam osobiście go usypiać, czasem rejterował już w piżamce - taka rozpacz bywała, że zabierałam go do domu. A tu proszę, bezproblemowo.

Otwiera to przed nami różne ciekawe opcje, można będzie sprzedać dzieci i wyjść gdzieś wieczorem :)..... Już się nie mogę doczekać :)

 

czwartek, 16 lutego 2017

Gadamy we trójkę ze Skorupiakiem i Piotrkiem o Wikingach.

- A wiesz mamo, Wikingowie to potomkowie królowej Wikipedii! - wymyślił Pyton.

Zakrztusiłam się z wrażenia, takie skojarzenie nigdy by mi nie przyszlo do głowy.

- No co, King to przecież król, a Wi - od Wikipedii, wszystko sie zgadza :)

 

Nie da sie ukryć, pasuje :)))

niedziela, 12 lutego 2017

Grzegorz przekroczył dziś kolejny etap wtajemniczenia w dorosłe życie.

Układaliśmy razem puzzla, ale nie wersję dziecięcą z małą ilością dużych kawałków, tylko odwrotine - dużo małych.

Co prawda to dużo to było tylko 500, ale i tak uważam, że zacnie jak na czterolatka. Dzielnie szukał, dopasowywał, kombinował - trybiki aż dymiły.

A mnie się przypomniał mój pierwszy puzzel, układany setki razy, tak, że znałam go na pamięć i większość kawałków mogłam wziąć w rękę i od razu położyć na miejscu. Też pięćsetka.

Wilczyca z dwoma szczeniakami na tle maków i jakiegoś innego zielska. Kawałki miała już mocno powycierane, czasem tylko ja wiedziałam, co tam jest - tak zużyty był od częstego układania. Kochałam go bardzo i ciężko było podjąć decyzję o wyrzuceniu - co z tego, że brakowało kawałka nosa, że nie dawało się rozpoznać rysunku... To byla moja wilczyca.

Dzisiaj jakoś do mnie wróciłą - moimo, że układaliśy zupełnie co innego, ale ten sam rozmiar przywołał  falę wspomnień. I ten entuzjazm Grzesia, który kładał do samego końca - tak jak ja kiedyś....

Będzie następny puzzlomaniak - po mamusi i babci.  :)

 

 

sobota, 11 lutego 2017

Tekst poranny:

- Dziewczyno, rusz się wreszcie pod ten prysznic. Wiem,  ze jest okropnie wcześnie i ci się wcale nie chce, mnie też się nie chce, a jednak wstałam...

 

I w tym momencie zdałam sobie sprawę, że mowię sama do siebie w dwóch osobach.

Rozdwojenie jaźni?

 

piątek, 03 lutego 2017

Scenka z metra porannego:

Młody człowiek w kapturze nasuniętym na czoło, w stanie wyraźnie lekko naprutym poleguje na siedzeniach.

Podchodzi dwóch panów z blachami na piersiach i uprzejmie proszą  o bilet.

 Młodzian uchylił jedno oko:

- Nie musicie sprawdzać tego biletu. Nie jest wam do niczego potrzebny. - poinformował panów konwersacyjnym tonem i ponownie zapadł w niebyt.

 

Pół wagonu w ryk, panowie kontrolery też parsknęli i poszli dalej...

czwartek, 02 lutego 2017

umieram na grypę.....

Tak naprawdę nie jest tragicznie, nie mam gorączki, ale czuję się jakby walec po mnie przejechał i mięśnie mnie bolą jak należy.

Największym problemem jest Grzechot.

Jest w najlepszej formie i chce koniecznie iść na spacer....

 

Gdyby nie szczepienie, byłoby dużo gorzej - tak jak w zeszłym roku.