O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych
O autorze

  Statystyki
stat4u

wtorek, 06 grudnia 2016

Od paru miesięcy jakoś rzadziej wrzucam notki.

NIe, nie dlatego, że nic się nie dzieje, wręcz przeciwnie. Dzieje się tak dużo, że zwyczajnie nie nadążam, zanim mam chwilę żeby usiąść i napisać coś, to już pojawiają się kolejne sytuacje warte opisania, a poprzednie giną gdzieś w mrokach niepamięci.

Jest mi z tym źle, próbuję jakoś nadrabiać, ale ciężko z tym idzie.

Za mało czasu i siły na opisanie wszystkiego, co bym chciała. Poza tym czasem mnie tak krew zalewa na to, co się dzieje w polityce, że nie jestem w stanie tego opisac bez bluzgów, a bluzgów z zasady nie używam i już. Bo nie lubię. Więc nie piszę.

Przepraszam, Drodzy Czytelnicy, postaram sie jakoś poprawić, ale nie obiecuję, że uda się to przed świętami.

Ostatnio miałam już tak dość tego ciągłego galopu, pilnowania i robienia za nadzorcę i poganiacza niewolników, że uciekłam na weekend z domu. Posiedzialam u przyjaciół, pogadaliśmy, pośmialiśmy się, poobijaliśmy - wreszcie na luzie i spokojnie, bez spinki. Bardzo mi to było potrzebne :)

Może właśnie dzięki temu udało mi sie dzisiaj usiąść do kompa - brakuje mi blogowania bardzo, brakuje mi Was.  Przez weekend nabrałam sił, podniosłam głowę i zobaczyłam coś więcej, niż tylko listę spraw do ząłatwienia na przedwczoraj.

Do zobaczenia!

wtorek, 29 listopada 2016

Na dzieci zawsze można liczyć.

Kupiłam sobie bilet na pociąg, w piątek po południu chciałam się urwać do Krakowa, do przyjaciół.

Dzisiaj Grzesiek wylazl z wanny cały w kropki. Średnio wyraźne, ale jednak kropki.

Wrrrrr.

 

Zobaczymy, co powie jutro nasz ulubiony doktorek....

niedziela, 27 listopada 2016

Piotrek spotkał kolegę, z któym chodzi do jednej grupy na nagielski.

- Wiesz, ja już nie będę z wami chodził - powiedzial kolega.

- O, szkoda- zmartwił sie Piotrek. - A dlaczego?

- Nie wiem, rodzice tak zadecydowali. Z rodzicami tak to już bywa... - westchnął rozmówca, patrząc koso na mnie, mimo, ze jako żywo nie miałam z tą decyzją nic wspólnego. Widocznie przynależność do grupy rodziców od razu ustawiła mnie w rzedzie co najmniej podejrzanych.

- Pomyśl o tym jak o dobrej zmianie :) - doradził syneczek.

 

środa, 23 listopada 2016

Parę dni temu zadzwoniła do mnie sąsiadka z trzeciego piętra.

Okazało się, że  kilka godzin wcześniej na swym balkonie (przypominam, trzecie piętro!) znalazła naszego Kotka Bramotka. Wlazł z zewnątrz.

Usiłowała go namówić, żeby wrócił już bardziej cywilizowanie, przez mieszkanie i po schodach - czyli trasą, którą dobrze zna i systematycznie do niej chadza, ale Brams nie dał sie namówić. Prawdę powiedziawszy, nie wykazał się manierami, uciekł na jej widok i wypadł z tego balkonu, na szczęście z międzylądowaniem na krzaku po drodze.

Trochę mnie zatchnęło, zwłaszcza, że jak byłam mała i mieszkaliśmy na 7 piętrze, to też dwa ówczesne koty zaliczyły lot ku ziemi. I jeden nawet to przeżył. Co prawda tutaj pietro trzecie, ale jednakowoż....

Pierwsze pytanie - kiedy to było. Jak usłyszałam, że około 14, to odetchnęłam, bo wracając z Grześkiem z przedszkola spotkaliśmy Bramsa, był w całkiem dobrym nastroju, przyszedł sie pokiziać a potem powędrował dalej w swoich kocich sprawach.

Oczywiście Skorupiak po pierwszych zdaniach mojej rozmowy wyrwał  z kopyta na dwór, poszukać włóczęgi, który tym razem grzecznie się zameldował. Widocznie już mu ogon zmarzł po paru godzinach włóczenia się po okolicy.

W sumie - skończyło sie na nerwach. Wykończy mnie to zoo...

wtorek, 22 listopada 2016

Leniwe poranne kotłowanie w łóżku. Dziateczki trajkoczą,  planują - i depczą po rodzicach.

- Mama, jak będę dorosły, to będę mógł grać w Diablo? - rozrywka Skorupiaka, Piotrkowi ściśle limitowana, Grzechot nie gra wcale.

- Tak, kochanie, jak będziesz dorosły, to będziesz mógł.

- Dziękuję, mamusiu!!! Jak ty dorośniesz, to też będziesz grać w Diablo! - ucieszył się Serpens Minor.

No i się zastanawiam, kiedy będzie można mnie uznać za dorosłą. I czy ja na pewno tego chcę? Diablo nie jest mi wcale oszczęścia potrzebne.

Ale żeby w wieku 42 (prawie) lat nadal być małolatą to jest sukces, z którego jestem dumna :)



środa, 26 października 2016

Rozmawiamy sobie kulturalnie z Potomkami o operze  i zeszło na Straszny Dwór.  W związku z tym Skorupiak postanowił zademonstrować dzieciom Arię z Kurantem, która, jak powszechnie wiadomo, jest napisana dla basa. Skorupiak basem mówi tylko podczas zapalenia krtani, ale wtedy raczej nie śpiewa - teraz więc go dosyć szybko zatchnęło. Wredna rodzinka natychmiast musiała to skomentować.

- Tata, ale ty nie śpiewaj już dalej, to nie jesteś basem, tylko tonerem! - podsumował Pierwotniak.

Muszę uświadomić kuzyna, który też jest tonerem. Pewnie nic o tym nie wie :)

poniedziałek, 24 października 2016

Podjęliśmy decyzję - wynosimy się ze Skorupiakiem do salonu, ileż można spać z dzieckiem w jednym pokoju. Młodemu należy się już pełnorozmiarowe łóżko - czas najwyższy na zmiany.

Jak tak, to trzeba pomalować ściany, nie widziały farby od daaaawna i straszą.

Zaczęłam dzielnie akcję, powynosiłam co trzeba, zaczęłam zmywanie i skrobanie ze starej farby.

W związku z powyższym dziateczki postanowiły mi urozmaicić życie  i zapadły na jakąś wirusówkę, co zaowocowało decyzją naszego ulubionego pana doktora - do końca tygodnia siedzą w domu.

Noszszsz, siedzą, kłócą się, wrzeszczą razem lub na siebie wzajemnie, co chwila jeden drugiego zahaczy jakimś kawałkiem i jest ryk.... Ja zwariuję.

Do tego skrobanie sufitu mi wyszło bokiem, po dwóch dniach z rękami podniesionymi do góry nie byłam w stanie palcem ruszyć i musiałam przed snem wziąć jakieś coś przeciwbólowego, bo inaczej nie było mowy o zaśnięciu. A teraz jeszcze ci dwaj....

 

Ja chcę na Kanary, Hawaje, do Pernambuko. Gdziekolwiek, byle daleko.

środa, 19 października 2016

Comożna znaleźć za kaloryferem w połowie października?

 

Biedronkę.

Wredna byłam i wyeksmitowałam, ale alternatywą było przymalowanie jej do ściany....

poniedziałek, 03 października 2016

Na Ursynowie niedawno poprawiali ścieżkę rowerową wzdłuż głównej ulicy. Zamieniali tą idiotyczną kostkę na asfalt. Chwała im za to.

W związku z pracami niezbędne było potem zregenerowanie zieleni w miejscach, gdzie kopali czy tam, gdzie stały baraki robotników albo inne żelastwo.

Nawieziono górkę ziemi. Piękna, czarna, porządna.

I co?

Pewnego popołudnia idę sobie ostrym marszem wzdłuż drogi dla rowerów i cóż moje piękne, błękitne oczęta widzą?

Starszych państwa. Na oko urocza starsza pani z jakże sympatycznie wyglądającym starszym panem. Ładujący spokojnie tę ziemię w reklamówki i do wózeczka.

Zapytałam grzecznie, czy to tak ładnie kraść, na co zostałam zbluzgana od najgorszych, pani naskoczyła na mnie, że to do ogródka przed blokiem, wszyscy będą mogli podziwiać piękne roślini, więc dlaczego ma płacić? A w ogóle to ona wpłaca co miesiąc 50 złotych na SOS Wioski Dziecięce, więc niech ja sie odczepię (powiedziane było dużo mocniej, ale nie będę schodzić do poziomu tych państwa i powtarzać).

 

Opadło mi wszystko. Tyle jest gadania, że młodzież taka i owaka, a tu taki zonk w wykonaniu osób, które młode przestały być pół wieku temu. I ta agresja, wulgaryzmy i idiotyczne tłumaczenie okraszone uroczym pytaniem "To niby czemu miałabym płacić?".

Pewnie, łatwiej ukraść.

Przechodzilam dziś koło małej budki z dużym napisem "Delikatesy mini". Tak sobie zerknęłam przez otwarte drzwi i zaczęłam się zastanawiać nad znaczeniem słowa "delikatesy".

W sklepiku był wyłącznie alkohol....

Wszystko było zaplanowane. czarna bluzka przygotowana, dzieci zagospodarowane - idę na protest.

A gucio.

Grzesiek ma znowu zaostrzenie infekcji, kaszle, wtula sie w mamę - nie odkleisz.

No i nie poszłam.

Wrrrr....

niedziela, 18 września 2016

Ostatnio chodzili po osiedlu Świadkowie Jehowy.

Ponieważ - jak wiadomo - jesteśmy złośliwe małpy, postanowiliśmy podyskutować z nimi.

Niestety Skorupiak popełnił błąd strategiczny i w pierwszej rozmowie coś mu się wymsknęło na temat dominikanów - nic ogólnie groźnego, ale wynikało z tego jasno, że my z tych okolic. Panienki zamiast od razu przyjść i nawracać zaproponowały, ze przyjdą w sobotę, czyli wczoraj.

Nie ma sprawy, nawet lepiej.

I nie przyszli.

Nie, żeby nas to specjalnie zdziwiło, raczej spodziewaliśmy się czegoś takiego. Już kiedyś  z nimi rozmawialiśmy u nas i skończyło się tym, że panie przypomniały sobie o włączonym żelazku czy innym garnku na gazie i wycofały się na z góry upatrzone pozycje w trybie raczej nagłym. A taka fajna dyskusja była...

Od tego czasu nasz adres pewnie figuruje u nich na czarnej liście. A już na pewno nie wypuszczą do nas niedoświadczonych owieczek, bo jeszcze się okaże, że to my ich przekonamy, a nie oni nas :)

Piotrek był najbardziej zawiedziony - tyle sprzątania na nic :)

sobota, 10 września 2016

- O, idą moje dziewczyny! - zawrzasnął Grzechot na widok czterech nastolatek przechodzacych obok.

- Liczba mnoga? Synu, to ile ty masz tych dziewczyn? - zaniepokoiłam się.

- Wszystkie, mamusiu!

 

Hm. Haremik? Ale nie za wcześnie aby?

środa, 07 września 2016

Wredna jestem, jak ogólnie wiadomo.

W związku z powyższym postanowiłam sprawdzić, jakie jest zainteresowanie "Smoleńskiem" n najbliższym kinie.

Wiem, że do piątku jeszcze cały jutrzejszy dzień. I że nie wszyscy rezerwują przez internet, większość po prostu staje w ogonku do kasy. Ale całe 17 osób  na 10 seansów to i tak wynik z lekka kompromitujący. ZObaczę jutro, czy cokolwiek przybędzie :)

A jak Pytonowa dyrektorka będzie chciała ich pogonić, to nie puszczę. Nie będzie mi dziecko traciło czasu na takiego szkodliwego gniota fałszjącego historię i kiepsko nakręconego.

Swoją drogą, zachwycił mnie manewr pani Agaty Kornhauser-Dudy, która zamiast na premierę Smoleńska poszła sobie z córką do kina na Woodego Allena :). Jaśniej nie mogła pokazać, co o tym cyrku myśli.

Niezmiennie jedyym pozytywnym skojarzeniem ze Smoleńskiem pozostaje ballada Okudżawy...

poniedziałek, 05 września 2016

Rodzicielskie judo męczące jest okrutnie.

Dyskusja z osobnikiem, który czegoś chce, nie bardzo wie dlaczego i właściwie czego dokładnie też nie wie, próbuje pyskować, kłócić się i postawić na bliżej nieokreślonym swoim.

Po kilku rundach bez podnoszenia głosu i nie dając sie wyprowadzić z równowagi jesteśmy oboje ze Skorupiakiem złachani jak psy. Ale za to z Potomkiem udało się dojść do porozumienia :)'

Grunt to trening. Okazji nie brakuje...

środa, 10 sierpnia 2016

Moją Mamę to bezpieczniej puścić do jubilera niż do księgarni....

poniedziałek, 08 sierpnia 2016

Obudziłam się z myślą że ostrzygę dziś Piotra.  Zarósł już jak krzaczek i dobrze byłoby skrócić go przed obozem.

Zapomniałam tylko o jednym drobiazgu.

 Piotrek na obóz wyjechał dwa dni temu....

środa, 03 sierpnia 2016

W ciągu ostatniego miesiąca cztery osoby - w różnych sytuacjach, nie znające siebie wzajemnie (mnie zresztą też) zakwestionowały mój wiek.

W dwóch przypadkach nie były w stanie uwierzyć, że nie tylko mam już dwójkę dzieci, ale te dzieci są dobrze podrośnięte, a ja jednak nie zaczynałam się rozmnażać w podstawówce :).

Pozostałe dwie osoby odmłodziły mnie nieco mniej, ale i tak były w szoku słysząc, że przekroczyłam czterdziestkę - z przyczyn administracyjnych miały mój pesel przed nosem, więc trudno im było dyskutować, ale niedowierzanie było widoczne.

I to jest znacznie lepsza motywacja do odchudzania niż wszelkie gadanie o zdrowiu. Jak schudnę do zakładanych rozmiarów, to nikt nie uwierzy, że mam więcej niż 28 lat :).

Nieoproszona rada dla wszystkich, którzy chcą się odmłodzić:

Zamiast wydawać pieniądze na tony kosmetyków, po prostu się ładnie uśmiechnij, tak serdecznie i od środka. Działa dużo lepiej, niż makijaż.

 

niedziela, 31 lipca 2016

Pietruszek wrócił z obozu.

Jak ja się za nim stęskniłam! Ale nie robiłam obciachu wydzwaniając ani szlochając przy autokarze ;)

czwartek, 28 lipca 2016

Siedzę w poczekalni do lekarza. Długo, nudno - standard. 

Dialog obok:

-Ja to, proszę pani, trzy lata byłem w Grecji....

- To miał pan okazję obejrzeć piramidy i Kleopatrę -= wykrzyknęła z podziwem sąsiadka.

 

Kurtyna

piątek, 15 lipca 2016

Pojeździłam sobie dzisiaj na kółeczku!!!!

Po raz pierwszy jechałam GDZIEŚ a nie przed siebie, byle jechać, a jak nie dojadę to co z tego. Tym razem wybrałam się do rodziców - oczywiście z metrem po drodze, nie dałabym rady tej trasy w całości przejechać, a i nie wiem, czy starczyłoby mi baterii, w końcu ważę więcej niż Piotrek.

Zadowolona jestem bardzo, chyba przestanę już się tak opatulać przeciwwywrotnie, bo nieźle opanowałam zeskakiwanie z kółka, jak zaczyna mi uciekać. Nie będzie mi tak koszmarnie gorąco. Kask i ochraniacze na nadgarstki może jeszcze zostawię na jakiś czas, ale kurtka i owijki na nogi - do szuflady!!!!

Fajne, jak gapią się za mną faceci młodsi ode mnie o połowę. Mam co prawda pełną świadomość, że to nie z zachwytu nad mą delikatną i eteryczna urodą tylko zainteresowanie kółkiem, ale i tak fajnie jest :).

A jeszcze dostałam od taty wyciąganą rączkę, tak że nie musze nosić kółka w garści po schodach czy w metrze, tylko jedzie samo niczym walizka na kółkach.

Żyć nie umierać! I jeździć!

Kocham czereśnie. Mogę je jeść na wiadra.

Skorupiak od lat wieszczył ponuro, że mi w końcu zaszkodzą - pewnie sam chciał zjeść. Chociaż nie, on preferuje wiśnie, za którymi ja nie przepadam.

I wykrakał.

Wczoraj na pestce straciłam po raz kolejny ten sam ząb. Już był ileś razy łatany, po raz pierwszy dał o sobie znać na miesiąc przed urodzeniem Grzesia. Wizyta na fotelu dentystycznym  w dwupaku z wierzgającym Potomkiem w środku to atrakcja niezwykle specyficzna i raczej jej nie polecam.

Potem poleciało mi pół tego łatania poprzedniego tuż przed świętami  BN. Zaklajstrowane.

Teraz poszło właściwie wszystko, złamał się drań poniżej dziąsła. A do tego jest nadal żywy.  Podobno to się rzadko zdarza, żeby żywy ząb tak się złamał.

Chyba odziedziczyłam po Rodzicielce jej talent wo wyrafinowanych pomysłów medycznych...

niedziela, 10 lipca 2016

Grzechot wyzdrowiał, po pięciu dniach z temperaturą w okolicach 40 stopni. Jutro ma pójść do przedszkola.

 W związku z powyższym właśnie wylało się z niego sporo paskudnej brązowej brei. Nie mam pojęcia, po czym, bo żadnych odgrzewanych wczorajszych czy przedwczorajszych obiadków nie było.

Załamka.

wtorek, 05 lipca 2016

No właśnie.

Już się cieszyłam, że będę miała trochę wolności, Grzechotek w pracowym przedszkolu wakacyjnym u mojego taty, Piotrek na obozie, a ja będę mogła poszukać pracy, pójść na kijki czy na siłownię - zacząć jakoś żyć i robić cokolwiek poza kwoczeniem dzieciom.

Nic z tego. Grzesiek jest chory.

Zaczęło się w piątek, kiedy musiałam wrócić wcześniej z porządkowania cmentarza Żydowskiego, bo zaczął marudzić i skwierczeć. A potem już poszło, od tego czasu ma te prawie 40, trudno zbijalne i tylko na dwie -trzy godziny, potem znowu rośnie.

Jeśli potwierdzą się nasze podejrzenia, że to mononukleoza, to mam miesiąc z Grzesiem na karku jak w dziób dał. Albo więcej.

Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz Mu o swoich planach.

Musial się nieźle bawić.

Grzesiek ma obecnie 38,3. Celsjusza, czyli temperatura zdecydowanie za wysoka.

Brykał, robił brzuszki na moich kolanach, ganiał się z Piotrkiem, mieliśmy głupawkę potężną.

To była ta zdrowsza wersja Grzechotniczka.

Jak jest gorzej, to ma 39,7, siedzi albo leży wczepiony we mnie, skarży się, że boli go głowa. Nie je, dużo pije, nie chce się bawić, mimo że Pyton staje na głowie, żeby go rozweselić.

Najpierw podejrzewałam udar cieplny, ale to trwa już za długo, temperatura w okolicach czterdziestu stopni już piąty dzień.

Prawdopodobnie mononukleoza. Jutro badania i znowu do lekarza.

^%&^$$%^*#$%^#*#*#*. Cenzuralniej nie potrafię.

 

To już kiedyś było - to jak państwo z nim wytrzymujecie, jak jest zdrowy?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 84