O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych

  Statystyki
stat4u

Blog > Komentarze do wpisu

refleksje nad gazetą

Znalazłam dziś artykuł, który mną wstrząsnął.

O opiece nad osobami starszymi i niesamodzielnymi. Nie tej państwowej czy prywatnej, w jakikolwiek sposób zinstytucjonalizowanej, profesjonalnej. Tej wymuszonej przez życie, obarczonej wyrzutami sumienia, morzem trudnych emocji, bez przerwy, urlopu, chwili na oddech i perspektyw odpoczynku innych niż śmierć bliskiego.

Nie dlatego, że opisywana w nim rzeczywistość mnie zaskoczyła. Przeciwnie, znam ją bardzo dobrze. 

Nie dlatego również, że czuję się winna - wręcz przeciwnie, działam w tej branży i robię co mogę. I to dobrze robię. 

Poruszył mnie fragment opisujący stan psychiczny opiekunów. Ich nieumiejętność zadbania o siebie, odczuwania radości, cieszenia się drobiazgami, szukania przyjemności, przyznawania sobie prawa do emocji, do zmęczenia, do wypalenia.

Wstrząsnęło mną dlatego, że ja to wszystko widzę u siebie na gruncie domowym. 

Nie zajmuję się przecież w domu nikim chorym. Nie mam osób niesprawnych. Przeciwnie, mam dwójkę zdrowych, inteligentnych, piekielnie sprawnych dzieci, męża, który nie siedzi cały dzień przed telewizorem żądając obiadu, piwa  i nieprzeszkadzania w oglądaniu meczu.  I dwa kochane koty, które pakują się na kolana i wypędzają demony.

A jednak czuję się właśnie tak. 

Nie wiem, co mnie cieszy. Nie umiem zadbać o siebie, jak już wymyślę, że mogłabym pójść na pedicure, to zanim dojdę, minie pół roku. Bo stale jest jakieś ale, coś ważniejszego. Czyjeś inne potrzeby, problemy... Moje odsuwam na koniec, bo muszę tu pomóc, tam załatwić, bo zebranie, bo plac zabaw, bo mamo przytul... 

I nawet, jak Skorupiak zabierze chłopaków zostawiając mi czas i przestrzeń, żebym mogła coś zrobić dla siebie - kończy się na zmywaniu garów, łataniu spodni i nadrabianiu zaległości domowych...

Jedyna frajdą, jaką umiem sobie wymyślić i zrealizować bez problemu jest jedzenie. Widać to po mnie, próbowałam się odchudzać już nieraz, ale dopóki nie nauczę się sprawiać sobie przyjemności w inny sposób niż żarciem, to nie schudnę.

Sama nie dam rady. Brakuje mi kogoś, z kim mogłabym pogadać, o odchudzaniu i nie tylko - o wszystkim, po prostu dziób otworzyć. A nie bardzo jest do kogo. Moja najlepsza przyjaciółka jest istotą bardzo nietypową, prowadzącą nocny tryb życia (nie dlatego, ze baluje, wręcz przeciwnie - nornica pustelnica, nosa z domu nie wysuwa jak nie musi, pracuje na komputerze) - odpada, jak ona żyje to ja śpię i odwrotnie. Parę innych koleżanek - mają własne życie, dzieci, pracę, trudno oczekiwać, że będą dzwonić i mnie niańczyć. Zresztą obecnie ludzie coraz rzadziej to robią, jak ja dzwonię, to często spotykam się z entuzjastycznym podziwem, że ja tak pamiętam o innych, podtrzymuję te kontakty...  A ja po prostu szukam rozpaczliwie kogoś, kto poświęci mi chwilę.

Nie wiem, co mogłabym zrobić dla siebie. nie chcę marudzić innym o tym, jak bardzo samotnie się czuję, na wyjazdy na różne turnusy tematyczne mnie nie stać - finansowo, czasowo i logistycznie. Jak się raz na kwartal znajdą jakieś zajęcia czy inne spotkanie, na które bym poszła to zwykle jest kolizja terminowa z czymś innym, albo po pracy jestem tak padnięta, ze po prostu idę spać.

W ogóle najchętniej bym spała dzień i noc. NIe budziła się, nie wracała do rzeczywistości, została w świecie ułudy, marzeń sennych, daleko od tego wszystkiego, co boli, zniechęca.

A potem znowu dzwoni budzik. 6.30, pora wstawać.

wtorek, 04 września 2018, agra1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2018/09/04 22:33:41
Samo uświadomienie sobie potrzeb, to już sukces. A teraz do dzieła.
-
2018/09/05 07:04:50
Na razię widzę potrzebę widzenia potrzeb, I zastopowało mnie w tym miejscu już dawno, nie umiem zrobić ani kroku dalej. Zawsze są czyjeś inne potrzeby wcześniej...
-
2018/09/05 07:48:33
Znajdź chwilę dziś pomiędzy pracą, a odbiorem Grzechotnika i zajrzyj.
-
2018/09/07 21:43:02
Agra, z tymi potrzebami innych- medalu czy pomnika nie dostaniesz. Nasze pokolenie było wychowywane inaczej, obecne jest bardziej nastawione na zaspokajanie własnych potrzeb. Ale zapewniam Cię, że można się tego nauczyć. Sama jestem przykładem. Trudne to, ciągle jeszcze mam powroty do bycia matką- polką i wyrzuty sumienia, ale już coraz rzadziej. Podejrzewam, że w dużym stopniu przychodzi taka umiejętność z wiekiem. Jeszcze parę lat i Ty się nauczysz