O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych

  Statystyki
stat4u

Blog > Komentarze do wpisu

skutki oglądania filmów dla dzieci

Udało mi sie dziś wreszcie obejrzeć Meridę Waleczną. Chciałam ten film zobaczyć od dawna, w końcu znaleźliśmy na to czas. 

Piotrek co prawda leżał już w łóżku i czytał, ale jak mu się książka skończyła, to przyszedł i zapytał, czy może pooglądać z nami. Czemu nie, w końcu to film dla dzieci...

Obejrzeliśmy sobie no i się zaczęło.

Piotrek zapytał o niedźwiedzia Mor`du. Dlaczego, co, czemu tak i o co chodziło (nie będę zdradzać szczegółów, nie wszyscy widzieli film, to nie będe uprzedzać). No i poszła nam rozmowa - legenda o czterech braciach, którym ojciec pozostawił cztery części królestwa, koncepcja zaklęcia kogoś w inną postać aż do momentu gdy inna osoba w jakiś sposób odczaruje - tu szczerze pożałuje. Powiązania pomiędzy mitami celtyckimi a chrześcijaństwem, archetypy, podobieństwo pomiędzy sytuacją Mor`du a czyśćcem, sprzeciw wobec woli ojca, szczery żal za grzechy.....

Konwersacja toczyła nam się niczym górski potok, było mi bardzo żal przerywać, ale nieubłaganie zbliżała sie pora grzechocich inhalacji.

Wędrując przez te wszystkie wątki doszliśmy między innymi do tematu śmierci - nie zawsze śmierć jest zła, czasem, tak jak w tym filmie - jest wybawieniem. Mor`du podziękował Meridzie za uwolnienie. Przekładając to na sytuację bardziej zrozumiałą przywołałam przykład osoby śmiertelnie chorej, któej nie można pomóc, a która bardzo cierpi. Dla kogoś takiego śmierć to ulga. 

No i mój syneczek wyciągnął wnioski:

- Mama, to chyba takiej osobie można by pomóc umrzeć, żeby już sie nie męczyła?

No żesz. Nie mogę w takim momencie powiedzieć "Dobranoc kochanie, pora spać", takiego wątku nie zostawia się bez domknięcia. Ale jak to powiedzieć na poziomie dostępnym dla nieco już śpiącego siedmiolatka?

Wyjaśniłam mu, że to, o czym mówi nosi nazwę eutanazji. Że są różne spojrzenia na temat, kręgi szeroko mówiąc kościelne nie akceptują takiego podejścia uważając, że tylko Bóg może decydować o czyjejś śmierci. Że są kraje - nieliczne, ale są, gdzie w ściśle określonych sytuacjach jest możliwe, by pomóc odejść ciężko choremu człowiekowi. Że musi to być sytuacja, gdy osoba jest nieuleczalnie chora, bardzo cierpi i świadomie wyrazi taką wolę. Pogadaliśmy sobie, co by było, gdyby zostało to powszechnie usankcjonowane przez prawo, o możliwościach nadużywania tego "rozwiązania". 

Wreszcie przedstawilam mu swój pogląd na tę kwestię. 

A, i jeszcze wytłumaczylam mu, co to była mizerykordia - krótki sztylet służący do dobijania rannych. I genezę nazwy - miłosierdzie śmierci dla tych, dla których i tak nie ma ratunku.

 

Niezwykle ciekawe są takie rozmowy  z dziećmi. Nigdy nie wiesz, dokąd cię zaprowadzą, na jakie meandry filozofii, historii, kultury zabłądzisz. A dzieciaki nie obciążone stereotypami, schematami, zadają celne pytania - im sie jeszcze chce myśleć.

 

Na razie - pilnie potrzebny mi antropolog kultury! 

środa, 01 stycznia 2014, agra1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Daga, *.ip.netia.com.pl
2014/01/02 11:30:50
Akurat tez oglądaliśmy Meridę, w Sylwestra. Bardzo przydatna baja. Parę dni temu oglądaliśmy nową wersję Roszpunki. Też pikne. Nadrabiamy, aby był wybór bajek jak Zoś będzie do nich gotowa. Bo np. Legendy Sowiego Królestwa to film dla zdecydowanie starszych dzieci. :)