|
Blog > Komentarze do wpisu
zdrowe lenistwo rodzicielskieTeoria Inteligentnego Lenia była mi znana od zawsze. Autorem jest mój tata - zawsze twierdził, ze jest osobnikiem leniwym, dlatego szybko robił to, co miał do zrobienia - na przykład odrabiał lekcje, a potem już mógł sie spokojnie lenić. Na przykład na przystani. Albo w górach. Na basenie. Albo gdziekolwiek indziej, bo nikt mu nie zawracał głowy, że przecież jeszcze ma zrobić to czy tamto. No, to hołd ojcu tudzież prawom autorskim oddany, teraz można przejść do meritum. Teoria ta wydaje mi sie fantastyczną podstawą do wychowania samodzielnego dziecka. Sprawa jest prosta. Na początku swej kariery życiowej dziecko będzie wszystko wykonywało powoli, niedokładnie i ogólnie w sposób nie spełniający surowych kryteriów Idealnej Pani Domu. Normalna sprawa, jak nigdy wcześniej tego nie ćwiczyło, koordynacja jeszcze szwankuje, to jak ma byc inaczej. Idealna Pani Domu (IPD) ma tutaj dwie możliwości. Pierwsza - zapewne częściej wybierana przez IPD, gdyż nie zaburza ich potrzeby perfekcji. Po stwierdzeniu, że dziecko nie umie (a czasem od razu, bez próby, tylko założenie, że nie umie - skądinąd słuszne), robi sama. Sama sprząta, ściele łóżko, ubiera delikwenta, karmi, wyciera rozlane soczki - co tam kto jeszcze chce. Delikwent oczywiście nie jest idiotą - skoro ktoś robi za niego, znaczy że tak ma być i nie należy przekonywać IPD, że jest inaczej. Jeszcze by kazała słać łóżko, i to perfekcyjnie od razu... Gdzieś tak około 15 roku życia potomka IPD zaczyna mieć dość robienia wszystkiego samodzielnie. Dochodzi do wniosku, że dziecię jest już na tyle wyrośnięte, ze powinno, zmobilizowane przykładem rodzicielki, wziąć na swe barki część obowiązków domowych (nie wspominając już o samoobsłudze, jak np. robienie sobie kanapek do szkoły). Ale tu sie zaczynają schody. Dziecię jest bowiem niemile zaskoczone nagłą i niczym nieusprawiedliwioną zmianą reguł gry obowiązujących przez całe jego życie. Wszak IPD zawsze sprzątała, prała, gotowała i jakoś było dobrze? To dlaczego dobrze być nagle przestało? O co tej kobiecie chodzi? I mamy konflikt. Drakę. Wojnę. Druga droga wymaga od IPD wielkiej odporności psychicznej. Samozaparcia. Tolerowania rozgrzebania roboty, spowolnienia, poprawiania po dziecku jakiś milion razy. Powtarzania instrukcji do znudzenia. Do tego bez krzyku narzekania, mędzenia, że niedokładnie i w ogóle do kitu, sama bym zrobiła trzy razy szybciej. Otóż dziecia należy zachęcać. Taki trzylatek uwielbia wręcz robić to, co mamusia. Być potrzebny. Samodzielny. Oczywiście większość zadań mu nie wyjdzie - czyli trzeba najpierw pokazać. Potem poczekać, aż sam spróbuje. Pochwalić za ten fragment który sie udało (bo część zrobi sam i ta część będzie sie powiększać). A następnie posprzątać i zrobić resztę. Jeśłi coś sie rozleje - nie pędzić osobiście w celu wypolerowania zbrukanej powierzchni. Wręczyć ściereczkę i spokojnie powiedzieć, że jak sie rozlało, to trzeba teraz zetrzeć i nie ma problemu. Potem juz sie nie wręcza, rozlewca sam wie, gdzie jest i co trzeba z nią zrobić. To wszystko zajmuje mnóstwo czasu. I jest to czas świetnie zainwestowany. Po jakimś czasie taki osobnik zrobi któregoś dnia mamie niespodziankę i rano sam sie ubierze. Docenić, docenić, zamiast wydziwiać, że czerwona koszulka nijak nie pasuje do pomarańczowej bluzy i wściekle zielonych rajstop!!!!! Koniecznie pochwalić, zę sam, bez żadnej pomocy ani poganiania sie ubrał. posłał łóżko i co tam jeszcze zrobił. Zacznie pomagać w kuchni - na początku może rozkładać sztućce (ze szczególnym uwzględnieniem łyżek). Podawać po jednym ziemniaki do obierania. Za jakiś czas - obudzisz się w niedzielny poranek i zobaczysz roześmianą mordkę kompletnie ubraną, meldującą, żę śniadanie jest gotowe i tylko czeka, aż najukochańsi rodzice (w tym IPD) raczą pojawić się w kuchni. A ty będziesz mogła dłużej pospać. Wypięknić sie w łazience. I jedyne zadanie, jakie pozostanie dla Ciebie, to zaciśnięcie zębów tak, by nikt, ale to nikt nie mógł dostrzec grymasu bólu na widok umytych przez potomka talerzy - na których nadal wyraźnie widać resztki wczorajszego obiadu. Wstawisz je spokojnie do szafki. Umyjesz później. Jeszcze kilka prób i talerzom nie będzie można nic zarzucić, a dzieć będzie miał nawyk sprzątania i ogólnie uczestnictwa w pracach domowych. Bez bólu i krzyków. Będziesz mogła go poprosić o przyniesienie czegoś do picia. jabłka. Kanapki. Dyskusje o słanie łóżka też nie będą trwały wiecznie.
Przykład z cyklu "Dialogi z potomkiem" na ten temt: - Piotrek, świetnie wiesz, że to łóżko i tak pościelesz. Możesz to zrobić od razu i bez bólu, albo poawanturować sie jeszcze trochę, ale i tak to zrobisz. Wybierz sobie opcję i daj mi znać, co zdecydowałeś. A ja sobie poczytam przez ten czas. Po czym wtykam nos w książkę, albo zajmuję sie czymkolwiek innym. A młody całkiem spokojnie idzie słać łóżko...
Teoria Inteligentnego Lenia daje świetne efekty wychowawcze. Nauczyłam Piotrka mnóstwa rzeczy tylko dlatego, że mi sie nie chciało czegoś robić. Nie chciało mi sie nie w danej chwili, tylko w perspektywie robienia tego latami ZA dziecko. Mniej bolało zrobienie od razu - pokazanie, pomoc w opanowaniu umiejętności, z perspektywą świętego spokoju za rok, dwa. I teraz często w przedszkolu patrzę, jak Piotrek ubiera sie sam, a rodzice jego koleżanek i kolegów starannie nadziewają kolejne fragmenty garderoby na małe, sztywne manekiny. I słucham, jak młody opowiada, ze on całkiem sam w niedzielę przygotował śniadanie dla rodziców. Łącznie z mamy ukochanym twarożkiem z rzodkiewką - oczywiście osobiście pokrojoną, nie jakiś tam gotowiec, który trzeba tylko wyjąć z opakowania. Rodzice innych dzieci patrzą i słuchają z zazdrością. A ja się mogę lenić...
PS. Dziś rano Piotrek sam sie obudził, ubrał, posłał łóżko i przygotował śniadanie. Ja nie musiałam nawet nic powiedzieć, że nie wspomnę o zrobieniu. To sie nazywa życie :) środa, 01 lutego 2012, agra1
TrackBack
|