O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem w roli głównej
Blog > Komentarze do wpisu

nie miała baba kłopotu...

...sprawiła sobie kota.

Koteczek jest zwierzem wychodzącym, o czym ju wielokrotnie pisałam. Zwiększa mu to znacząco komfort życia (przypuszczam, że długość również), ale jest nierozerwalnie związane z odnoszonymi co jakiś czas obrażeniami różnej natury.

Bywało tego trochę, wracał z poszarpanymi uszami, kiedyś nawet dziurą w jednym z nich, kłem wbitym w bark powyrywanymi kępkami sierści... I oczywiście urazy i skaleczenia łap.

Tym razem też. 

W takie mrozy kotek wychodzi na krótko -  końcu ma sie te prawie dwanaście lat. jesli nas nie będzie w domu, tak żeby można było jaśnie pana wpuścić natychmiast, jak mu ogon zmarznie - to nie wychodzi, co jest zwykle przyczyną solidnej awantury.

Dziś pozwoliłam mu pójść  po powrocie z porannych jazd (sadło dla gawronów sie mamie skończyło, trzeba było uzupełnic zapasy - poważna sprawa).

Zwykle wraca przez okno w kuchni, dlatego nieco sie zdziwiłam widząc kota przed drzwiami klatki schodowej (albo Schodowa, ale to następna notka), jak wychodziłam po Piotrka do przedszkola. Na wszelki wypadek przyjrzałam mu sie dokładniej. I słusznie, okaząło sie, ze idzie jakoś nierówno, więc zawrócilam, poczekałam, aż wskoczy w kuchni na swój kawałek blatu i obejrzałam końcówki. I w jednej z łapek znalazłam taką sobie dziurę obok poduszeczki... Nie było to jeoś bardzo dramatyczne - widywałam już większe uszkodzenia mojego kotka bojowego, ale jednak nieładne. 

Całe szczęście, ze do przedszkola jest bliziutko - odebrałam Piotrka, wytłumaczyłam mu, dlaczego nie pójdziey na górkę z jabłuszkiem, tylko do weterynarza. Przejął sie bardzo. Zresztą niczego innego sie nie spodziewałam, oni z kotem sie bardzo kochają. 

jeszcze tylko kurs do piwnicy po koci transporter, wizyta w bankomacie - jak na złość w portfelu zostały mi tylko żółte blaszki - i jazda.

Pan doktor stwierdził, że Czortowi da zastrzyk z antybiotykiem na pierwszy raz a potem będę sama smarować maścią. Wolę taką wersję, kot nie musi być kłuty, ja nie muszę z nim jeździć i taniej wychodzi. A ja z nim mogę zrobić wszystko. 

Kocie kochany - spróbuj jakoś ostrożniej łazić, bo jak na razie -  masz szlaban przynajmniej do piątku.

wtorek, 07 lutego 2012, agra1
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/02/08 15:22:56
Moje szynszyle mają szlaban, a ja mam spokój ;-)
-
2012/02/08 16:27:18
Wiesz, tylko jakbym teraz zmieniła reguł gry obowiązujące od prawie 12 lat, to bylby sajgon. Od początku liczyłam sie z tym, że czasem będę musiała pojechać do weta w związku z kocimi ranami bojowymi. Ale i tak sądzę, ze jest znacznie szczęśliwszy, niż gdyby był klasycznym kanapowcem, dla którego wyczynem sportowym staje sie wskoczenie na fotel....
-
2012/02/08 16:31:59
Nie doceniają gady tego co mają ;-) Moje szynszyle, gdy na noc idą do klatki, to wyglądają tak smutno, jakby to były najnieszczęśliwsze zwierzęta na świecie. To, że grasują po mieszkaniu 16 godzin, idzie w niepamięć... ;-)
-
2012/02/09 21:03:37
Behemot życzy zdrowia Czortowi! Faktycznie, waleczne z niego stworzenie. Ja się zdecydowanie boję kota wypuszczać, u nas za dużo bodźców na podwórku, ludzie, owczarki i pręgowani królowie podwórka.
-
2012/02/10 08:54:58
Bardzo dziękujemy Behemotowi za życzenia!