O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem w roli głównej
Blog > Komentarze do wpisu

klęska urodzaju

Skorupiaka naszło dziś na mortadelę w cieście. Zdarza się.

Postanowił ją zrobić. Zapytał o instrukcje - a ponieważ jest jednostką obytą w kuchni uznałam, ze nie musze mu podawać ze szczegółową gramaturą, tylko normalnie.

Oznaczało to miedzy innymi "odrobine drożdży" rozrobioną w "niedużej ilości" ciepłego mleka.

Po jakimś czasie słysze pytanie:

- słuchaj, czy tak jest dobrze? bo nie wiem, czy nie za dużo drożdży wziąłem.

- A ile wziąłeś?

- tak z jedną trzecią paczki. 

Osłabłam. To była taka standardowa stugramowa kostka. Czyli wrzucił 30 g...  Do tego rozrobil to w prawie szklance mleka.

Po chwili mnie tknęło, obejrzałam kostkę. Brakuje połowy, a nie jednej trzeciej.

- A bo ja wrzucilem do mleka 1/3, resztę zjadłem.

- co?????

- no, z mlekiem, na witamine B.

- ale do picia to sie je zalewa wrzątkiem, żeby zabić drożdże... Chyba, zę chcesz mieć drożdżycę....

- Ups... nie wiedziałem... Popatrz, ile będzie tego ciasta?

- Dużo. Weź największy garnek.

Popatrzył na mnie podejrzliwie.

- Ty sobie robisz jaja, prawda? A w ogóle, to nie za rzadkie to ciasto?

- Nie robię jaj. I owszem, za rzadkie. Dosyp trochę mąki, tylko niedużo.

Dosypał, zamieszał w skupieniu.

- Dobrze teraz?

- Hm... Mówilam, niedużo. Mogło byc mniej....

W tym momencie biedny Skorupiak już nie wytrzymał i wylecial z kwikiem z kuchni. 

Po chwili wrócił.

- Kiedy mam zacząć smażyć?

- Zacznij już, bo ciasto rośnie. Jak odłożysz do jutra, to będziesz mial całą wannę.

 

Usmażył. Całą mortadelę. Kilka parówek. Ciasta starczyło jeszcze na ananasa.

A ja jestem na diecie. 

czwartek, 19 stycznia 2012, agra1
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/01/19 20:33:32
To mi przypomina mój stary wpis o możliwościach kulinarnych Mojego Męża :D mojmazmniewkurza.blox.pl/2011/10/bo-jak-cos-czasem-ugotuje.html
-
2012/01/23 11:56:00
:):):)