O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem w roli głównej
Blog > Komentarze do wpisu

katechezy wokół Harrego Pottera

Wróciło mi sie jakoś ostatnio do Harrego Potera. Nie wiem czemu, tak jakoś.

A równocześnie w ręce mi wpadła książka Haliny Bortnowskiej - "Co to to nie". A tam - między innymi felieton właśnie  o tych książkach.

Wielokrotnie wściekałam się słysząc o podejściu niektórych osób duchownych do tej młodzieżowej, bardzo popularnej serii przygód młodego czarodzieja. Zakazy, gromkie okrzyki o satanizmie, czarach, magii, odciąganiu od Boga, uczeniu, że wystarczy wypowiedzieć zaklęcie i mieć -  nie pamiętam, co tam jeszcze było, w kazdym razie miałam poczucie, że chyba rozmawiamy o zupełnie różnych książkach.

Tu wreszcie znalazłam zrozumienie - więcej, tam było napisane dokładnie to, co mi chodziło po głowie, tylko znacznie dokładniej, mądrzej, piękniej. Od razu mi ulżyło, bo skoro ktoś taki, jak Halina Bortnowska ne uważa, żeby HP był samym złem, to chyba nie jestem tak całkiem głupia i w poprzek nauczania kościelnego. Może tylko troche po skosie... Ten skos wychodzi mi najczęściej tam gdzie zaczynam samodzielnie myśleć,  co samo w sobie jest bolesne, bo trudno mi pogodzić sie z tym, że boscy urzednicy mówią o wolnej woli, rozumie, ale jak ktoś ośmieli sie z nich skorzystać, to natychmiast dostaje po łbie.

Wracając do Harrego Pottera i zakazywania przez katechetów czytania / ogądania jego przygód, od dawna sie zastanawiam, jak to się dzieje, że nikt z nich nie wpadł na to, jak wykorzystać tę popularną książkę do przekazania wartości, o które katechetom chodzi.

Bo one tam są. I to w dużych ilościach, bym powiedziała.

Mam poczucie, że spokojnie dałoby sie przygotować cykl katechez zbudowanych właśnie wokół tej książki (a właściwie książek).  Można by poruszyć takie tematy jak wierność zasadom, uczciwość, wartość rzetelnej pracy, bez której nie ma nic darmo - w końcu czarodzieje nie machali różdżkami ot tak sobie, oni musieli najpierw solidnie wkuwać, zdawać egzaminy roczne, sumy, owutemy, egzamin na prawo teleportacji - całkiem, jak prawo jazdy, byli oceniani; różnica pomiędzy charakterami poszczególnych Domów i ich mieszkańców... Miłość bliźniego, przyjaźń, troska o innych, - przecież to są kwestie uniwersalne, chrześcijaństwo, a tym bardziej katolicyzm nie mają monopolu na bycie dobrym człowiekiem. 

Można spokojnie pokazać uniwersalność tego, co najważniejsze w chrześcijaństwie - i innych religiach. Zrobić lekcje, które przyciągną również uczniów niewierzących czy niezainteresowanych Bogiem. A to już potem daje podstawę do dialogu....

Nie mówiąc już o tym prozaicznym szczególe, że owoc zakazany zawsze kusi i najlepszą metodą na to, żeby dzieciaki przeczytały HP jest zabronienie im tego. 

Co widać genialnie na przykładzie całej historii z zakazem dla księdza Bonieckiego -  jego książka rozeszła sie natychmiast, na spotkania z nim walą tłumy - ludzie, którzy wcześniej czasem nawet nie wiedzieli o jego istnieniu teraz słuchają i zastanawiają się nad tym, co ma do powiedzenia. A wszystko za sprawą zakazu wydanego przez księdza Naumowicza.... 

 

wtorek, 24 stycznia 2012, agra1
TrackBack
TrackBack URL wpisu: