O życiu i jego przejawach - z Piotrkiem i Grześkiem w rolach głównych

  Statystyki
stat4u

Blog > Komentarze do wpisu

Wróciłam

Działo sie przez ten tydzień, oj, działo....

Szkoła. Tygodniowy zjazd, ciekawe tematy, spotkanie z ludźmi, których bardzo lubię i których zobaczę w komplecie dopiero we wrześniu. Koleżanka, która urodzila dziecko tydzień temu, dramat choroby malucha. Aniu, Piotrusiu, trzymajcie się mocno, modlę się za Was.

Zakończenie roku w żłobku - przedstawienie w wydaniu dwulatków - jasne, ze prościutkie. Przypomniało mi sie, jak pani dyrektor mówiła, że kiedyś jakiś rodzic zgłosił pretensje, zę te przedstawienia takie krótkie, kiepska rozrywka. A czego on oczekiwał, że mu maluchy Hamleta na trawie odstawią???? Rozkleiłam sie, jak to oglądałam. Do tego Piotrek taki dumny z siebie, jak mijał nas to mu sie pyszczek rozdziawiał i uśmiech od ucha do ucha

Imieniny Piotrka. Wypadają jutro, ale nie ma mowy, żebym jutro kogokolwiek zapraszała. Siedzę w pracy do 20, jak wrócę, to młody już będzie  w łóżku.

Piotrek, który stale zaskakuje mnie kolejnymi zachowaniami. Dziś szykujemy sie do imienin, Małż zaniósł szklanki  i podkładki pod nie, takie plecione. Właściwie, czy ktoś wie, jak to sie nazywa? u nas w domu to chodziło pod nazwą "patarafki", ewentualnie "wafle". To tylko tak na marginesie. A po chwili patrzymy, a Pietruszka ustawia starannie każdą szklanke na podstawce....

W szkole - znakomicie, chociaż tematy egzystencjalne, trudne, pod koniec naprawde ciężko sie skoncentrować. A po południu - warsztaty z terapii grupowej. Nie wyszło mi prowadzenie mojego kawałka, poryczałam sie ze zmęczenia wieczorem, w domu. Teraz widzę, ze nie bylo tak źle, zrobiłam kawał dobrej roboty, a w końcu po to tam jestem, żeby sie uczyć. Błędów nie popełnia tylko ten, co nic nie robi. Ale wtedy mnie zdołowało.

Koleżanka z grupy wychodzi za mąż. Bardzo chiałam być na jej slubie, a tu kicha, będę wtedy w Bieszczadach służbowo, na obozie z dzieciakami. Żadnego manewru, nie pójdę na ten ślub. Chyba że sie w miesiąc nauczę bilokacji.

Imieniny fajnie, nie robiliśmy wielkiego spędu, moi rodzice, teściowa h.c. i chrzestna, czyli nasza przyjaciółka. Chrzestny miał nieco daleko - mieszka na Pomorzu, więc nieobecność usprawiedliwiona. Nawet to, że nie zadzwonił rozumiem, wybrał sie dziś na żagle z jakimś kumplem, po zakończeniu pewnie gdzieś siedli nad piwem i ględzą.

Na dokładkę, jak już młody leżał w łóżku okazało się, że przepadł gdzieś jego misiek ukochany. Szukamy jak wściekli, przeglądamy meble, pomieszczenia. W końcu nie mieszkamy w pałacu, nie mamy 250 metrów. I chwała Bogu w tym kontekście, jakbym miała szukać tego niedźwiedzia na takiej powierzchni, to chyba bym oszalała,

Jeszcze więcej tego było, ale palce mi sie śligają po klawiaturze ze zmęczenia.

Dobanoc.

 

niedziela, 28 czerwca 2009, agra1

Polecane wpisy

  • pierwszy dzień nowej pracy

    Pierwszy dzień w nowej pracy nie wygląda tak, jak to sobie wyobrażałam, wcale a wcale. Wygląda za to całkiem podobnie za to do standardowego dnia z chorymi dzie

  • dzień jak codzień

    W piątek rano zadzwoniła koleżanka z informacją, ze w pewnej firmie szukają opiekunów do pracy na Ursynowie. Pognałam oczywiście, dogadałam wszystko - umowa o p

  • kuchenny Dobromir

    Dostaliśmy kiedyś butelkę nalewki wiśniowej, mocnej jak nie wiem co. Zdecydowanie za mocnej dla nas. Stała sobie i czekała, aż ktoś będzie miał na nią jakiś pom

TrackBack
TrackBack URL wpisu: